- Proszę opowiedzieć jeszcze raz, od początku, ale tym razem spokojnie, co się wtedy wydarzyło – powiedziała zrezygnowanym głosem sędzia, rozmasowując palcami wskazującymi skronie.
Z zeznań pani Wandy:
- a więc tak – zaczęła wzburzona. Odprowadzałam córkę do przedszkola i zobaczyłam tego zboczeńca (tu wskazała palcem na siedzącego na ławie oskarżonych pana Władka) rozdającego dzieciom cukierki i głaszczącego je po głowach.
- i co było dalej?
- wezwałam policję, a później rzuciłam się na niego z parasolką.
Z zeznań policjanta:
- otrzymaliśmy zgłoszenie o mężczyźnie, który pod przedszkolem rozdaje dzieciom cukierki i głaszcze je po główkach. Kiedy dojechaliśmy na miejsce, zauważyliśmy kobietę okładającą tego zboczeńca (tu wskazał palcem znów na pana Władka) parasolką. Nie myśląc wiele, rzuciliśmy się na niego i zaczęliśmy okładać go pałkami.
Z zeznań pana Józefa, działacza z SOLIDARNOŚCI:
- przechodziłem akurat koło tego przedszkola – mówił roztrzęsiony – i zobaczyłem tych milicjantów okładających pałkami tę panią i tego tam (wskazał palcem na pana Władka). Nie myśląc wiele rzuciłem się na nich i zacząłem ich bić laską. Ale kiedy dowiedziałem się, że ten zboczeniec (tu ponownie wskazał pana Władka) rozdawał dzieciom pod przedszkolem cukierki i głaskał je po główkach, przywaliłem mu w plery, aż złamałem laskę.
Z zeznań pana Władka:
- wstałem tego dnia, jak co dzień, przed siódmą rano. Wyciągnąłem z szafy swój czerwony strój oraz czarne buty. Przykleiłem brodę i wyszedłem z domu odpracować zlecenie. To był 6 grudnia….