O take robotje my sie modlilim. No może niekoniecznie modlili, bo zarówno ja, jak i Ifałek byliśmy niewierzący. Ifałek to był mój najlepszy kumpel z poprzedniego korpo. Zresztą długo po tym, jak nasze drogi się rozeszły, spotykaliśmy się jeszcze od czasu do czasu na obiad albo wódkę. Ifałek to była ksywa, a wzięła się z tego, że kiedy Dawid (bo tak miał na imię) przyszedł do naszej firmy, to nie znał tej całej korpo gadki. I kiedy przyszedł e- mail, zatytułowany „coś tam, coś tam IVQ”, to Dawid nie skojarzył, że chodzi o czwarty kwartał i zapytał: Ejj, co to jest to ifałku? No i wtedy został Ifałkiem, pieszczotliwie zwanym Czwartym Kwartałem.
Z Ifałkiem od razu załapaliśmy wspólny klimat, do tego stopnia, że musieliśmy siedzieć obok siebie. Pracowaliśmy w sporym „ołpen spejsie”, dość ładnym i wygodnym. Pech chciał, że ja siedziałem w miejscu, gdzie z chłopakami mieliśmy ustawione cztery biurka i wszystkie były zajęte. Po mojej lewej siedział akurat Dynamiczny Damian i to jego miejsce upatrzyliśmy sobie z Ifałkiem. Trzeba było tylko przekonać do tego pomysłu Dynamicznego.
- eee, Damian. Sprawa jest – zacząłem.
Minęło dziesięć sekund, Dynamiczny Damian odwrócił się powoli w moją stronę i zapytał:
- taaaaaak? A coooooo?
Swoją drogą pozbycie się go z naszego towarzystwa było najlepszym rozwiązaniem, bo każdego z nas osłabiał. Nawet kawa, którą popijał Dynamiczny Damian była zawsze taka słaba, że aż się przewracała. Co za typ.
- wskakujesz na miejsce Ifałka, koło akwarium, a Ifałek przejmuje twoje biurko.
Minęło piętnaście sekund, zanim Dynamiczny poukładał sobie wszystko w głowie, to znaczy, tak nam się wydawało, bo za chwilę zapytał.
- jaaaaak tooooo? Dlaaaaaaczeeeego? Nieeee rozuuuumieeeem.
- pakujesz się i wypier*alasz – ten Ifałek nigdy nie był dyplomatą.
- ale dlaaaaaaczegoooo? – dopytywał dalej.
- bo było losowanie i przegrałeś – powiedział Dawid.
- jakieeeee losooowaaaanieeee? Ja niiiic nieee loooosoooowaaaałeeem.
- Rafik rzucał za Ciebie monetą i przegrałeś.
Dynamiczny Damian zaczął się powoli robić czerwony, zawsze tak reagował, jak był zestresowany, mrugał powiekami i zaczynał kichać. I kiedy obrócił się na swoim krześle, żeby nie skichać komputera, poprzenosiliśmy z Ifałkiem jego graty i zanim Dynamiczny zdążył obrócić się z powrotem, to my wieźliśmy go już na krześle w stronę biurka przy akwarium. Akwarium, w którym siedział dyro, zwany od nazwiska Gandzią. Kawał skur*ysyna.
Można rzec, że Dynamiczny Damian miał dość mocne wejście, bo kiedy go tym krzesłem przewoziliśmy, to nie zdążyliśmy wyhamować i wyje*aliśmy nim prosto w biurko, przyciskając go z całym impetem do blatu. Dynamiczny aż głośno jęknął i skrzywił się z bólu, Gandzia podniósł wzrok znad „Rzeczpospolitej”, a my z Ifałkiem szczerząc się do Gandzi, podnieśliśmy kciuki w górę, rzucając na odchodne: Będzie ci z nim dobrze Jaro.
I tym sposobem siedzieliśmy z Ifałkiem koło koryta, które napełniali nam po każdym ważniejszym spotkaniu, znosząc resztki cateringu z sali konferencyjnej, która była tuż po sąsiedzku. Siedzieliśmy, wpier*alaliśmy ciasteczka, a kasa zawsze na czas nam na konto spływała. I o takej robocje my marzylim.
część II tu <click>

Noo cóż taka praca to full wypas choć ja na swoją też nie mogę narzekać bo mam podobnie pełen lajt co dnia nowe kawały a szef no cóż jakoś to znosi :)
OdpowiedzUsuńNic, tylko się cieszyć :-)
OdpowiedzUsuńPlusy i minusy robimy jak chcemy bo możemy dużo i jeszcze trochę gorzej przy wypłacie ale zawsze na czas :D
OdpowiedzUsuńCzasem warto dać się wywalić z roboty ;) może wyjść na dobre :)
Usuń