część I tu <click>
Prawda dla Malika okazała się brutalna. Ostatecznie wylotka z pracy była mniejszym złem, niż to, co się okazało w trakcie tego całego cyrku. Malik łatwo nie odpuszczał i pozwał korpo wraz z Reginą o nękanie na tle rasowym. My też długo, mając w pamięci obietnicę, jaką złożyliśmy państwu Zuanzi, chcieliśmy go chronić, zeznając w sądzie, że on naprawdę jest czarny i przez całe życie był prześladowany. Regina na każdej rozprawie, przecierała ze zdumienia oczy, nie wiedząc już sama, czy nie będzie musiała dołożyć znów dioptrii. Ostatecznie za składanie fałszywych zeznań każdy z nas dostał po sześć miesięcy. W zawieszeniu. Na dwa lata.
Nie było sensu dłużej tego ciągnąć. Nasza wieloletnia męska przyjaźń zawsze kazała nam się wspierać. W najtrudniejszych chwilach. Ale Malik miał już dwadzieścia siedem lat i najwyższy czas, by poznał prawdę. Choć zawsze gdzieś tam w głębi serca wiedział, że jest inny, ale nigdy nie dopuszczał tej myśli do swej świadomości. Dopiero dziś, wychodząc z sądu spojrzał na rodziców i w końcu zrozumiał. Był inni niż oni. Był grubszy. I wyższy. Był rudy i biały.
My z chłopakami ustaliliśmy, że najlepszym sposobem będzie rżnięcie głupa. I gdy się spotkaliśmy następnym razem na piwie, Malik zaczął cicho:
- chłopaki. Muszę wam coś powiedzieć. Jestem adoptowany.
Zapadła chwila milczenia.
- No i jestem biały.
I gdy każdy z nas przybrał zdziwioną minę, odezwał się Miriam:
- o ku*wa. Szok. Malik, co ty pieprzysz? Normalnie szok. Nie mogę w to uwierzyć – i teatralnym gestem złapał się za głowę, wstając od stolika i chodząc po knajpie.
- Ja pie*dolę. Czegoś takiego się nie spodziewałem. No dla mnie szok. Szok, szok, szok.
My patrzyliśmy na siebie, potem na Malika i w końcu na Miriam. Wprawdzie umówiliśmy się, że będziemy udawać zdziwienie, ale Miriam, do cholery, popłynął.
Trzeba było robić dobrą minę do złej gry. To udawanie tak nam wyszło, że Malik w końcu uwierzył, że my też zostaliśmy przez państwa Zuanzi perfidnie oszukani. No trochę głupia sprawa, bo to byli fajni i poczciwi ludzie, ale czego nie robi się dla przyjaciół. Przestaliśmy ich odwiedzać. Przynajmniej nie wtedy, gdy był u nich Malik. A chodził tam po to, bo chciał się dowiedzieć czegoś o swej matce.
część III tu <click>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz