Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ksiegowa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ksiegowa. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 26 września 2013

walc Krystyny

pierwsza część jest tu... [click]

Krista po swoim wyskoku z telefonem z urzędu skarbowego omal nie umarła. Ze strachu. Było nam jej żal. Wymyśliliśmy więc na szybko strategię, że będziemy robić z siebie głupków. Wredny Rak musiał wtrącić te swoje trzy grosze i powiedział, że nie będzie trudno. Więc, gdy kilka minut później znów zadzwonił telefon, odebrałem i powiedziałem, że główna księgowa jest na urlopie.  Poprosiłem o kontakt następnego dnia.

Dzień później nasza księgowa odebrała telefon i zmienionym głosem umówiła się na kontrolę kolejnego dnia. O ósmej. Będąc  głównym sprawcą zamieszania, zobowiązałem się, że przyjadę po nią i podwiozę do pracy, żeby się nie tłukła autobusem z rana. Dziesięć razy mi przypominała, że mam być punktualnie. Wstałem więc o szóstej, poszedłem pod prysznic, napiłem się kawy. Czasu miałem mnóstwo. Do Kristy jechało się piętnaście minut  i dziesięć do firmy. Dwadzieścia po siódmej ruszyłem spod domu. Przejechałem skrzyżowanie, a później kolejne. Przejechałem ze dwa kilometry i gdy wjechałem na estakadę, zobaczyłem trzy zamknięte pasy a na środku walec. I kiedy tak się wlokłem za tym walcem i setką samochodów, uświadomiłem sobie, że nikt mi nie uwierzy. A na pewno Krista.

Kiedy podjeżdżałem pod dom Krystyny i zobaczyłem ją tupiącą ze złości, krew mi odpłynęła. Otworzyła drzwi i zaczęła krzyczeć. O, jak ona krzyczała. Darła się wniebogłosy, a ja nie mogłem dojść do słowa. I co mi znowu powiesz? Co teraz wymyślisz? – zapytała. Więc odparłem zgodnie z prawdą, że wstrzymał mnie walec. Bałem się, że mnie zabije i trochę skuliłem, ale ona zaczęła się śmiać. Śmiała się równie głośno, jak wcześniej krzyczała. Śmiech przeszedł w histeryczny, gdy uświadomiła sobie, że już jest spóźniona. Można było przypuszczać, że ten ze skarbówki tak śmiał się nie będzie.

I choć gość był sztywny, jak jego koleżanka, to kontrola poszła dobrze. Mieliśmy trochę zamieszania i troszeczkę stresów. Krystyna podśpiewując, sprzątała papiery, a my poszliśmy na fajkę. Gdy wróciliśmy, zdziwiliśmy się tylko, że wyszła tak znienacka i bez pożegnania. Zamknęliśmy ten burdel i poszliśmy w cholerę. Właściwie na piwo, by odreagować. I gdy tak siedzieliśmy w tej knajpie, dzwoniła do nas Krista. Do wszystkich po kolei. Żeby się nie denerwać, nikt z nas nie odebrał. Pewnie nic ważnego.

Kiedy następnego dnia przyszedłem do pracy pierwszy, zobaczyłem Kristę. Pomyślałbym, że była tak wcześnie, gdyby nie to, że nie miała kluczy i ciągle słodko spała. Na biurku naszego szefa, z torebką pod głową...

poniedziałek, 16 września 2013

spier*alaj

Zawsze dobrze pracowało mi się w małych firmach. Jak w tej, przed 15 laty. Z Ulką, Tomkiem, głupim Rakiem i p. Krystyną. Mieliśmy małe, eleganckie biuro, na ostatnim piętrze starego biurowca, w zielonej części miasta. Urządzone ze smakiem, nowocześnie, z efektownymi, szklanymi ściankami. Jak w akwarium. Jedno z nich zajmowała Krista.

Krystyna to nasza księgowa, główna, starsza od nas wszystkich średnio o dwadzieścia pięć lat. Ale babka z niej była fajna. Trochę nas wszystkich musztrowała, więc dostała ksywę Frau Krista. Współpraca jednak układała nam się dobrze. Bo musiała. Czasem chodziliśmy do niej pod koniec miesiąca na żebry, czyli po zaliczkę. Krista zawsze wywracała oczami, robiła groźną minę, a na koniec wykład o umiejętnym gospodarowaniu finansami. Na koniec sięgała do kasetki i dawała nam kasę.

W zasadzie wszyscy bardzo się lubiliśmy. Często przynosiliśmy do pracy ciacha z ulubionej cukierni Kristy. Czasem jako przekupstwo, a często tak z sympatii. Utuczyliśmy ją w sumie o piętnaście kilo.

Z Kristy robiłem sobie czasem jaja. Jak wtedy, gdy wcinała kanapkę na sucho, w tym swoim akwarium. Stałem akurat koło biurka Ulki i wzięło mnie na żarty. Wykręciłem wewnętrzny 203 i obserwowałem ją przez szyby. Krista z pełnymi ustami odebrała:
- halo?
- dzień dobry, Broniewski. Z główną księgową proszę.
- przy telefonie.
- dzwonię z Izby Skarbowej. Jest Pani podejrzana o nadużycia..
W tym momencie Krista wypluła nieprzemielone śniadanie do kosza na śmieci.
- jakie nadużycia??? - zapytała wystraszona.
- to ja tu zadaję pytania. Potrzebuję informacji za ostatni kwartał...
- chwileczkę, bardzo proszę poczekać, wezmę segregator.

I kiedy tak Krista biegała między regałem a szafą, zauważyła przez te szyby mnie i Ulkę, płaczących i składających się ze śmiechu. Ubaw mieliśmy po pachy. Ulka stała zgięta w pół, jedną ręką podpierała się o biurko a drugą trzymała się za brzuch. Ja klęczałem przy niej. Dawno się tak nie uśmiałem. Co innego Krista. Zawsze harda trzęsła się jak galareta. Teraz chyba już ze złości, której dała upust, rzucając w nas segregatorem i tłukąc dwie szyby.

Dzień później, kiedy Kriście na biurku zadzwonił telefon, rzekomo znów z urzędu skarbowego, rzuciła do słuchawki krótkie "spierdalaj" i triumfalnie spojrzała w stronę biurka Ulki, a potem mojego. Akurat do niego podchodziłem, wycierając jeszcze ręce papierowym ręcznikiem, prosto po wyjściu z kibla...

część druga jest tu [click]

bring it