Od jakiegoś czasu mój niepokój budzi Teresa. To moja, od dziesięciu lat z okładem, mieszkająca dwa piętra niżej, sąsiadka. Jest w niej coś takiego, co powoduje, że nie potrafię spać po nocach. Myślę o niej często, pojawia się w moich fantazjach. Mijając jej drzwi, za każdym razem zastanawiam się, co porabia. Nie jestem z tych, którzy szpiegują sąsiadów, wtrącają się w ich życie, za wszelką cenę próbują nawiązać znajomość. Wszyscy jednak znamy się z widzenia. Poza zdawkowym dzień dobry lub dobry wieczór, gdy już spotkamy się na klatce schodowej, z sąsiadami nie łączą mnie żadne relacje. Takie obyczaje.
Inaczej jest z Teresą. Od początku owiana mgiełką tajemnicy. Niedostępna. To jak ma na imię, wiem akurat z adresowanego do niej urzędowego pisma, które listonosz wrzucił pomyłkowo do mojej skrzynki. Pomyślałem, że mogę wykorzystać okazję i postanowiłem oddać jej list osobiście. Skoro i tak już wchodziłem do góry… Mimo, że za drzwiami słychać było krzątaninę, nikt mi drzwi nie otworzył.
Teresę ciężko też spotkać na klatce schodowej. Zdarzyło się już kilka razy, że wchodząc na górę, słyszałem trzaśnięcie drzwiami i szczęk kluczy w zamku, by zaraz usłyszeć szczęk kluczy w zamku i trzaśnięcie drzwiami zamykanymi od środka. Zastanawiałem się, czy ona w ogóle nie lubi ludzi, czy tylko mnie. Kiedy już udało mi się ją spotkać, chłodno odpowiadała na moje dzień dobry, patrząc na mnie jakoś tak dziwnie. Poczułem się niepewnie.
Pewnego dnia u boku Teresy pojawił się facet. Wiem to, bo kiedy wychodziłem z domu, usłyszałem dzwoniące w drżących rękach, upadające klucze. Nie zdążyli schować się przede mną. Dokładnie nie widziałem, jak on wygląda, bo na moje dobry wieczór odpowiedzieli nie odwracając się od drzwi, bardzo, ale to bardzo pochłonięci wkładaniem kluczy do zamka. Ale sprawa zaczęła być poważna.
O tym jak poważna, przekonałem się kilka miesięcy później, kiedy na drzwiach Teresy, pierwszy raz po latach, pojawił się napis C+M+B=2011. W naszej zateizowanej klatce, świadczyć to mogło o jednym. Teresa zamierzała się wydać. I to po katolicku. Przyszły mąż Teresy był równie dziwny jak ona sama. I równie brzydki. Wtedy jeszcze nie wiązałem tego z faktem, że zarówno ona jak i on wychodzą najczęściej z domu po zmroku. Ich okna zawsze są zasłonięte. Nie ma w nich tradycyjnych, polskich firanek. Okna są przysłonięte płachtami, które wyglądają, jakby były przybite gwoździami do ramy. Dziwne.
Kiedyś, wracając do domu późną nocą, widziałem ich, taszczących wielkie, ciężkie walizki do samochodu. Na wszelki wypadek poczekałem do momentu, aż odjadą. Nie tam, żebym się bał, ale jakoś nie chciałem już się z nimi spotykać twarzą w twarz. Od razu pomyślałem, że wyjeżdżają w podróż poślubną. W sumie, niby nic dziwnego, gdyby nie fakt, że dwa dni później spotkałem ich znowu. I wtedy to mój niepokój przybrał na sile.
Dlatego zwracam się z uprzejmą prośbą do sąsiadów. Gdybyście pewnego dnia zauważyli moją dłuższą nieobecność, która zbiegłaby się z „wyjazdem Teresy na wakacje”, powiadomcie policję. Pewnie będzie mi to już wtedy obojętne, ale przynajmniej reszta będzie mogła spać spokojnie.
Pewnie niektórzy trafią tu przypadkiem. Jednych skusi nazwa i chęć przeżycia niesamowitej przygody na boku. Innych, chęć pooglądania gorących akcji. Geneza nazwy jest jednak prosta, jak budowa cepa. Cyber-burdel to pomieszanie z poplątaniem. Pisanie o wszystkim i o niczym. W sieci. Ze zwykłej chęci pisania dla siebie i wprawiania się w tym. Dla przyjemności.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pakunki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pakunki. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 25 sierpnia 2013
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)