Jeżeli bylibyście w stanie wyobrazić sobie istoty tak brzydkie, że brzydszych już sobie wyobrazić nie można, to prawdopodobnie byłyby to właśnie Grizelda z Gracjelą. Dwie siostry, mieszkające razem, w odrapanej, walącej się kamienicy nieopodal wysypiska śmieci, po drugiej stronie bagna. Tak koszmarnie brzydkie, że nawet imię Grizelda było dla nich zbyt ładne. Nie mówiąc o Gracjeli.
Grizelda z Gracjelą nienawidziły ludzi. Z wzajemnością. Kiedy wychodziły z domu, dzieci uciekały z krzykiem, chowając się w spódnicach matek, psy skomląc uciekały w krzaki, ptaki przestawały ćwierkać, słońce kryło się za chmury. Nawet wiatr ucichał, choć na wysypisku śmieci zawsze wiało jak cholera.
Grizeldzie i Gracjeli nigdy się nie przelewało. Od dziecka, kiedy jeszcze mieszkały w tej kamienicy razem z rodzicami. Rodzice zresztą też nie poświęcali córkom czasu, zajęci zbieraniem butelek i czasami złomu. Grizelda i Gracjela nie miały w szkole koleżanek. Nie miały też zwierzątek. Raz tylko, gdy rodzice znaleźli w lesie pieska, przywiązanego do drzewa, postanowili sprawić córkom radość i wzięli go do domu. Piesek był bialutki z czarnymi łatkami. Słodziutki kundelek, z dużymi oczami. Płaczom i krzykom nie było końca, gdy matka Grizeldy i Gracjeli zaczęła go przymierzać do dużej brytfanny. Rodzice się zlitowali. Zachwytom nie było końca. Karmiły go przysmakami, pieściły, głaskały, a pies wył wniebogłosy. Skulony, wystraszony. I kiedy tylko nadarzyła się okazja, uciekł sam do lasu i przywiązał się do drzewa. Rozpacz była wielka. Aaa. Był jeszcze kotek. Lecz ten akurat popełnił samobójstwo, skacząc z okna strychu, na którym mieszkały Grizelda z Gracjelą. Razem z rodzicami. Wtedy też był dramat. Żeby jakoś rozweselić córki, rodzice przebrali je za śmierć i zarazę i kazali postraszyć dzieci od sąsiadów.
Na takich to rozrywkach płynęło im życie. Grizelda i Gracjela żyły sobie wspólnie, kontynuując rodzinne tradycje. Żyły sobie z tego, co znalazły na śmietniku. Tak, jak ich rodzice, ze złomu i butelek. Choć zdarzało im się czasem trafić rarytasy. Jak wtedy, gdy znalazły wśród śmieci pięć puszek mielonki. Siostry lubiły swoje towarzystwo. W żadnym innym nie czuły się tak dobrze. Zresztą innego nie miały. Czas spędzały wspólnie . Lubiły wieczorami pospacerować sobie koło oczyszczalni ścieków, wcinając przysmaki, które ukradły wcześniej dzieciakom sąsiadów. Tak było i tego dnia, gdy wspominając nieszczęśliwe dzieciństwo, postanowiły odmienić swój los.
Postanowiły sprzedać nerkę...
część II tu... click
Pewnie niektórzy trafią tu przypadkiem. Jednych skusi nazwa i chęć przeżycia niesamowitej przygody na boku. Innych, chęć pooglądania gorących akcji. Geneza nazwy jest jednak prosta, jak budowa cepa. Cyber-burdel to pomieszanie z poplątaniem. Pisanie o wszystkim i o niczym. W sieci. Ze zwykłej chęci pisania dla siebie i wprawiania się w tym. Dla przyjemności.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą patologia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą patologia. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 24 września 2013
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)