Pokazywanie postów oznaczonych etykietą salmopol. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą salmopol. Pokaż wszystkie posty

środa, 11 grudnia 2013

co Miriam swym chu*em zwojował

To, że Malik sprowadzał na nas kłopoty, było już w zasadzie normą. I tak wszyscy do tego przywykliśmy, że nikt nie spodziewał się, że gdy będziemy go mieli na oku, to kłopoty sprowadzi na nas ktoś inny. Tym innym okazał się Miriam. No ku*wa. Miriam sprowadził Panasonica. Panasonic miał być naszym kierowcą i nie pić.

Ale od początku. Plan był taki… na początku grudnia, swoim rozwalonym polonezem przyjechał do mnie pijany Mireczek, choć przez telefon zaklinał się, że jest trzeźwy. Ja akurat trzeźwy byłem, więc przesiadłem się za kierownicę i pojechaliśmy po Miriama (Miriam to prawdziwy facet, nasz kumpel, ten sam, który miał taką ksywę, zanim ta prawdziwa pokazała w telewizji ch*ja. Akurat większego, niż nasz Miriam, co było powodem do żartów na długie lata). No i Miriam przyprowadził Panasonica. Panasonic błagał nas, żebyśmy go wzięli ze sobą, bo nie miał za wiele kasy i nudził się jak mops w domu, ze starymi, oglądając brazylijskie seriale. Trochę się zdziwiłem, bo brazylijskie seriale są akurat całkiem niezłe. Ale dobrodusznie się zgodziliśmy. W końcu mieliśmy pojechać na imprezę, niech chłop poszaleje, a przynajmniej będzie nas miał kto odstawić do domów.

Niestety, jak każdy nasz plan, nawet najdoskonalszy i ten wziął w łeb. Zamiast w jakiejś tańcbudzie, wylądowaliśmy w Szczyrku. Właściwie nie wiem, jak to było, pamiętam tylko, że sięgałem po browca do bagażnika i kątem oka widziałem tylko opadającą klapę, a gdy odzyskałem świadomość, to zauważyłem tablicę „Witamy w Szczyrku”. No jasna cholera. Powinienem przywyknąć, że każde nasze spotkania oznaczają jakieś kłopoty. Miałem na to wiele czasu od dnia, gdy poznaliśmy się w szkole średniej. Właściwie czasem zastanawiam się, jakim cudem myśmy przeżyli i zdali maturę.

Wynajęliśmy kwaterkę w Szczyrku i pojechaliśmy na imprezę do Wisły. Wyluzowaliśmy się wszyscy, wyluzował się też Panasonic. I gdy wracaliśmy w środku nocy przez przełęcz salmopolską, zaczął, jeszcze za kierownicą, walić browce. I po każdym kolejnym jechał coraz szybciej. Poprosiłem Miriama, żeby go przystopował. Akurat byliśmy na jedynym poziomym odcinku Salmopolu.
- Panasonic zwolnij – upomniał go Miriam.
- Panasonic, hamuj!!! – powiedział podniesionym głosem Miriam.
- Panasonic, do ku*wy nędzy! Ty nas pozabijasz! –krzyknął.
Gdy wszyscy krzyczeliśmy z przerażenia, Miriam podjął ostatnią próbę.
- Adaś, błagam. Ja mam małe dziecko – prosił łkając Miriam.
I nagle wszyscy przestali krzyczeć, kierując wzrok na niego. No rzeczywiście, jakoś nikt nie kojarzył, by Miriam kiedykolwiek komukolwiek tym faktem się chwalił. Na sekundę zapanowała niezręczna cisza.
- Ty, a skąd Ty masz dziecko? – zapytał Malik.
Miriam nie zdążył mu odpowiedzieć, bo ten zasrany polonez z zasranym Panasoniciem za kierownicą wpadł w poślizg i zaczął się obracać wokół własnej osi, tak gdzieś z dziesięć razy, między jedną dwumetrową, a drugą, trzymetrową zaspą. My z tyłu nie mieliśmy zapiętych pasów, więc lataliśmy po całym aucie, drąc się z przerażenia. I nagle poldek zatrzymał się, wbijając się tyłem w ogromną zaspę. Na domiar złego nie chciał odpalić. Wszyscy w momencie wytrzeźwieli. Miriam chciał Panasonica zabić i zakopać w tej zaspie, ale akurat każda para rąk była nam potrzebna, by wykopać Poldka.

I gdy nam się udało, trzeba go było jedynie trochę przepchnąć, żeby siłą rozpędu, zjeżdżając z przełęczy , spróbować go odpalić. No co za ku*wa pech. Kiedy już zbliżaliśmy się do pochyłego fragmentu drogi i samochód zaczął nabierać prędkości, powskakiwaliśmy do niego w biegu, trzaskając drzwiczkami i mocno kibicowaliśmy temu idiocie, żeby samochód odpalił. Ale nie odpalił, aż do samego dołu. Na dodatek okazało się, że nie ma z nami Malika. Byliśmy tylko my, z powrotem w Wiśle.

bring it