Ukraina jest jak Bytom. Szara i odrapana. I są tam dziurawe drogi. Tak dziurawe, że kiedy wpadliśmy w jedną dziurę, to wylądowaliśmy w Australii. Dokładnie to nie wiem, czy w Australii, ale gdzieś po drugiej stronie kuli ziemskiej. I nie ściemniam.
Ludzie byli tacy trochę dziwni i chodzili na głowach, co zresztą zrozumiałe. Mieszkaniec Australii to Australopitek. To na część osadników z Europy, którzy pitnęli do Australii, w obawie przed wyrokiem. Bo to był raj dla skazańców. Australopitek jest zresztą śląskim słowem, zlepkiem aus i pitać. Aus, jest co prawda słowem niemieckim, ale w języku śląskim takich zapożyczeń jest dużo i po śląsku ten właśnie zlepek słów znaczy dokładnie „pitaj stąd”, czyli uciekaj i tak nazwano tych, co zwiali. Dlatego też w Australii jest wielu Ślązaków, ale takich nieco dziwnych. Tak dziwnych, jak Ci z Sosnowca. Tak przynajmniej mówi Lesiu. Ale on to jest pieroński Hanys ortodoksyjny i o to czasem się kłócimy. Bo ja tam do tych z Sosnowca niczego nie mam, znam za to wśród nich wielu fajnych ludzi.
Zresztą pierwszym królem Australii był pan Reinhold z Halemby, po noszymu Holdek z Halymby, ale dość szybko podporządkował się koronie brytyjskiej. Jego żona Róża (po noszymu Rołza) była zresztą pra-pra-pra-pra babką czyli starkom łod księżnej Dajany.
W Australii zajmują się głównie wydobyciem węgla (po noszymu wongla). Ze słowa wongel powstało australijskie słowo coal (Australopitki z tym swoim dziwnym akcentem mówią koeel, bo jak usłyszeli wongel, to zrobili tylko takie łyyy), które później weszło do słownika brytyjskiego, lecz inaczej wymawiane. Zresztą wielu Australopitków mieszkało wcześniej na Frynie, na Kaufhauzie. Ale pewnego razu, by odmienić swój los, pojechali banom do Sosnowca, później na wycieczkę na Ukrainę, wskoczyli do dziury i znaleźli się w Australii. Na początku nie mogli się przyzwyczaić do chodzenia na głowie, ale już jest dobrze.
Wywrócenie wszystkiego do góry nogami ma też swoje plusy. Na przykład kopalnia. Wongel w australijskiej kopalni, jest zawsze na górze. Nie trzeba tam kopać, tylko rozpier…ić. Najlepiej minami. Przeciwpiechotnymi. Dlatego kopalnia to po australijsku mine. A kożdy karlus, co robji na grubie to miner. Bo gruba to kopalnia, a karlus to synek, ino bardziej gryfny. Gryfne synki som na Ukrainie. Dziołchy zresztom tyż. Ale o tej Ukrainie, to chyba już będzie innym razem…
Pewnie niektórzy trafią tu przypadkiem. Jednych skusi nazwa i chęć przeżycia niesamowitej przygody na boku. Innych, chęć pooglądania gorących akcji. Geneza nazwy jest jednak prosta, jak budowa cepa. Cyber-burdel to pomieszanie z poplątaniem. Pisanie o wszystkim i o niczym. W sieci. Ze zwykłej chęci pisania dla siebie i wprawiania się w tym. Dla przyjemności.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą australia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą australia. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 1 października 2013
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)