Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ukraina. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ukraina. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 1 października 2013

Ukraina, Bytom i Australopitek

Ukraina jest jak Bytom. Szara i odrapana. I są tam dziurawe drogi. Tak dziurawe, że kiedy wpadliśmy w jedną dziurę, to wylądowaliśmy w Australii. Dokładnie to nie wiem, czy w Australii, ale gdzieś po drugiej stronie kuli ziemskiej. I nie ściemniam.

Ludzie byli tacy trochę dziwni i chodzili na głowach, co zresztą zrozumiałe. Mieszkaniec Australii to Australopitek. To na część osadników z Europy, którzy pitnęli do Australii, w obawie przed wyrokiem. Bo to był raj dla skazańców. Australopitek jest zresztą śląskim słowem, zlepkiem aus i pitać. Aus, jest co prawda słowem niemieckim, ale w języku śląskim takich zapożyczeń jest dużo i po śląsku ten właśnie zlepek słów znaczy dokładnie „pitaj stąd”, czyli uciekaj i tak nazwano tych, co zwiali. Dlatego też w Australii jest wielu Ślązaków, ale takich nieco dziwnych. Tak dziwnych, jak Ci z Sosnowca. Tak przynajmniej mówi Lesiu. Ale on to jest pieroński Hanys ortodoksyjny i o to czasem się kłócimy. Bo ja tam do tych z Sosnowca niczego nie mam, znam za to wśród nich wielu fajnych ludzi.

Zresztą pierwszym królem Australii był pan Reinhold z Halemby, po noszymu Holdek z Halymby, ale dość szybko podporządkował się koronie brytyjskiej. Jego żona Róża (po noszymu Rołza) była zresztą pra-pra-pra-pra babką czyli starkom łod księżnej Dajany.

W Australii zajmują się głównie wydobyciem węgla (po noszymu wongla). Ze słowa wongel powstało australijskie słowo coal (Australopitki z tym swoim dziwnym akcentem mówią koeel, bo jak usłyszeli wongel, to zrobili tylko takie łyyy), które później weszło do słownika brytyjskiego, lecz inaczej wymawiane. Zresztą wielu Australopitków mieszkało wcześniej na Frynie, na Kaufhauzie. Ale pewnego razu, by odmienić swój los, pojechali banom do Sosnowca, później na wycieczkę na Ukrainę, wskoczyli do dziury i znaleźli się w Australii. Na początku nie mogli się przyzwyczaić do chodzenia na głowie, ale już jest dobrze.

Wywrócenie wszystkiego do góry nogami ma też swoje plusy. Na przykład kopalnia. Wongel w australijskiej kopalni, jest zawsze na górze. Nie trzeba tam kopać, tylko rozpier…ić. Najlepiej minami. Przeciwpiechotnymi. Dlatego kopalnia to po australijsku mine. A kożdy karlus, co robji na grubie to miner. Bo gruba to kopalnia, a karlus to synek, ino bardziej gryfny. Gryfne synki som na Ukrainie. Dziołchy zresztom tyż. Ale o tej Ukrainie, to chyba już będzie innym razem…

niedziela, 8 września 2013

wakacje, jejeje

W końcu! Nadeszły upragnione wakacje. Wakacje dla mnie, bo dzieciaczki od tygodnia chodzą już do szkoły. Drogie, kochane dzieci. Kwiecie młodzieży polskiej. Przed wami ciężki rok, a właściwie dziesięć miesięcy wkuwania, klasówek, czytania lektur, olimpiad i egzaminów. Ale dobrze wam tak, cholerne, małe lenie!!!! Bo trzeba się uczyć, żeby kiedyś zdobyć dobrą pracę w korpo. Właściwie to uczyć, jak uczyć. Trzeba mieć przynajmniej papier, a tego się bez chodzenia do szkoły nie dostanie. A jak się nie będziecie uczyć, to pójdziecie do łopaty.

A my jadziem. W pizdu, a dokładniej na Ukrainę. Odczuwam taki lekki dreszczyk emocji, bo byłem tam tylko raz. I to kilka lat temu. I tylko we Lwowie. Dla mnie ten kraj to taka Azja, może nawet dżungla. Mniej więcej taka sama, jak Polska dla przeciętnego Niemca. Większość Polaków nie ma zbyt wiele do czynienia z Ukrainą i Ukraińcami. Dlatego też tak niewiele o nich wiemy. Wiemy za to na 100%, że ukraińscy mężczyźni ubierają dresy i klapki, coś jak kubota, obowiązkowo w zestawie ze skarpetkami i pracują na budowach, a ukraińskie kobiety chodzą w różowych spódniczkach i białych kozaczkach. I pracują w przemyśle rozrywkowym. No i wiemy, że mieli piękną panią premier, która skończyła w łagrze. No tak. Na Ukrainie w łagrze może skończyć każdy, nawet za pisanie bloga.

Ale jestem dobrej myśli. Zamierzam dużo zwiedzać, a na koniec poobijać się na Krymie. Mam tylko nadzieję, że drogie, kochane, ukraińskie dzieci też już będą chodzić do szkoły. Zajęte wkuwaniem, klasówkami, czytaniem lektur, olimpiadami i egzaminami nie będą robić tłoku i hałasu. No może poza ukraińskimi chłopcami, bo ci akurat i tak idą do łopaty.

Aha, no i że nie okaże się, że przypływając wcześniej do Odessy, zanim dotrę na Krym, nie zostanę tysięcznym pasażerem i nie skończę w psychiatryku.







bring it