Pokazywanie postów oznaczonych etykietą boże narodzenie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą boże narodzenie. Pokaż wszystkie posty

sobota, 21 grudnia 2013

by ch*j bombki strzelił

Przedświąteczna atmosfera w pełni. Wszyscy jacyś poirytowani, nerwowi, wszędzie słychać kłótnie. Ludzie są wobec siebie coraz bardziej nieuprzejmi po to, by za chwilę przekazywać sobie świąteczne życzenia.

Jeżeli zastanawialiście się kiedyś, czy jest jakiś sposób na to, by nie dostawać tych głupich wierszyków, to oznajmiam: jest. Po rozesłaniu takich oto, jak te poniżej, już nigdy nie dostałem żadnego wierszyka. Innych życzeń, pisanych prawdziwie, od serca zresztą też nie :-) No ok. Dostałem. Ale wolałem nie czytać ;-) 


Wielkimi krokami zbliżają się Święta, 
więc niech o najbliższych każdy z Was pamięta. 
Ja również tradycji chciałbym czynić zadość, 
parę słówek skrobnąć, by Wam sprawić radość. 
Z nadzieją na szansę wszystkich ich spełnienia, 
przesyłam prawdziwie świąteczne życzenia.

By ch*j bombki strzelił, łącznie ze świętami, 
byście się otruli kapustą z grzybami, 
oby ości z karpia w gardłach Wam stanęły, 
by Wasze bebechy mocne gazy wzdęły. 
Żebyście z obżarstwa skrętu kich dostali, 
żebyście po maku całą nockę srali.

By święty Mikołaj wraz z reniferami, 
roz*ebał się na dachu swoimi sankami, 
żeby renifery, tak, jak zwykła świnia, 
zrobiły Wam wielką kupę do komina, 
by Dzieciątko taszcząc worek z prezentami, 
zahaczyło o słup swoimi skrzydłami.

A poza tym niech w Sylwestra 
przechu*owo gra orkiestra, 
byście ciepłą wódą mordy swe zalali, 
przed północą wszyscy pod stół powpadali. 
Oby panowało dziadostwo i nuda, 
Tego wszystkim szczerze życzy Rafał …da.

wtorek, 3 grudnia 2013

napad na św. Mikołaja

Chujowo tak stracić robotę przed świętami Bożego Narodzenia. Wprawdzie będę dostawał kasę aż do końca kwietnia, ale musiałem w życie wdrożyć plan na ciężkie czasy. Plan awaryjny wydawał się być prosty i wyglądał tak… Przyjrzeć się wydatkom, pozbyć się tych, które niezbędne nie są, pozostałe zaś obniżyć do absolutnego minimum, by na kosztach życia nieco zaoszczędzić. No i po dokładnej analizie wyszło na to, że internetu zlikwidować nie mogę, bo potrzebny, z cyfrowej telewizji zrezygnować nie mogę, bo będę się nudził na zasiłku, fajek nie rzucę, bo mnie uspokajają, z wyjazdu na narty nie zrezygnuję, bo kupiłem nowe szmaty (no i narty) i polansować się muszę, z karnetu na siłownię nie zrezygnuję, bo muszę dbać o formę, z samochodu nie zrezygnuję, bo jestem wygodny. No ch*j, a nie oszczędności. Trzeba będzie zaoszczędzić na prezentach. Jak w zeszłym roku. A w zeszłym roku wyszło całkiem fajnie….

A wszystko dzięki świętemu Mikołajowi, który tego wieczora naprany spacerował po głównej ulicy miasta. Zataczając się całą szerokością chodnika, popijając wódę z gwinta, niosąc na plecach całkiem spory worek, wymachiwał pięścią, dzwoniąc na zmianę dzwonkiem, który chował w przepastnej kieszeni swych czerwonych spodni i krzyczał na całe gardło coś o małych gnojach i sraniu do komina. Ja tam nie do końca rozumiałem, o co mu chodziło i właściwie przeszedłbym koło niego obojętnie, gdyby nie Malik.

- Ty – powiedział Malik – napier*olony święty Mikołaj.
- No co Ty? – udałem zdziwienie…
- No popatrz. Gość ma nieźle w czubie.
- Każdemu się zdarzy.

I nim się zorientowałem Malik dopadł do wora świętego Mikołaja, a dalej akcja potoczyła się już błyskawicznie. Święty przerzucił wór przez ramię, waląc nim z impetem o ziemię, przerzucając tym samym uczepionego worka Malika, który przelatując w powietrzu pięknym łukiem, cały czas trzymając się go kurczowo, walnął plecami o bruk, wydając z siebie przeciągłe i ciche jęki. Mikołaj stał nad nim ciągle się zataczając, pociągając solidnego łyka z butli, a ja nie zastanawiając się długo, rzuciłem się na niego i wepchnąłem go do najbliższej, ciemnej bramy. W tym czasie podbiegł do nas Malik, i naprawdę nie wiem jak i nie wiem skąd, ale zaczął lać go po łbie drewnianą sztachetą. Ja w tym czasie próbowałem wyrwać worek. No jeszcze nigdy nie widziałem tak walecznego Mikołaja. Właściwie, jak się zastanowić, to w życiu nie widziałem Mikołaja.

W końcu Malik zamachnął się z całej siły, waląc mnie sztachetą w chwili rozmachu, by za chwilę się odwinąć i walnąć świętego w tył głowy. I wtedy w końcu ten padł. Ja właściwie też. Odechciało mi się już tego napadu. Malik w tym czasie przeglądał worek, a w nim same skarby. Telefony, tablety, aparaty i kamery. Nie zastanawiając się długo, wziąłem po jednym telefonie dla bratanicy i siostrzenicy, a dla siebie tablet. Resztę puściłem Malikowi, który w tym czasie ściągał Mikołajowi spodnie.

- Czy Ty zwariowałeś? No okraść to rozumiem, ale jeszcze zerżnąć? Malik spojrzał na mnie, jak na durnia i zaczął się przebierać. No w sumie to logiczne, spacerować z worem w kurtce oraz w jeansach byłoby podejrzane. A tak? Przemknie przez miasto i nikt nawet nie będzie niczego podejrzewał. Pożegnaliśmy się z Malikiem i każdy ruszył w swoją stronę. A rano usłyszałem w radiu informację, o ujęciu złodzieja, który napadł na sklep, przebrany za świętego Mikołaja. O k…

bring it