Pokazywanie postów oznaczonych etykietą napad. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą napad. Pokaż wszystkie posty

sobota, 8 marca 2014

to jest napad

Połomski nigdy nie pamiętał daty, w której odbywał się odpust w jego rodzimej parafii. Mieszkał tu od dziecka, kiedyś z matką i ojcem, dziś z żoną i synkiem, po tym, gdy jego rodzice kupili dom na przedmieściach i przenieśli się do niego, zostawiając im swoje wygodne mieszkanie w samym centrum miasta. Odpust był dla Połomskiego jedyną w roku okazją do odwiedzenia kościoła. Szedł wtedy z żoną i synem na mszę, a później wspólnie szwendali się po straganach, kupując słodycze, balony i inne zabawki.

I w tym roku Połomski kupił swojemu trzyletniemu synowi glocka. Na kapiszony. Trzeba przyznać, że w dzisiejszych czasach te zabawki wyglądają dość realistycznie. Właściwie zupełnie, jak prawdziwe. Dziecku prezent bardzo się spodobał, żonie niestety dużo mniej. Wychowując małego w duchu pacyfizmu, zabroniła Połomskiemu dawać mu rewolwer. Tym sposobem Remek stał się posiadaczem glocka, bez pomysłu na to, co z tym fantem z robić.

Wracając wieczorem do domu przez rynek, tuż przy Banku Śląskim spotkali Malika, który też akurat przyszedł zasilić się gotówką. Otworzyli kartą szklane drzwi, stanęli przy bankomacie i Połomski dał mu do potrzymania tego glocka.
- To jest napad! – krzyknął Malik ze  śmiechem.

I wtedy rozległ się jeden głośny, przerażający ryk, a oni za drugimi szklanymi drzwiami, w kolejnym pomieszczeniu, w którym był kolejny bankomat, zobaczyli przerażoną laskę. Chcieli ją uspokoić, jakoś wytłumaczyć, że to jedynie zabawka, ale nie mogli jej przekrzyczeć. Laska darła się wniebogłosy i całym ciałem barykadowała drzwi. I właściwie gdy mieli już uciekać, usłyszeli łomot w drzwiach zewnętrznych i zauważyli trzy jej koleżanki, które drąc się jeszcze głośniej napierały z całych sił na drzwi, skutecznie uniemożliwiając im ucieczkę.

W ciągu kilku sekund, pod bankiem zrobiło się spore zbiegowisko, ktoś zadzwonił na policję. Laski wciąż się darły, gapie pod bankiem się darli, żona Połomskiego coś krzyczała, trzymając na rękach ich synka, który płakał z przerażenia, nie rozumiejąc, co się wokół dzieje. Kiedy przyjechała policja i ich obezwładniła, rzucając brutalnie na chodnik, Malik z Połomskim próbowali jakoś się wytłumaczyć. Niestety bezskutecznie.

Datę odpustu Połomski zapamięta już do końca życia. Trafił z Malikiem na dołek w niedzielę, 23 czerwca 2013 roku…

wtorek, 3 grudnia 2013

napad na św. Mikołaja

Chujowo tak stracić robotę przed świętami Bożego Narodzenia. Wprawdzie będę dostawał kasę aż do końca kwietnia, ale musiałem w życie wdrożyć plan na ciężkie czasy. Plan awaryjny wydawał się być prosty i wyglądał tak… Przyjrzeć się wydatkom, pozbyć się tych, które niezbędne nie są, pozostałe zaś obniżyć do absolutnego minimum, by na kosztach życia nieco zaoszczędzić. No i po dokładnej analizie wyszło na to, że internetu zlikwidować nie mogę, bo potrzebny, z cyfrowej telewizji zrezygnować nie mogę, bo będę się nudził na zasiłku, fajek nie rzucę, bo mnie uspokajają, z wyjazdu na narty nie zrezygnuję, bo kupiłem nowe szmaty (no i narty) i polansować się muszę, z karnetu na siłownię nie zrezygnuję, bo muszę dbać o formę, z samochodu nie zrezygnuję, bo jestem wygodny. No ch*j, a nie oszczędności. Trzeba będzie zaoszczędzić na prezentach. Jak w zeszłym roku. A w zeszłym roku wyszło całkiem fajnie….

A wszystko dzięki świętemu Mikołajowi, który tego wieczora naprany spacerował po głównej ulicy miasta. Zataczając się całą szerokością chodnika, popijając wódę z gwinta, niosąc na plecach całkiem spory worek, wymachiwał pięścią, dzwoniąc na zmianę dzwonkiem, który chował w przepastnej kieszeni swych czerwonych spodni i krzyczał na całe gardło coś o małych gnojach i sraniu do komina. Ja tam nie do końca rozumiałem, o co mu chodziło i właściwie przeszedłbym koło niego obojętnie, gdyby nie Malik.

- Ty – powiedział Malik – napier*olony święty Mikołaj.
- No co Ty? – udałem zdziwienie…
- No popatrz. Gość ma nieźle w czubie.
- Każdemu się zdarzy.

I nim się zorientowałem Malik dopadł do wora świętego Mikołaja, a dalej akcja potoczyła się już błyskawicznie. Święty przerzucił wór przez ramię, waląc nim z impetem o ziemię, przerzucając tym samym uczepionego worka Malika, który przelatując w powietrzu pięknym łukiem, cały czas trzymając się go kurczowo, walnął plecami o bruk, wydając z siebie przeciągłe i ciche jęki. Mikołaj stał nad nim ciągle się zataczając, pociągając solidnego łyka z butli, a ja nie zastanawiając się długo, rzuciłem się na niego i wepchnąłem go do najbliższej, ciemnej bramy. W tym czasie podbiegł do nas Malik, i naprawdę nie wiem jak i nie wiem skąd, ale zaczął lać go po łbie drewnianą sztachetą. Ja w tym czasie próbowałem wyrwać worek. No jeszcze nigdy nie widziałem tak walecznego Mikołaja. Właściwie, jak się zastanowić, to w życiu nie widziałem Mikołaja.

W końcu Malik zamachnął się z całej siły, waląc mnie sztachetą w chwili rozmachu, by za chwilę się odwinąć i walnąć świętego w tył głowy. I wtedy w końcu ten padł. Ja właściwie też. Odechciało mi się już tego napadu. Malik w tym czasie przeglądał worek, a w nim same skarby. Telefony, tablety, aparaty i kamery. Nie zastanawiając się długo, wziąłem po jednym telefonie dla bratanicy i siostrzenicy, a dla siebie tablet. Resztę puściłem Malikowi, który w tym czasie ściągał Mikołajowi spodnie.

- Czy Ty zwariowałeś? No okraść to rozumiem, ale jeszcze zerżnąć? Malik spojrzał na mnie, jak na durnia i zaczął się przebierać. No w sumie to logiczne, spacerować z worem w kurtce oraz w jeansach byłoby podejrzane. A tak? Przemknie przez miasto i nikt nawet nie będzie niczego podejrzewał. Pożegnaliśmy się z Malikiem i każdy ruszył w swoją stronę. A rano usłyszałem w radiu informację, o ujęciu złodzieja, który napadł na sklep, przebrany za świętego Mikołaja. O k…

bring it