Wujek Ryśka wylądował w wariatkowie. I umarł. Zadzwonili do Ryśka z tego psychiatryka nad ranem. Powiadomili go o śmierci wujka i o dalszych procedurach. Sekcja zwłok i prokurator. Jednym słowem, dramat. A potem już było tylko śmiesznie.
Organizowanie pogrzebu było mu nie na rękę. Ale jako jedyna rodzina, jedynego wujka, musiał się tym zająć. I nie było bata. Po załatwieniu formalności i po sekcji, Rysiek dostał zwłoki. On zawsze lubił coś dostawać całkowicie darmo. Ale nie tym razem. Więc udał się do zakładu pogrzebowego, by zorganizować pogrzeb. Rysiek nigdy nie śmierdział kasą, żył z tego, co mu dali inni. Więc wybrał taki zakład, który sam załatwiał wszystko z ZUS-em i obsługę miał bezgotówkową.
Jako, że z kasą było krucho, zdecydował się skremować wujka. Ta usługa była wprawdzie dodatkowo płatna, ale za to urna okazała się od trumny tańsza. Żeby nie robić obciachu, zanim wujka skremowali, ładnie go umyli i kazali przynieść jakieś ciuchy do przebrania. Na ostatnią drogę. Ze stołu do pieca. I tu kolejny problem. Bo wujek nigdy nie miał garnituru.
Jako, że zawsze byłem pomysłowy, wymyśliłem, że idziemy na zakupy, do lumpeksu. Więc pojechaliśmy z Ryśkiem do pierwszego lepszego, nawet dość ekskluzywnego. Długo grzebaliśmy w tych szmatach, aż w końcu coś znaleźliśmy. Wujek Ryśka był wysoki i chudy a garniak dosyć krótki, lecz szeroki w boczkach. Ale za to ładny. Ciemny, w delikatne prążki. Dokupiliśmy koszulę oraz czarny krawat i kiedy tak staliśmy przy kasie, przypomniało nam się o majtkach. A były tylko takie z supermanem. No głupia sytuacja.
Żeby nikt sobie o nas głupio nie pomyślał, albo, że się w lumpeksach ubieramy, cały czas prowadziliśmy głośny dialog, że będzie w tym dobrze wyglądał, że będzie mu pasowało. Tylko panienka przy kasie patrzyła na nas jakoś dziwnie. Bo kiedy braliśmy te majty z supermanem, Rysiek mnie zapytał: - wziąć mu takie z supermanem? A ja mówię: - Bierz. I tak do spalenia. A, że to akurat było w połowie marca, pewnie sobie laska pomyślała, że będziemy topić Marzannę. Zawieźliśmy ubrania i pojechaliśmy dalej. Zrobić w ch… księdza. Żeby było taniej. Ale o tym innym razem.
Pewnie niektórzy trafią tu przypadkiem. Jednych skusi nazwa i chęć przeżycia niesamowitej przygody na boku. Innych, chęć pooglądania gorących akcji. Geneza nazwy jest jednak prosta, jak budowa cepa. Cyber-burdel to pomieszanie z poplątaniem. Pisanie o wszystkim i o niczym. W sieci. Ze zwykłej chęci pisania dla siebie i wprawiania się w tym. Dla przyjemności.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą formalnosci. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą formalnosci. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 21 października 2013
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)