Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ikea. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ikea. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 5 września 2013

jak doszedlem z rana

Dziś rano doszedłem. Piechotą. Do IKEI. Odstawiłem samochód do serwisu, a że miałem dwie godziny wolnego, nie opłacało mi się jechać do firmy. Więc wybrałem się na śniadanie. Po drugiej stronie ulicy.

Trochę, cholera, ruchliwa, po cztery pasy w każdą stronę, z pasem zieleni na środku. Więc, żeby nie ryzykować, poszedłem dookoła. Najpierw 500 metrów wzdłuż płotu, później 500 z powrotem, bo wybrałem niewłaściwą drogę, następnie 800 do ślimaka, kilkanaście pod drogą i znów 800 do IKEI, bo ta, jak pisałem, była naprzeciwko.

Dawno się tak nie zmęczyłem. Ostatni raz, jak turlałem kółko do wulkanizatora, jakieś piętnaście lat temu. Miałem wtedy malucha w wersji de luxe. Auto lata największej świetności miało już za sobą. Miało też sparciałe opony. W efekcie tego, dwa, trzy razy w tygodniu musiałem zmieniać koło i jeździć do warszatu. Krew mnie zalała, gdy jednego dnia, po wyjściu z biura zobaczyłem przebitą, po raz setny chyba, oponę. Tym bardziej, że po porannej przygodzie miałem w bagażniku flaka.

Wziąłem więc moje kółko i udałem się do warsztatu, który też był po drugiej stronie. Ale żeby się tam dostać, musiałem przeturlać je ulicą przy eleganckim hotelu, następnie bardziej ruchliwą, którą akurat przejeżdżało z pięć autobusów, w godzinach popołudniowego szczytu, a następnie przy kościele, w którym jak na złość kończyło się majowe. Nigdy nie zapomnę min tych ludzi. Wszyscy spoglądali w moją stronę, samochody zwalniały, a ja turlałem. Niestrudzenie. Ubrany w najlepszy garnitur, jaki wtedy miałem.

Żeby zaoszczędzić sobie upokorzeń, drogę powrotną postanowiłem sobie skrócić. Przez chaszcze, przez tory, a jak się jeszcze później okazało, przez kanał ściekowy, a może rzeczkę? Rzeczka była na tyle szeroka, że jednym susem przeskoczyć jej się nie dało. Ale była kładka. Żeby nie stracić równowagi, przerzuciłem najpierw moje kółko. To znaczy chciałem, bo nie dorzuciłem. Ochlapany czarną mazią, przerzuciłem je przez betonowe ogrodzenie. Później przez kolejne, a na koniec przez płotek z siatki, która oderwała się od słupków akurat w momencie, gdy przez nią przechodziłem.

I gdy tak leżałem na ziemi poobijany, ubłocony, w tym swoim najlepszym garniturze, z budynku akurat wyszły sprzątaczki. Morał z tego taki, że chytry dwa razy traci. Bo na wszystkie naprawy i nowy garnitur wydałem więcej, niż wydałbym na nowe opony. Oszczędzając sobie przy okazji wstydu. Tylko o czym ja bym wtedy pisał na tym blogu?!

bring it