Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lajza. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lajza. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 9 września 2013

łajza

Nie mówi się źle o ludziach, ale ta łajza zawsze miała się za lepszą. Ulubionym powiedzeniem było: No Jezuuu słodki i o matkoooo booooska. Często stała ze skrzyżowanymi nóżkami i rączkami i taksowała przechodzących ludzi pogardliwym wzrokiem, wydymając przy tym usta. Łajza była najpiękniejsza, najmądrzejsza i najlepiej ubrana. Różowe koszulki ściśle przylegały do jej szczupłego ciała, ledwo przykrywając pępek. Obcisłe spodnie prawie wchodziły jej w d*pę. Obwieszona biżuterią jak choinka, błyszczała nawet żarząc papierosa. Zresztą, paliła tego papierosa, trzymając go delikatnie w dwóch paluszkach, wysoko nad prawym ramieniem. Łajza mieszkała dwa bloki dalej, ale zawsze kręciła się u nas, wśród chłopaków z naszego podwórka.

Tej łajzy nikt poważnie nie traktował. Zawsze się z niej nabijaliśmy. Najbardziej chyba dlatego, że miała się za lepszą. Ani to z dobrej rodziny, ani żadna szlachta. A ciągle zadzierała nosa. Więc jak czasem przesadziliśmy, to łajza podpierała się pod boczek i mówiła prychając: no baaaaardzo śmieszne, yhmm. No ubaw po paszki.

Ku*wa.

Nie było sposobów na pozbycie się tej łajzy. Ciągle szwendała się za nami, przychodziła zawsze, jak siadaliśmy z chłopakami na ławce. Wyciągała cienką fajkę z tej swojej torebki i snuła głodne opowieści. Jak tą, że w szkole była powszechnym obiektem pożądania, kochała się w niej każda laska. Aż w końcu kiedyś nie wytrzymałem i mówię: - No weź Marcin. Nie przesadzaj.

bring it