Pokazywanie postów oznaczonych etykietą gay. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą gay. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 23 listopada 2014

najbrzydsza laska we wsi

- Bracie, ale ja nie mogę. Ona mi się nie podoba – powiedział Mathew do starego Reynoldsa, otrząsając się z obrzydzeniem i odwracając czym prędzej wzrok od Betty Sue, najbrzydszej dziewczyny we wsi.
- mi też się nie podoba, ale ja nie mogę, bo to moja córka – odparł stary Reynolds.
- to może pastor Andrews? Jemu zawsze było wszystko jedno – próbował ratować się Mathew.
- on też nie może, bo to też i jego córka.
- jak to?
- ano tak to – odpowiedział nieco zmieszany stary Reynolds – zresztą to nie twoja sprawa chłystku.
- chcesz mnie żenić z twoją córką bracie i mówisz, że to nie moja sprawa? – hardo odparł Mathew.
- eeeh – westchnął tylko ciężko. -  chodziłem wtedy po kryjomu do Marry Beth, a ona chodziła po kryjomu do pastora. Tfu. Zdzira jedna. Pastor też dowiedział się dopiero po tym, jak uciekła z naszej wioski z tym komiwojażerem.
- no z córką pastora tym bardziej bym nie mógł.
- Bracie! We wsi aż huczy, że za często urzędujesz z Williamem od Whartonów. Ożeń ty się z nią, a plotki ucichną – odparł Reynolds, puszczając mu oko.
- ale ja już mam żonę. Naprawdę. Nie mogę.
- nie pie*dol. W końcu jesteśmy Mormonami.

piątek, 18 lipca 2014

bo kochałem go i wciąż za nim tęsknię


To było moje prawdziwe, wielkie, o ile nie największe, młodzieńcze zauroczenie. Miałem wtedy dwadzieścia kilka lat, a on był ode mnie zaledwie trzy lata młodszy. Był Niemcem. Z dziada pradziada. Pamiętam, kiedy zobaczyłem go po raz pierwszy. W internecie. Zakochałem się w nim od pierwszego wejrzenia, jeżeli można tak powiedzieć o kimś, kogo nigdy wcześniej na własne oczy się nie widziało. Ale wiedziałem, że to ten, jedyny i że jest mi przeznaczony. Pragnąłem jak diabli, jak nigdy wcześniej, jak słońca, jak wody, jak tlenu. Dzieliła nas granica i kilkaset kilometrów, ale cóż to znaczyło w obliczu wielkiej miłości. Mojej do niego. Bo czy jego, to nie wiem.

Zaburzył mój spokój na długo, myślałem o nim ciągle, kładłem się spać z myślą o nim. Śniłem o nim i budziłem się rano, myśląc kiedy w końcu go zobaczę. I pamiętam ten dzień, jak dziś. Majowy, ciepły, słoneczny. A może tylko mi się wydawało? Moje serce biło coraz mocniej i coraz szybciej. Emocje sięgały zenitu, moje podniecenie rosło z każdą chwilą. Nigdy wcześniej, ani też nigdy później nie przeżywałem takiej ekscytacji. Nie mogłem się doczekać, aż dojadę do Berlina, a im bliżej miasta byłem, tym droga wydawała się dłuższa.

Zobaczyłem go z daleka, dojeżdżając taksówką pod właściwy adres. Stał tam i czekał na mnie. Wyglądał tak samo, jak na zdjęciach w internecie. Choć może nawet nieco lepiej. Piękny i zadbany. Jego wspaniała sylwetka, delikatna w dotyku, połyskująca w promieniach słońca skóra. Drżałem, kiedy dotknąłem go po raz pierwszy… Wydaje się to niemożliwe, ale po latach wciąż dobrze pamiętam to uczucie. Ten dreszcz, tę radość, emocje. Tę miłość od pierwszego wejrzenia do mojego pięknego, wyśnionego i wymarzonego, zabytkowego Mercedesa 230 coupe z 1978 roku.

Do dziś przeklinam ten dzień, w którym go sprzedałem....

piątek, 25 kwietnia 2014

dupa, jesień, średniowiecze

Wczoraj wieczorem przekonałem się boleśnie, co znaczy mieć z dupy jesień średniowiecza. Bo wczoraj wieczorem przyszedł do mnie Adrian. Ehh, ten cały Adrian. Wpadł niby przypadkiem, że podobno był w okolicy, właściwe tuż obok, prawie po sąsiedzku, przyniósł jakieś wino, no i było miło. Bo Adrian to jest naprawdę fajny facet. Zawsze bardzo go lubiłem. Właściwie wydaje mi się, że Adrian mnie tak trochę też. No może bardziej niż trochę. Byliśmy dla siebie kimś więcej, niż tylko kolegami. W końcu zawsze, w każdej kwestii świetnie się dogadywaliśmy. Zawsze mogliśmy też na siebie liczyć, lubiliśmy swoje towarzystwo. No i jak mówiłem, zawsze było miło. Ale nie tym razem.

Bo tym razem bolało...

Choć w zasadzie potrzebowałem dziś relaksu, w trakcie tego cholernego remontu, to przeholowałem z winem. Niewyspany od kilkunastu dni, utyrany od rana do wieczora, załatwiłem się na cacy nędzną butelczyną wina. W dodatku wypitą na spółę. Z kolegą Adrianem. On też był niewyraźny, ale to akurat nic nadzwyczajnego, bo odkąd pamiętam, to miał słabą głowę. I gdy skończyło się wino, wstaliśmy z podłogi i dość chwiejnym krokiem poszliśmy do sypialni, w której rozwaliłem wcześniej pół konstrukcji dachu. Adrian chciał zobaczyć i miał to ocenić swym fachowym okiem. I gdy tak oglądał nadwątlone krokwie, chwycił się sufitu, który runął na mnie, a ja na podłogę, upadając dupą na deskę z gwoździami.

sobota, 14 grudnia 2013

accidental fucking set

Stał sobie przy kasie taki wylansowany, przystojny, pięknie opalony, z ładnie ostrzyżonymi włosami, ubrany w najmodniejsze ciuchy. Jego nonszalancka poza świadczyła o dużej pewności siebie. Dość wysoki, dlatego też na innych patrzył trochę z góry, z nieco ironicznym uśmieszkiem na ustach, podkreślającym jego i tak wysokie ego.

I zaraz za nim stanąłem ja, trochę zmarnowany, rozczochrany, blady jak ściana i w dresie w którym akurat tego dnia wyskoczyłem do bistro na szybki obiadek. Ale za to z równie nonszalanckim wyrazem twarzy rzucając na taśmę gumy do żucia, prezerwatywy i mokre chusteczki. Spojrzał na mój zupełnie przypadkowy zestaw, a później znacząco na mnie i znów się uśmiechnął, puszczając mi oczko. A ja drugą ręką dorzuciłem jeszcze wazelinę, którą akurat kupiłem do wypastowania moich skórzanych spodni. I też spojrzałem znacząco, szczerząc się do niego. A co.

I wtedy zgłupiał, nawet spod opalenizny widać było pąs na jego twarzy. Kurczowo trzymał koszyczek przy sobie i bał się odłożyć, bo musiałby się schylić. A-ha. I kto śmieje się ostatni?

wtorek, 19 listopada 2013

mały gej

No to przyłapałem cię, ty mały geju. Z nudów zajrzałem sobie w statystyki bloga i zobaczyłem, co ludzie wpisują do wyszukiwarek i dzięki czemu trafili na mój cyber-burdel. I powiem jedno.. Świństwa. Mały gej to pikuś. Ze statystyk wiem, że zrobił koledze loda. I nie wiem, czy musiał, czy chciał ani czy mu było dobrze. W każdym razie zrobił i coś go chyba męczy. No to my cię mały namierzymy i powiemy mamie. Choć pewnie nie zrozumie, co to wszystko znaczy i spróbować zechce.

Z małym gejem to jest taka śmieszna historyjka. Jeden z pracowników mojego klienta był bardzo pyskaty. Tadziu, choć dość niski i niezwykle szczupły, wypełniał swą osobą całą wolną przestrzeń. Wszędzie go było pełno, był głośny i żywy. I był homofobem, tak mi się wydaje, bo wciąż miał obsesję i wyzywał gejów. Właściwie jednego. Wciąż słyszałem tylko: byłem u małego geja, mały gej mnie wku**ił, je*ać małego geja.

Jak się okazało, mały gej był szefem, ojcem dwójki dzieci i szczęśliwym mężem i był ode mnie wyższy o połowę głowy. Czyli lekko licząc, miał chłop ze dwa metry. Tadziu ze swym wzrostem sięgał mu zaledwie nieco wyżej pasa. Gdy go tamten łajał, to ten, by go zobaczyć musiał stać na palcach i zadzierać głowę. I krew go zalewała. Gdy ten już Tadzia z błotem zmieszał i mocno sponiewierał, wyszedł Tadzio na fajkę i klął na czym świat stoi, obrzucając w myślach błotem tego geja, życząc mu złośliwie, by go wyruchała połowa kompanii.

Aż nadszedł ten dzień, gdy mały gej przyszedł i wyruchał Tadzia. Bez mydła i czułości, bez zbędnego kocham. Przyszedł do roboty, po czym wezwał Tadzia i go wypie**olił, wręczając papiery.  Tak to w życiu bywa, że mały jest wielki, a wyruchać można nawet heteryka.

niedziela, 17 listopada 2013

orgie i reklamacja

Związek Rachel (czyt. Rejczel) i Enrique (czyt. Enrike) nie należał do udanych. Był, bo był. Ani ona, ani on nie pamiętali już, kiedy i w jakich okolicznościach przewrotny los zetknął ich ze sobą. Obydwoje piękni, bywali obiektem pożądania wielu.

Ona. Niezwykle kobieca. Atrakcyjna blondynka, o ponętnych kształtach, z obfitym, kształtnym biustem, z zaokrąglonymi biodrami, gładką, nienaturalnie zaróżowioną cerą, zwracała na siebie uwagę mężczyzn. Twarz jej byłaby przeciętna, gdyby nie cudownie wielkie i niebieskie oczy. No i usta. Czerwone, zmysłowe, nieustająco z wyrazem lekkiego zdziwienia. Rachel miała zawsze duże powodzenie u mężczyzn.

On. Prawdziwie męski, o urodzie południowca. Jego śniada cera, w połączeniu z ciemną oprawą czarnych oczu i czarnymi, jak heban włosami budziła seksualne żądze. Wielkie, męskie dłonie, szeroka, umięśniona klatka piersiowa, cudownie owłosiona, powodowała, że dla wielu był ucieleśnieniem bestii. Prawdziwego samca. Idealnym kochankiem. Dla wszystkich. Poza Rachel (czyt. Rejczel).

Nie układało im się od początku. Rachel (czyt. Rejczel) prowadziła dotąd żywot dość hulaszczy, adorowana przez niezbyt atrakcyjnego i niezwykle nieśmiałego lekarza, nie odmawiała swych wdzięków jego przyjaciołom, prowokując wielokrotnie upadlające orgie, w ich domu na przedmieściach. Doprowadzając wszystkich innych po kolei do seksualnej ekstazy, sama nigdy nie miała dość.

Co innego Enrique (czyt. Enrike). Mimo swej niezwykłej, fizycznej atrakcyjności, doświadczenia miał dość skąpe. Jedynie z Olkiem, studentem informatyki.

Dotychczasowe życie Rachel (czyt. Rejczel) również erotyczne, było dla Enrique (czyt. Enrike) barierą nie do pokonania. On był dla niej kolejną zabawką, ona dla niego nikim więcej. Ona mówiła o nim, że jest pusty, on o niej, że jest plastikowa. Byli od siebie tak daleko, choć tak blisko, mieszkając na małym regale, z napisem [reklamacje], w ciasnym magazynku na tyłach miejscowego sex-shopu.




czwartek, 10 października 2013

gay is ok

Jestem teraz tego pewien na sto procent. Alkohol szkodzi zdrowiu. Albo to my do ku*wy nędzy nie możemy pić. To znaczy ja i Malik. Razem. Bo z tego zawsze są kłopoty.

Wybraliśmy się wczoraj we dwóch na rynek, na bro. Poszwendaliśmy się trochę, bo pogoda była ładna i weszliśmy do knajpy. Pierwszej lepszej z brzegu, takiej z neonami. Knajpa nazywała się „Pink Angels”, ale jako że my z Malikiem nie znamy angielskiego, to nie zrozumieliśmy, że chodzi o różowe anioły. Zresztą i tak byśmy nie skojarzyli, bo jesteśmy tępi. Ale się lubimy i dobrze nam razem. Więc klapnęliśmy na wygodnej kanapie, zajmując się sobą. Znaczy się rozmową. Knajpa była całkiem niezła, choć jak na mój gust za dużo w niej pluszu. Wszystko w niej było misiowe, różowo-fioletowe. Na sofie obok siedziały dwie panny i raz na jakiś czas na nas zerkały, komentując coś między sobą. Kiedy się zorientowaliśmy, to zaczęliśmy się prężyć oraz wciągać brzuchy. Wpadliśmy im w oko jak nic. Gdy nasze spojrzenia się skrzyżowały, uśmiechnąłem się do jednej, a wtedy te lafiryndy spojrzały na nas pogardliwie i odwróciły się plecami. Głupie krowy. Zresztą i tak psu na budę podrywanie lasek. W końcu przyszliśmy na browca.

No i tak po którymś piwku rozluźniliśmy się całkiem. I właśnie wtedy zobaczyliśmy tych dwóch całujących się kolesi. Jako, że z Malikiem, zanim się ożenił, w niejedną sytuację się wpakowaliśmy, nie zrobiło to na nas specjalnego wrażenia. Do dziś trzymamy w tajemnicy to, co działo się w Amsterdamie. Co więcej, obydwaj jesteśmy zgodni i popieramy związki partnerskie. Choć bez prawa adopcji. Nie wiem, co nas wzięło, ale poczuliśmy, że musimy się z nimi podzielić naszymi przemyśleniami i udzielić im poparcia. Więc klepnął Malik w plery jednego kolesia, mówiąc bez ogródek: - Eee chłopaki, jestem z wami. Wy geje musicie mieć swoje prawa. I wtedy dostał w mordę. Agata, jak się później okazało, szarpała go za szmaty i za resztę włosów. Biedny był ten Malik. Trzeba mieć ku*wa pecha, by się tak pomylić. Logika mi podpowiadała, że to jednak nie są geje i ten drugi będzie jej facetem. Więc grzecznie mówię:  - Stary, weź powstrzymaj laskę. Ona go zabije. I dostałem w mordę. Magda, jak się później okazało, szarpała mnie za szmaty i za moje włosy. No przysięgam szczerze. Po raz pierwszy w życiu zdarzyło nam się, że nas zlały baby. Co prawda zwaliste, ale jednak baby. Od tego momentu wiemy już z Malikiem, by patrzeć na biodra, a zdradził nam ten sekret kolega Malika. Jak się jest w gej klubie i coś jest szersze w biodrach aniżeli w barach, to napewno baba. Choć przyjebać może jak rasowy facet.


poniedziałek, 9 września 2013

łajza

Nie mówi się źle o ludziach, ale ta łajza zawsze miała się za lepszą. Ulubionym powiedzeniem było: No Jezuuu słodki i o matkoooo booooska. Często stała ze skrzyżowanymi nóżkami i rączkami i taksowała przechodzących ludzi pogardliwym wzrokiem, wydymając przy tym usta. Łajza była najpiękniejsza, najmądrzejsza i najlepiej ubrana. Różowe koszulki ściśle przylegały do jej szczupłego ciała, ledwo przykrywając pępek. Obcisłe spodnie prawie wchodziły jej w d*pę. Obwieszona biżuterią jak choinka, błyszczała nawet żarząc papierosa. Zresztą, paliła tego papierosa, trzymając go delikatnie w dwóch paluszkach, wysoko nad prawym ramieniem. Łajza mieszkała dwa bloki dalej, ale zawsze kręciła się u nas, wśród chłopaków z naszego podwórka.

Tej łajzy nikt poważnie nie traktował. Zawsze się z niej nabijaliśmy. Najbardziej chyba dlatego, że miała się za lepszą. Ani to z dobrej rodziny, ani żadna szlachta. A ciągle zadzierała nosa. Więc jak czasem przesadziliśmy, to łajza podpierała się pod boczek i mówiła prychając: no baaaaardzo śmieszne, yhmm. No ubaw po paszki.

Ku*wa.

Nie było sposobów na pozbycie się tej łajzy. Ciągle szwendała się za nami, przychodziła zawsze, jak siadaliśmy z chłopakami na ławce. Wyciągała cienką fajkę z tej swojej torebki i snuła głodne opowieści. Jak tą, że w szkole była powszechnym obiektem pożądania, kochała się w niej każda laska. Aż w końcu kiedyś nie wytrzymałem i mówię: - No weź Marcin. Nie przesadzaj.

bring it