Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mieszkanie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mieszkanie. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 6 kwietnia 2014

remont sremont

Dżizas. Nic mnie tak nie wku*wia jak myśl o remoncie mieszkania. Zbierałem się do niego dwa lata. Dwa cholernie dłuuuugie lata. Za każdym razem, kiedy wchodziłem do domu, chciało mi się rzygać na widok eleganckich, choć już nieco przykurzonych brązowo-beżowych ścian. Bo i te kolory i ten syf działały na mnie depresyjnie. Wchodziłem i siarczyście kląłem w duchu, obiecując sobie, że za miesiąc, że wiosną, że latem. Jak ja nienawidzę tego kurzu, bajzlu i niekończącej się roboty. A jednak.

W ten weekend wziąłem się ostro do roboty, obmyśliłem plan, lecz jasny szlag go trafił już na samym początku. Kląłem i tyrałem, tyrałem i kląłem. I wciąż tak na zmianę. Od rana do wieczora. No nie ma nic gorszego. Narobiłem się jak diabli, harowałem jak wół, ale w końcu widzę już efekty i jakoś od razu mi tak radośniej. I ma to sens.

Przypomniał mi się Tadek. On też nienawidził remontów. Co do niego przychodziłem, to mówił, że musi się wziąć za malowanie mieszkania. Mówił: kufa, jak ja nienawidzę remontów. Tego całego, cholernego syfu. Muszę się w końcu za to zabrać.
Mieszkanie Tadzia bylo wielkie, więc wcale mu się nie dziwiłem.

Po dwóch długich latach wziął się w końcu Tadek za to malowanie. Klął i tyrał, tyrał i klął. I wciąż tak na zmianę. Od rana do wieczora. No nie było nic gorszego. Narobił się jak diabli, harował jak wół, ale  końcu widział już efekty i jakoś od razu było mu radośniej. I miało to sens.

Niedługo jednak się nacieszył swym odnowionym mieszkaniem, bo dzień po skończeniu remontu wpadł pod ciężarówkę.

bring it