Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nienawisc. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nienawisc. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 2 września 2013

tuńczyk i teściowa

Marlena szczerze nienawidziła swojej teściowej. Teściowa pojawiła się w jej życiu dwa dni po tym, jak pojawił się Marek. Niby przypadkiem.

Marek! Jaka ona ładna! – zachwycała się. Zawsze mówiłam, że kobieta powinna  mieć pełne kształty. Kochanego ciałka nigdy za wiele. Nie to, co Joanna. Wysoka, chuda z wielkim biustem. Wszyscy faceci się za nią na ulicy odwracali, taka była chuda.
Ale mamo! – próbował oponować Marek.
Teściowa niestrudzona ciągnęła dalej. Czuję, że zostaniemy przyjaciółkami Milenko. Marlenko - poprawiła ją Marlena. - Aaaa tak. Przepraszam cię moja droga. No napatrzeć się nie mogę na Ciebie, taka jesteś śliczna. Nie to, co… - Mamo! - zagrzmiał Marek.

Jesteś prawdziwym szczęściarzem Mareczku. Śliczna i z dobrym gustem. Będziemy mogły wymieniać się ciuchami Milenko. Marlenko! - poprawiła ją poirytowana Marlena po raz drugi. Nie wiadomo, co bardziej wkurzyło Marlenę. To, że teściowa nie mogła zapamiętać jej imienia, czy to, że ten potwór w rozmiarze 48, w szmatach sprzed dekady zaproponował jej wymienianie się ciuchami. Marlena nigdy nie była najchudsza w klasie, ale przed maturą wbiła się w białą bluzkę w rozmiarze 40.
- No doskonale do ciebie pasuje, syneczku – przy niej nie będziesz wyglądał tak grubo – dodała, robiąc ustami dziubek, przy okazji szczypiąc go i Marlenę w policzki.

Życie Marleny u boku Marka płynęło spokojnie i mogłoby być przyjemne. W zasadzie to było. Przynajmniej do momentu, gdy w ich mieszkaniu pojawiała się teściowa, która dziwnym trafem, zawsze była gdzieś w okolicy. Po takiej wizycie Marlena miała zepsuty humor do końca dnia. Albo i przez trzy następne. Jak i po ostatnim razie, gdy struła się sałatką z tuńczyka zrobioną przez teściową. A zaczęło się niewinnie.

- Dzień dobry Milenko. Akurat miałam do załatwienia sprawę dwie ulice dalej i postanowiłam przynieść Wam sałatkę z tuńczyka – szczebiotała od wejścia. Mareczek ją uwielbia. Marlenę zdziwiła dość wczesna godzina wizyty, tym bardziej, że teściowa wiedziała, że jej ukochany synuś wróci do domu dopiero za kilka godzin. Teściowa trajkotała jak katarynka. - Mogłabyś mu też czasem przyrządzać coś do jedzenia. A nie tylko stołować się na mieście. Wiadomo, co tam do jedzenia dodają? Albo, czy ręce myją? Wszędzie pełno brudu. Ostatnio u Gesslerowej widziałam. Ahh, Arletka robiła przepyszne sałatki. Mareczek je uwielbiał. Szkoda. Taka była z niej fajna dziewczyna i bardzo o Mareczka dbała. Szkoda, szkoda - pokiwała głową teściowa.

Marlenę zalewała krew, ilekroć teściowa wspominała byłe jej, bądź co bądź faceta. Na każdym kroku czuła, że jest gorsza, że grubsza, że głupsza, że gotować nie umie. Od miesięcy robiła wszystko, żeby przeciągnąć tego babsztyla na swoją stronę, żeby jakoś ją do siebie przekonać. Postanowiła spróbować nawet tej cholernej sałatki z tego cholernego tuńczyka, którego od dziecka nienawidziła.

Pod bacznym okiem teściowej starała się połykać jak największe kęsy, żeby nie czuć tego smaku, który doprowadzał ją do mdłości. Kiedy już zjadła jedną porcję uśmiechając się półgębkiem i wykrzykując ochy i achy, teściowa zachwycona dołożyła jej kolejną porcję. Tego się akurat Marlena nie spodziewała. Próbowała oponować, ale teściowa ze słodyczą na twarzy powiedziała tylko – Jedz, jedz Milenko. Przecież widać, że lubisz sobie pojeść.

Tego już było Marlenie za wiele. Miała ochotę rzucić się na tę krowę i udusić ją gołymi rękami. Ale poczuła, że w jej brzuchu zaczyna się dziać coś niedobrego. – Przepraszam na chwilę – rzuciła i pędem pobiegła w stronę toalety. Po pół godzinie, gdy wróciła, czuła się nadal niepewnie. – Przepraszam i ziuuu w wiadomym kierunku. Po godzinie było jeszcze gorzej. Wbiegając do toalety, nie wiedziała, którą stroną się ustawiać najpierw.

Zatroskana teściowa stała nad nią z kubkiem gorącej herbaty. – Może to ten tuńczyk? Wprawdzie otworzyłam go w zeszłym tygodniu, ale cały czas trzymałam w lodówce. Dobrze, że Mareczek tego nie jadł. On ma taki delikatny żołądek. Tego, co mówiła dalej, Marlena już nie usłyszała, bo wycieńczona i odwodniona zemdlała, trzymając się kurczowo sedesu. Trzy dni później, wychodząc ze szpitala, wróciła do swojego mieszkania. Azylu przed Mareczkiem, tuńczykiem i teściową.

bring it