Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tesciowa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tesciowa. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 13 lipca 2014

sposób na teściową


Pani w DHL-u była, jak zawsze, dla Malika bardzo miła, uśmiechała się do niego promiennie. Zazwyczaj, bo akurat nie dzisiaj. Za każdym razem, gdy przychodził, wymieniali ze sobą drobne uprzejmości, często żartowali na różne tematy. Zresztą był tam stałym klientem. Dość dużo rzeczy sprzedawał na allegro i żeby zaoszczędzić na kosztach wysyłki, nadawał paczki kurierem na firmę kolegi, o czym ten kolega zapewne nie wiedział, bo też był ich klientem i też dużo wysyłał, biorąc raz w miesiącu fakturę na przelew.

Na kosztach przesyłki Malik zaoszczędził już niemałą sumkę. Na przykład ostatnio, gdy nadawał paczkę. I to do Korei.

Zasapany wpadł do biura obsługi klienta, rzucając o ziemię wielkim, czarnym worem. Podszedł do miłej Pani, przywitał się szybko i zamówił wysyłkę paczki do Korei. Żeby nie było niedomówień. To do tej północnej. Miła Pani zapytała o numer klienta, o adres dostawy i wagę przesyłki.
- 87 kilo będzie, może 88 – rzucił Malik szybko.
- jakaś dziwna ta paczka. Nie będę nic  mówić, z czym mi się kojarzy – zaśmiała się miła pani.
- aaaa, to była teściowa hahaha – zaśmiał się też Malik. Nienawidził tej baby, jak jasna cholera. Nie mógł jej wybaczyć, że się przyczyniła do rozpadu ich związku, nie dając mu żadnej szansy po pechowym weselu. Bździągwa jedna.
- hahaha, no pięknie – zaśmiała się pani
- no poważnie mówię. Był z niej kawał małpy, to wysyłam francę prosto do Korei.
- hahaha. Naprawdę z pana to kawalarz. Hahaha – pękała ze śmiechu pani z DHL-u.

No więc dzisiaj miła pani z DHL-u była jakaś spięta. Uprzejma, jak zwykle, lecz poddenerwowana. Uśmiechnęła się dość krzywo, zaczęła wypełniać wszystkie formularze, po czym przeprosiła i wyszła na chwilę. A kilka minut później wpadli policjanci w mundurach bojowych, zaczęli do niego mierzyć, krzyczeli jak diabli i sprawnymi ruchami rzucili na glebę. I nie było śmiesznie.

Do śmiechu też nie było teściowej Malika, kiedy się ocknęła trzy dni po wysłaniu. Rozglądała się wokół, przecierając oczy. Śniło jej się wszystko, czy jaka cholera? Toż to koszmar jakiś, a ona nie pamiętała, jakim cudem znalazła się w chacie gościa, który kogoś jej przypominał. No tak, widziała go w telewizji, lecz skojarzyć za diabła nie mogła. Zdziwiony był też Kim Dzong Un, lecz chyba najbardziej jego młoda żona. No taka sytuacja.

poniedziałek, 2 września 2013

tuńczyk i teściowa

Marlena szczerze nienawidziła swojej teściowej. Teściowa pojawiła się w jej życiu dwa dni po tym, jak pojawił się Marek. Niby przypadkiem.

Marek! Jaka ona ładna! – zachwycała się. Zawsze mówiłam, że kobieta powinna  mieć pełne kształty. Kochanego ciałka nigdy za wiele. Nie to, co Joanna. Wysoka, chuda z wielkim biustem. Wszyscy faceci się za nią na ulicy odwracali, taka była chuda.
Ale mamo! – próbował oponować Marek.
Teściowa niestrudzona ciągnęła dalej. Czuję, że zostaniemy przyjaciółkami Milenko. Marlenko - poprawiła ją Marlena. - Aaaa tak. Przepraszam cię moja droga. No napatrzeć się nie mogę na Ciebie, taka jesteś śliczna. Nie to, co… - Mamo! - zagrzmiał Marek.

Jesteś prawdziwym szczęściarzem Mareczku. Śliczna i z dobrym gustem. Będziemy mogły wymieniać się ciuchami Milenko. Marlenko! - poprawiła ją poirytowana Marlena po raz drugi. Nie wiadomo, co bardziej wkurzyło Marlenę. To, że teściowa nie mogła zapamiętać jej imienia, czy to, że ten potwór w rozmiarze 48, w szmatach sprzed dekady zaproponował jej wymienianie się ciuchami. Marlena nigdy nie była najchudsza w klasie, ale przed maturą wbiła się w białą bluzkę w rozmiarze 40.
- No doskonale do ciebie pasuje, syneczku – przy niej nie będziesz wyglądał tak grubo – dodała, robiąc ustami dziubek, przy okazji szczypiąc go i Marlenę w policzki.

Życie Marleny u boku Marka płynęło spokojnie i mogłoby być przyjemne. W zasadzie to było. Przynajmniej do momentu, gdy w ich mieszkaniu pojawiała się teściowa, która dziwnym trafem, zawsze była gdzieś w okolicy. Po takiej wizycie Marlena miała zepsuty humor do końca dnia. Albo i przez trzy następne. Jak i po ostatnim razie, gdy struła się sałatką z tuńczyka zrobioną przez teściową. A zaczęło się niewinnie.

- Dzień dobry Milenko. Akurat miałam do załatwienia sprawę dwie ulice dalej i postanowiłam przynieść Wam sałatkę z tuńczyka – szczebiotała od wejścia. Mareczek ją uwielbia. Marlenę zdziwiła dość wczesna godzina wizyty, tym bardziej, że teściowa wiedziała, że jej ukochany synuś wróci do domu dopiero za kilka godzin. Teściowa trajkotała jak katarynka. - Mogłabyś mu też czasem przyrządzać coś do jedzenia. A nie tylko stołować się na mieście. Wiadomo, co tam do jedzenia dodają? Albo, czy ręce myją? Wszędzie pełno brudu. Ostatnio u Gesslerowej widziałam. Ahh, Arletka robiła przepyszne sałatki. Mareczek je uwielbiał. Szkoda. Taka była z niej fajna dziewczyna i bardzo o Mareczka dbała. Szkoda, szkoda - pokiwała głową teściowa.

Marlenę zalewała krew, ilekroć teściowa wspominała byłe jej, bądź co bądź faceta. Na każdym kroku czuła, że jest gorsza, że grubsza, że głupsza, że gotować nie umie. Od miesięcy robiła wszystko, żeby przeciągnąć tego babsztyla na swoją stronę, żeby jakoś ją do siebie przekonać. Postanowiła spróbować nawet tej cholernej sałatki z tego cholernego tuńczyka, którego od dziecka nienawidziła.

Pod bacznym okiem teściowej starała się połykać jak największe kęsy, żeby nie czuć tego smaku, który doprowadzał ją do mdłości. Kiedy już zjadła jedną porcję uśmiechając się półgębkiem i wykrzykując ochy i achy, teściowa zachwycona dołożyła jej kolejną porcję. Tego się akurat Marlena nie spodziewała. Próbowała oponować, ale teściowa ze słodyczą na twarzy powiedziała tylko – Jedz, jedz Milenko. Przecież widać, że lubisz sobie pojeść.

Tego już było Marlenie za wiele. Miała ochotę rzucić się na tę krowę i udusić ją gołymi rękami. Ale poczuła, że w jej brzuchu zaczyna się dziać coś niedobrego. – Przepraszam na chwilę – rzuciła i pędem pobiegła w stronę toalety. Po pół godzinie, gdy wróciła, czuła się nadal niepewnie. – Przepraszam i ziuuu w wiadomym kierunku. Po godzinie było jeszcze gorzej. Wbiegając do toalety, nie wiedziała, którą stroną się ustawiać najpierw.

Zatroskana teściowa stała nad nią z kubkiem gorącej herbaty. – Może to ten tuńczyk? Wprawdzie otworzyłam go w zeszłym tygodniu, ale cały czas trzymałam w lodówce. Dobrze, że Mareczek tego nie jadł. On ma taki delikatny żołądek. Tego, co mówiła dalej, Marlena już nie usłyszała, bo wycieńczona i odwodniona zemdlała, trzymając się kurczowo sedesu. Trzy dni później, wychodząc ze szpitala, wróciła do swojego mieszkania. Azylu przed Mareczkiem, tuńczykiem i teściową.

bring it