Z niszczeniem symboli narodowych było tak. Pierwszy zniszczył Lesiu. Drugi zresztą też.
Ale od początku. Tego dnia podróżowaliśmy wśród malowniczych pól, łąk i lasów południowej Wielkopolski. Krową, czyli przedłużonym i podwyższonym dostawczakiem. Jak jacyś budowlańcy. Było piękne lato, panował cudowny upał, a delikatne promyki słońca prześwitywały pośród drzew. No i jadąc tak, mijając kolejny las i kolejne pole, Lesiu zabił orła.
Tak mi się wydaje. Bo dla mnie każdy wielki ptak to orzeł. Orzeł siedział sobie w krzakach, przy drodze, ale zerwał się, rozpostarł swoje skrzydła tak wielkie, że zrobiło się aż ciemno, po czym przeleciał nam przed samochodem. Mnie zatkało. Myślałem, że Lesia też. Ale okazało się, że on go nie widział i w niego przywalił. A to wielkie bydlę było. Zresztą, ostatnie co widziałem, to jego wielką dupę, bo przywalił akurat moją stroną.
To wielkie ptaszysko rozwaliło nam pół auta. Nawet mechanik, pytając, kto wam tak tje blachje rozj..ał, ledwo nam uwierzył. Ale co tam auto. Służbowe i z dobrym ubezpieczeniem. Najbardziej jednak szkoda było orła. Biedny Lesiu złapał po tym incydencie doła. Może i jest czasem wredny, może i nie lubi polityków, ale ma serce dla zwierząt i musze krzywdy by nie zrobił. Nie mówiąc o orle.
Na początku było mi go żal. Próbowałem nawet go pocieszać, że może orzeł był niemiecki. No bo to w sumie Wielkopolska i do Niemiec blisko. Ale nie pomagało. Lesiu próbował zapomnieć o tym przykrym zdarzeniu, męczyło go to strasznie, a ja mu nie pozwalałem, bo też jestem wredny. Zresztą wcale nie musiałem, bo nieszczęścia chodzą parami i jakieś dwa tygodnie później Lesiu znów przydzwonił w orła. Może nie żaden powód to do dumy, ale z drugiej strony, kto inny by coś takiego umiał zrobić? Upolować dwa orły w ciągu dwóch tygodni i to bez użycia broni.
Z Lesiem staramy się żyć w zgodzie i ostatnio nieźle nam wychodzi. Czasem się pokłócimy, nigdy nie bijemy. Ale kiedy dochodzi między nami do wymiany zdań, bo na niektóre sprawy mamy różne poglądy, wystarczy, że powiem: - Lesiu. Miej do tego większy dystans. Trochę większy niż do orła. I już zaczyna się awantura. O to, jaki jestem wredny.
Pewnie niektórzy trafią tu przypadkiem. Jednych skusi nazwa i chęć przeżycia niesamowitej przygody na boku. Innych, chęć pooglądania gorących akcji. Geneza nazwy jest jednak prosta, jak budowa cepa. Cyber-burdel to pomieszanie z poplątaniem. Pisanie o wszystkim i o niczym. W sieci. Ze zwykłej chęci pisania dla siebie i wprawiania się w tym. Dla przyjemności.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą orzel. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą orzel. Pokaż wszystkie posty
środa, 4 września 2013
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)