Pokazywanie postów oznaczonych etykietą voyeryzm. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą voyeryzm. Pokaż wszystkie posty

piątek, 8 listopada 2013

voyerysta

O cholera. Ale jazda. Po ciężkim, męczącym dniu siedzę sobie na swojej wygodnej sofie, z nogami wywalonymi na stół, a dokładnie naprzeciwko, w bloku numer 14, w klatce chyba B, w mieszkaniu mniej więcej dziewiątym jest „akcja”. „Akcja” rozkręca się powoli, rozgrywa się w kuchni i z tego, co widzę będzie całkiem niezła. Ja naprawdę nie zajmuję się podglądaniem sąsiadów, ale siedząc w salonie, na sofie, nie mając w oknach firanek, widzę dokładnie ich kuchnię. To znaczy teraz. Bo normalnie to nie. Właściwie pierwszy raz zerknąłem ;-)

Ona coś tam robi przy kuchennym blacie, kanapki, czy coś, a on przechodząc już drugi raz tuż za jej plecami, dziwnie się o nią ociera. Yhymm, znamy te numery. Tym razem przykleił się do niej na dobre i zaczął całować po szyi. Ona zaczyna się prężyć i odchylać do tyłu głowę. Facet musi się postarać, bo nie zauważyłem, żeby odkładała nóż, więc jak się nie spisze, to może się to skończyć dla niego tragicznie. Ale chyba jej się to podoba, bo wcale się nie opiera. To znaczy opiera. O kuchenny blat, który moim zdaniem nie pasuje im do koloru mebli. Zauważyłem to przypadkiem. Przerwała na chwilę robienie kanapek, odwróciła się do niego i zaczęli namiętnie się całować. Jak oni się całują. O kurka.

I koniec. On prześliznął się w stronę lodówki, ona wróciła do przyrządzania jedzenia. Takim to opychanie się na noc napewno nie zaszkodzi. O ile dobrze się domyślam, to za chwileczkę i tak to spalą, a po wszystkim jeszcze i tak będą musieli się posilić. On znowu przechodzi na drugą stronę kuchni, ponownie się o nią ocierając. A wcale ta kuchnia nie jest taka mała. To znaczy, tak mi się wydaje, bo specjalnie się nie przyglądam, ale tak oceniam szybkim rzutem oka.

Odwraca ją do siebie zamaszystym ruchem, zaczyna całować, łapie w biodrach i sadza na blacie. A-ha! A na blacie przecież były kanapki. Mam nadzieję, że nie dopierze już tych tłustych plam z salami i żółtego sera i będzie w końcu musiała wywalić ten stary, zielony, rozchodzony szlafrok, który ma od dziesięciu lat z okładem. Nie jestem do końca pewien, czy ma go od tak dawna, bo nie podglądam sąsiadów,  ale wydaje mi się, że kiedy dziesięć lat temu też tak przez przypadek zerknąłem, to była w tej samej podomce. On jej ten szlafrok coraz bardziej rozchyla, całując ją coraz niżej. I to na oczach ludzi. Wstyd.

A zresztą niech robią co chcą. Ja mam inne zajęcia. Przecież nie będę podglądał sąsiadów. To takie małomiasteczkowe. Siedzę na swojej sofie, oglądam telewizję i tak sobie myślę, że mogliby w końcu zmienić to górne oświetlenie. Ta lampa z ikei jest całkiem ok, ale daje stanowczo zbyt mało światła. Ledwo widać, jak ona owija nogi wokół jego bioder i jakoś dziwnie się kołysze. Wierci się na tym blacie, pewnie kanapki i deska do krojenia uwierają ją w tyłek. I wtedy on ją bierze i przenosi na szafkę po drugiej stronie kuchni. A może na stół. Tego już nie widzę, ale phi. W końcu i tak mnie to nie obchodzi, bo nie jestem wojerystą.

bring it