czwartek, 24 kwietnia 2014

biały murzyn

Ten Andrzejek to czasem zachowuje się jak wieśniak. Jak dzisiaj. Akurat palił fajkę przy oknie w kuchni. Wykorzystał moment, gdy nie było w domu mamy, więc trochę przykozaczył. Palił, wydmuchując dym z całych sił, najdalej jak się dało i zobaczył czarnego. Nowego i zarazem pierwszego czarnego w ich klatce. Nie licząc Wietnamek z sąsiedniego bloku, to jedyna egzotyka, jaką Andrzejek widział ostanimi czasy. Wietnamki zresztą od zawsze były trochę podejrzane, bo o ile kojarzę, to nazywają się Kowalskie. Hmmm.

- ty. Rafał. Chodź szybko. Murzyn - zawołał.
- nie murzyn, tylko czarny. Co to ja czarnego nie widziałem?!
- no. Czarny murzyn.
- a widziałeś kiedyś białego murzyna? - zapytałem.

I właściwie od razu sobie przypomniałem, że ja widziałem. Kiedyś. W tefałenie. Czarnego albinosa, który był cały biały, choć w środku był czarny. Ale to akurat była wyjątkowa sytuacja. Taki wybryk natury. Nie wiem, gdzie oni go znaleźli, ale musiało to być tak samo trudne, jak znalezienie fajnej laski w Rudzie Śląskiej. Choć są tacy, co mówią, że wszystko jest możliwe.

- ja to zawsze bałem się murzynów - powiedział Andrzejek.
- i pewnie bałeś się, żeby ci jakiś nie wyskoczył z telewizora.
- coś ty. Ze mną do szkoły chodzili. I jeden tak się zawsze na nas dziwnie patrzył.
- może miał na was ochotę? - uśmiechnąłem się szeroko, że tak mi się żarcik udał.
- no. Cholera wie. Może to był jakiś ludożerca...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

bring it