Pokazywanie postów oznaczonych etykietą baltyk. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą baltyk. Pokaż wszystkie posty

piątek, 25 października 2013

sex on the beach

Wieczór na plaży w Sopocie był wyjątkowo ciepły. Księżyc świecił w pełni, morze szumiało cicho, kojąc delikatnie uszy nielicznych spacerowiczów, powietrze było krystalicznie czyste i przyjemnie świeże a delikatny, cieplutki wiatr okrywał i głaskał delikatnie zakochane pary, których mimo późnej pory, na prawie pustej plaży, było całkiem sporo. Leżących na nagrzanym jeszcze piasku, splecionych w miłosnych uściskach, niewidzących świata poza nimi samymi, szepczących sobie do uszu mnóstwo czułych słówek.

Dla Ani i Marka to był ostatni wieczór nad pięknym, polskim morzem. Postanowili pożegnać się z latem i Bałtykiem właśnie tu, na tej cudownej plaży gdzie przed laty się poznali. Z dala od innych spleceni ze sobą, tworząc jedno, wymieniając pocałunki, czuli się dokładnie tak, jak wtedy. Mimo upływu lat ich uczucie było ciągle świeże, niczym nadmorska bryza, a związek ich równie płomienny, jak tej pierwszej nocy. To tu Ania po raz pierwszy oddała Markowi to, co miała najcenniejsze, przeżywając przy tym największą ekstazę, jakiej mogła doświadczyć w swoim siedemnastoletnim życiu. Dziś, po latach, była tu z tym samym mężczyzną, w którym wtedy tak bardzo się zakochała. Co więcej, po tych wielu wspólnie spędzonych latach  wciąż była w nim szalenie zakochana, o ile nie bardziej. A najpiękniejsze było to, że kochała z wzajemnością. Wspomnienia tamtych dni wróciły do nich tej dzisiejszej nocy, gdy klęczeli naprzeciwko siebie, patrząc sobie głęboko w oczy.

- pfff, pfff – posapywała cicho Ania,
- Yhmm, Yhmm – postękiwał Marek,
- yhmm, yhmmmm – stękała ona,
- ughh, ughhhhh, nie mogę go włożyć – zadyszał się Marek,
- kochanie, próbuj mocniej, nawet czubek nie wszedł,
- ahh, poczekaj moment, nacelować muszę,
- jest jakiś nabrzmiały,
- wiem i trochę ciasno,
- oliwki może użyj,
- nie mamy przy sobie,
- chcę to dzisiaj zrobić, bardzo tego pragnę,
- wiem kochanie moje, zaraz wejdzie cały,
- wierzę w Ciebie skarbie,
- nie ruszaj się, proszę,
- jak ci idzie? wchodzi?
- nie wiem co się stało, jest chyba za ciasna.

I kiedy już zsiniały Ani ręce od trzymania tej butelki, a Marka bolały palce od wciskania korka, wspólnie postanowili, że wrócą tu w przyszłym roku a list w butelce wrzucą u siebie, do Wisły.

bring it