Na szyi i plecach czułem jego gorący, przyspieszony oddech. Napierał na mnie od tyłu całym ciężarem swojego dużego, pięknego, opalonego, perfekcyjnie wyrzeźbionego na siłowni ciała. Na ramieniu czułem to cholernie przyjemne drapanie jego trzydniowego zarostu. Czułem jego wspaniały zapach, zabójczą mieszaninę aromatu męskiego ciała i towarzyszącej mu nuty kawy, czekolady, drzewa sandałowego i malin. Używał tego zapachu od lat. Czułem go całego, dokładnie, naprawdę blisko. Moje plecy przyklejone do jego szerokiej klatki piersiowej. Czułem przyspieszone bicie jego serca, czułem bijące od niego ciepło i każdą kolejną kroplę jego potu spadającą na moje plecy i pośladki, spływającą swobodnie i głaszczącą moje ciało. Nasze dłonie splatały się w dzikim szale, nasze ciała ścierały się, niczym w dzikim, namiętnym, plemiennym tańcu. Byliśmy jednością. Posuwał się w przód i w tył, bez żadnego rytmu, a ja wraz z nim, na żywioł, poddając mu się całkowicie.
Ją miałem tuż przed sobą. Jej przepiękne ciało, tak miłe w dotyku. Dziś, teraz, miałem je tylko dla siebie. Ta cudowna, przemiła, brzoskwiniowo-aksamitna skóra, gładka i przepięknie błyszcząca, o zapachu migdałów i mleka kokosowego. Czułem jej delikatny, kobiecy zapach, drażnił moje nozdrza, najcudowniej, jak to tylko możliwe. Moja twarz ukryta w jej długich, wyjątkowo bujnych, kasztanowych włosach. Jej głowa lekko odchylona do tyłu, jej ciało wygięte w najdziwniejszych pozach, jej zgrabne dłonie delikatnie ocierały się o moje. Moje ciało przyklejone do jej ciała. Jego ciało przyklejone do mnie. Byłem bezwładny, z szeroko rozstawionymi nogami moje ruchy były ograniczone, ale poddawałem się temu bezwiednie. Prawdziwy szał. Szatański galop. Byliśmy w jakimś dziwnym amoku. Ale to uwielbialiśmy. Nasze głośne, przyspieszone oddechy mógł usłyszeć każdy. Te postękiwania, bezwiedne okrzyki. Znaliśmy się od lat. Tworzyliśmy cudowne, doskonale ze sobą zgrane trio. Czasem robiliśmy to w czwórkę, piątkę lub szóstkę. Z innymi kobietami lub mężczyznami. Lubiliśmy się wspólnie zabawiać, czasem w większym gronie. W każdej wolnej chwili. Jak teraz. Biorąc na plaży udział w konkursie przeciągania liny.
Pewnie niektórzy trafią tu przypadkiem. Jednych skusi nazwa i chęć przeżycia niesamowitej przygody na boku. Innych, chęć pooglądania gorących akcji. Geneza nazwy jest jednak prosta, jak budowa cepa. Cyber-burdel to pomieszanie z poplątaniem. Pisanie o wszystkim i o niczym. W sieci. Ze zwykłej chęci pisania dla siebie i wprawiania się w tym. Dla przyjemności.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą plaza. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą plaza. Pokaż wszystkie posty
piątek, 1 listopada 2013
piątek, 25 października 2013
sex on the beach
Wieczór na plaży w Sopocie był wyjątkowo ciepły. Księżyc świecił w pełni, morze szumiało cicho, kojąc delikatnie uszy nielicznych spacerowiczów, powietrze było krystalicznie czyste i przyjemnie świeże a delikatny, cieplutki wiatr okrywał i głaskał delikatnie zakochane pary, których mimo późnej pory, na prawie pustej plaży, było całkiem sporo. Leżących na nagrzanym jeszcze piasku, splecionych w miłosnych uściskach, niewidzących świata poza nimi samymi, szepczących sobie do uszu mnóstwo czułych słówek.
Dla Ani i Marka to był ostatni wieczór nad pięknym, polskim morzem. Postanowili pożegnać się z latem i Bałtykiem właśnie tu, na tej cudownej plaży gdzie przed laty się poznali. Z dala od innych spleceni ze sobą, tworząc jedno, wymieniając pocałunki, czuli się dokładnie tak, jak wtedy. Mimo upływu lat ich uczucie było ciągle świeże, niczym nadmorska bryza, a związek ich równie płomienny, jak tej pierwszej nocy. To tu Ania po raz pierwszy oddała Markowi to, co miała najcenniejsze, przeżywając przy tym największą ekstazę, jakiej mogła doświadczyć w swoim siedemnastoletnim życiu. Dziś, po latach, była tu z tym samym mężczyzną, w którym wtedy tak bardzo się zakochała. Co więcej, po tych wielu wspólnie spędzonych latach wciąż była w nim szalenie zakochana, o ile nie bardziej. A najpiękniejsze było to, że kochała z wzajemnością. Wspomnienia tamtych dni wróciły do nich tej dzisiejszej nocy, gdy klęczeli naprzeciwko siebie, patrząc sobie głęboko w oczy.
- pfff, pfff – posapywała cicho Ania,
- Yhmm, Yhmm – postękiwał Marek,
- yhmm, yhmmmm – stękała ona,
- ughh, ughhhhh, nie mogę go włożyć – zadyszał się Marek,
- kochanie, próbuj mocniej, nawet czubek nie wszedł,
- ahh, poczekaj moment, nacelować muszę,
- jest jakiś nabrzmiały,
- wiem i trochę ciasno,
- oliwki może użyj,
- nie mamy przy sobie,
- chcę to dzisiaj zrobić, bardzo tego pragnę,
- wiem kochanie moje, zaraz wejdzie cały,
- wierzę w Ciebie skarbie,
- nie ruszaj się, proszę,
- jak ci idzie? wchodzi?
- nie wiem co się stało, jest chyba za ciasna.
I kiedy już zsiniały Ani ręce od trzymania tej butelki, a Marka bolały palce od wciskania korka, wspólnie postanowili, że wrócą tu w przyszłym roku a list w butelce wrzucą u siebie, do Wisły.
Dla Ani i Marka to był ostatni wieczór nad pięknym, polskim morzem. Postanowili pożegnać się z latem i Bałtykiem właśnie tu, na tej cudownej plaży gdzie przed laty się poznali. Z dala od innych spleceni ze sobą, tworząc jedno, wymieniając pocałunki, czuli się dokładnie tak, jak wtedy. Mimo upływu lat ich uczucie było ciągle świeże, niczym nadmorska bryza, a związek ich równie płomienny, jak tej pierwszej nocy. To tu Ania po raz pierwszy oddała Markowi to, co miała najcenniejsze, przeżywając przy tym największą ekstazę, jakiej mogła doświadczyć w swoim siedemnastoletnim życiu. Dziś, po latach, była tu z tym samym mężczyzną, w którym wtedy tak bardzo się zakochała. Co więcej, po tych wielu wspólnie spędzonych latach wciąż była w nim szalenie zakochana, o ile nie bardziej. A najpiękniejsze było to, że kochała z wzajemnością. Wspomnienia tamtych dni wróciły do nich tej dzisiejszej nocy, gdy klęczeli naprzeciwko siebie, patrząc sobie głęboko w oczy.
- pfff, pfff – posapywała cicho Ania,
- Yhmm, Yhmm – postękiwał Marek,
- yhmm, yhmmmm – stękała ona,
- ughh, ughhhhh, nie mogę go włożyć – zadyszał się Marek,
- kochanie, próbuj mocniej, nawet czubek nie wszedł,
- ahh, poczekaj moment, nacelować muszę,
- jest jakiś nabrzmiały,
- wiem i trochę ciasno,
- oliwki może użyj,
- nie mamy przy sobie,
- chcę to dzisiaj zrobić, bardzo tego pragnę,
- wiem kochanie moje, zaraz wejdzie cały,
- wierzę w Ciebie skarbie,
- nie ruszaj się, proszę,
- jak ci idzie? wchodzi?
- nie wiem co się stało, jest chyba za ciasna.
I kiedy już zsiniały Ani ręce od trzymania tej butelki, a Marka bolały palce od wciskania korka, wspólnie postanowili, że wrócą tu w przyszłym roku a list w butelce wrzucą u siebie, do Wisły.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)