Pokazywanie postów oznaczonych etykietą chrzest. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą chrzest. Pokaż wszystkie posty

piątek, 20 września 2013

zaświadczenie praktykującego katolika

Ja wiedziałem. Ja, do jasnej cholery, się tego spodziewałem. Po tylu latach niechodzenia do kościoła, wypadłem z obiegu. I kiedy miałem zostać ojcem chrzestnym mojej siostrzenicy, okazało się, że nie wystarczy pójść już tylko do spowiedzi. Potrzebne było zaświadczenie o praktykowaniu wiary. No to lipa. Zadzwoniłem do mamy. Ona zawsze tak się udzielała w tej swojej parafii i miała znajomości. Powiedziała, żebym się w łeb palnął, bo ona ona nie będzie o nic prosić i wstydu sobie robić przed księdzem proboszczem. No jasna cholera. Ile się przy tym nagadała. O jeden głupi świstek. Poradzę sobie sam.

Z okna mojej kuchni widać jakiś kościół. Kiedyś obok niego nawet przejeżdżałem. Poszedłem więc pełen wiary, że pójdzie mi gładko. Lecz się przeliczyłem. A wszystko przez tę wredną, co siedziała w kancelarii.
- Dzień dobry.
Cisza.
- Dzień dooobry.
Znowu cisza.
- Niech będzie pochwalony.
- Kto?
- Rafał XXXX. Ja chciałem…
- Kto pochwalony?
- Aaa. No Jezus Chrystus.
- Od początku proszę.
- Dzień dobry.
Znowu cisza.
- Niech będzie pochwalony…
- Kto?
- No Jezus Chrystus.
- Jeszcze raz.
- Dzień dobry. Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus.
- Na wieki wieków.
- Ja chciałem dostać zaświadczenie. Takie na chrzestnego. Podeszła do kartotek, do jednej szuflady. Jak ją otworzyła, to dyndały w niej dwie kartki. Mnie na nich nie było. Wredna je przejrzała i spytała, czy przyjmuję kolędę.
- No ja to nie bardzo, ale za to moja mama….
- A kto ma być chrzestnym? - i siadła do biurka.
- A może dałoby się tak ofiarę przekazać? Może jakąś większą..

Spojrzała na mnie tylko, znad tych okularów i zapytała:
- Czy pan urwał się z choinki?????

Z choinką akurat było tak. Grałem kiedyś w badmintona z synem koleżanki. Na ich działce pod miastem. Dałem smarkaczowi fory, więc się rozochocił i walił z całej siły. No i w końcu odbił tak, że lotka poleciała dość wysokim łukiem i spadła na czubek sosienki sąsiadów. A, że lotka była jedna, to po nią poszedłem. Normalnie bym to olał, ale smarkacz wygrywał, więc chciałem mu pokazać, że łatwo nie będzie. No i wszedłem na tę cholerną sosnę. Nie była w końcu wielka. Tylko bardzo wiotka, więc gdy byłem tuż przy czubku i już trzymałem lotkę, sosna się ugięła i runąłem na dół. Strasznie głupio to musiało wyglądać, kiedy tak wisiałem dwa metry nad ziemią, dzierżąc w łapie sosnę. O tym, że są to dwa metry przekonałem się później, oglądając zdjęcia. Bo myślałem, że jest wyżej. W chwili, gdy spadałem.

- Tak. – odpowiedziałem, no bo grzechem było skłamać – gdy syn mojej koleżanki odbił lotkę z badmintona tak, że spadła na czubek choinki sąsiadów. A że lotka była jedna…..
- Dość! – krzyknęła – Niech się pan wynosi.
- Ale ja naprawdę… Choć to dawno temu.
- Do diabła! Wynochaaaaa!!!!!

bring it