Co innego Jasiek. Nasz kolega. Trzykrotnie starszy od nas, gdy my mieliśmy mniej więcej po trzynaście lat z okładem. Wprawdzie nie rozdawał nam cukierków, ale za to kupował takiemu jednemu lego. Fajfer pękał z dumy i nam pokazywał wciąż nowe prezenty. Aż się okazało, że za te prezenty Jasiek skradł podstępem wianuszek Fajfera. Czy co tam się kradnie takim młodym chłopcom. Ale nie o tym miało być.
Zasady „niebrania” cukierków od obcych nie przestrzegał także Malik. I się w końcu naciął, gdy mu jeden koleś przyniósł bombonierkę. Ostatnią rzeczą, którą zapamiętał Malik, było to, że bombon był czekoladowy, a likier wiśniowy. No i jeszcze tylko tyle, że ledwo go przełknął, to od razu prawą ręką sięgnął do rozporka. Gdy ocknął się po czasie, leżał na podłodze, ze spodniami i majtkami spuszczonymi do kolan, a gdy chciał się ruszyć, poczuł bół w ramieniu i pieczenie w kroku. Nie wiedział jak długo, ani co dokładnie w tym czasie wyprawiał, ale jego ręka znów powędrowała w dół i zaczął nią poruszać, bezwiednie, wbrew woli. I zemdlał. Może trochę z bólu, może z wycieńczenia. I gdy go znalazły koleżanki z pracy, to się okazało, że złośliwy petent dał mu bombonierkę, nafaszerowaną wcześniej nowością na rynku. Pigułkami samogwałtu.