Pokazywanie postów oznaczonych etykietą maso. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą maso. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 22 grudnia 2013

o niegrzecznym chłopcu i pejczyku mamusi

- Byłeś dziś niegrzecznym chłopcem!!!! Mamusia jest z Ciebie bardzo, baaardzo niezadowolona!!!!
Usłyszałem to akurat przypadkiem, za drzwiami sąsiadów, gdy późną nocą wchodziłem do domu. Usłyszałem też przeciągły świst rozcinanego powietrza i ciche pojękiwania. Znałem ten dźwięk z dzieciństwa, pamiętam, kiedy tata zlał mnie skórzanym pasem za to, że mojemu bratu rozwalili głowę. Deską. Przy rozbiórce starego domu. To znaczy dostałem za to, że go nie pilnowałem, a on miał dostać, jak mu ściągną te szwy ze łba…... Od tego czasu minęły już dwadzieścia cztery lata i do dziś nie dostał lania, ale we mnie wspomnienia świszczącego w powietrzu, skórzanego pasa, są do teraz ciągle żywe.

Zdziwiło mnie również to, bo nie wiedziałem, że sąsiedzi mają dzieci. Ilekroć spotykałem ich na klatce schodowej, byli sami. Zresztą mieszkaliśmy w tej kamienicy od dziesięciu lat z kawałkiem. Na pewno coś bym wiedział. Mieliśmy wspólną klatkę schodową, ale oni mieszkali w zachodnim skrzydle, a ja w południowym. Siedząc na kanapie, przed telewizorem, kątem oka mogłem zaglądać w ich okna. Nigdy nie byłem wścibski, ale pamiętam ten wieczór, kiedy zerknąłem przypadkiem i widziałem, jak sąsiad biegał po mieszkaniu w masce przeciwgazowej. Nie dawało mi to spokoju i kiedyś nawet dyskretnie go o to zagadnąłem.
- A wie pan, taka sytuacja. Termity w domu miałem, ale już po wszystkim, bo wykończyłem te skurczybyki. Gazem.
No tak. Mieliśmy w sumie poddaszowe mieszkania i w całej tej drewnianej konstrukcji mogły się zagnieździć jakieś różne świństwa. Na wszelki wypadek, kiedy przyszedłem do domu, z małą latareczką w ręce i szkłem powiększającym, przeszukałem dokładnie, centymetr po centymetrze, każdą jedną belkę w poszukiwaniu termitów. Do czwartej nad ranem.

Ale dzisiaj coś nie dawało mi spokoju. Wymknąłem się po cichu z mieszkania i w samych skarpetkach, na paluszkach, zacząłem się skradać wprost pod drzwi sąsiadów. Jako, że noc była późna i hałas ulicy już nieco ustał, słyszałem dość wyraźnie to, co działo się za drzwiami. Słyszałem tylko ciche błaganie o litość i bezlitośnie wymierzane klapsy.
- Zamknij mordę śmieciu. Liż mamusi buty.
O Jjjjjezusie. No takiego zezwierzęcenia się nie spodziewałem. Cóż to za wyrodna matka, która w ten sposób traktuje swoje dzieci.
- Na kolana łajzo. Mamusia nauczy Cię posłuszeństwa – i znów świst pasa w powietrzu, wymieszany z płaczem. Przeczucie mnie nie myliło. Te termity też trochę nie dawały mi spokoju. Jakoś nigdy nie słyszałem, żeby termity żyły sobie w Polsce, w drewnianej konstrukcji dachu kamienicy na Wolskiej, hmm. Pobiegłem do domu i zadzwoniłem na policję.

Obserwowałem całą tę akcję, z ukrycia, za rogiem. I widziałem tylko wychodzących, roześmianych od ucha do ucha policjantów. Możecie się śmiać, ile chcecie, ale ja sąsiadom będę przyglądał się dalej, bo co, jak co, ale na krzywdę bezbronnych dzieci nigdy nie pozostanę obojętny.

poniedziałek, 26 sierpnia 2013

sado-maso

Jakiś czas temu, zupełnie niedawno, niesamowite triumfy święcił Grey. „50 twarzy Greya”, „Ciemniejsza strona Greya” czy „Nowe oblicza Greya”. Gdziekolwiek się człowiek nie ruszył, każdy o tym mówił, każdy to czytał albo przeczytać zamierzał. Zafascynowane były tym wszystkie koleżanki z pracy. Wklepujące dane do komputera księgowe, analityczki, telekonsultantki, marketerki, sekretarki, na co dzień powściągliwe, dostawały wypieków, wymieniając się wrażeniami z kolejnych rozdziałów, przy kawie w firmowej kuchni. Nie pamiętam, żeby kiedyś wcześniej jakaś książka odbiła się takim echem. W narodzie, w którym regularnie czyta jakieś 10% procent ludzi, czytać zaczął co drugi. Zresztą ja sam postanowiłem się z tym zmierzyć. I nie chodzi wcale o to, że podnieca mnie jakiś tam wyuzdany sex, czy inne świństwa ;) Chciałem w końcu wiedzieć, o czym mówią inni.

Przez dwa dni brnąłem przez tego gniota i jak się spodziewałem, nie zrobiło to na mnie żadnego wrażenia. Może to kwestia topornego tłumaczenia. Może życiowe doświadczenia. No bo w końcu z niejednego pieca chleb się jadło.

Odkąd pamiętam, zabawiali się też tak moi sąsiedzi. Albo jeszcze lepiej. Mieszkałem wtedy w podrzędnej oficynie, podrzędnej kamienicy tuż na obrzeżach ścisłego centrum miasta. Nie raz i nie dwa słyszałem zbiegającą po schodach sąsiadkę a tuż za nią sąsiada z okrzykiem „ja cię k…o zabiję”. Łatwo przewidzieć, że do zabójstwa nigdy nie doszło, dziś już wiem też, że awantura była udawana. Taka gra wstępna do niestandardowych łóżkowych zabaw. Sąsiedzi zresztą w sypialni byli bardzo głośni. Przez drewniane stropy starej kamienicy, dźwięki niosły się niesamowicie. Skrzypiał strop, skrzypiało łóżko, jęczała sąsiadka. Jej jęki były tak intensywne, że często, gdy było już po wszystkim i ja musiałem sięgnąć po papierosa.

Nie namawiam mężów do gonienia żon z nożami nago po klatce schodowej. Ani żon do gonienia mężów. Bo jeśli nie mieszka się w podrzędnej oficynie podrzędnej kamienicy, to gra wstępna może zakończyć się na komisariacie, nim na dobre akcja zdąży się rozkręcić. Ale gdyby tak wszyscy ze sobą więcej rozmawiali i opowiadali o swoich fantazjach, takie gnioty jak Grey, tkwiłyby dalej zakurzone na półkach księgarni, a statystyki czytelnictwa w Polsce nie uległyby zafałszowaniu. Tylko o czym rozmawiałyby w pracy przy kawie księgowe, sekretarki, marketerki?



bring it