Pokazywanie postów oznaczonych etykietą narzeczona. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą narzeczona. Pokaż wszystkie posty

środa, 11 września 2013

Malik się żeni

I nadszedł w końcu ten dzień, którego obawiali się wszyscy. Malik postanowił się ożenić. Cieszyła się właściwie tylko jego matka, która ślepo go kochała i uważała, że wszyscy inni mają zgubny wpływ na jej ukochanego syna. Zresztą nie miała jakby wyjścia po tym, gdy dowiedziała się ostatnia. Przypadkowo. Od matki któregoś z nas, gdy ta składała jej gratulacje. Aaa. No i cieszyła się narzeczona. Jeszcze nieświadoma. Żal nam było dziewczyny, ale ponieważ jej nie znaliśmy, to szybko nam przeszło. Bo decyzja o ślubie była nagła. Przynajmniej tak uważaliśmy z Mireczkiem. Malik miał odmienne zdanie. Ale to w końcu jego sprawa.

Każdy kiedyś na koloniach miewał laski, które po wakacjach rzucał, ale jako, że Malik na wakacje jeździł tylko z matką, to nie miał doświadczenia. Więc, gdy pojechał w końcu sam, to ciężko się zakochał. Wiedzieliśmy z Mireczkiem, że Malik po wódzie miewał często różne zwidy, ale te były naprawdę najlepsze. No bo w sumie to mieliśmy ubaw. Największy na kawalerskim.

Kawalerskie mogliśmy zrobić dopiero dzień przed ślubem, bo Malik tego dnia akurat wracał od ojca zza granicy. Dorabiał na początek nowej drogi życia, co akurat było słuszne. Jako świadek wymyśliłem, że pójdziemy z chłopakami na dwa browce, kulturalnie. I wrócimy do domu, żeby zdążyć wypocząć przed weselem. Chłopaki, to oprócz nas jeszcze Isiu, Gołąb i Miriam. Miriam to wbrew pozorom był nasz kolega i miał taką ksywę dużo, dużo wcześniej, zanim ta prawdziwa pokazała w telewizji ch*ja.

Poszliśmy więc po Malika. Otworzyła nam drzwi matka, zaprosiła nas do środka, mówiąc, że Michałek jest w łazience, bo musiał się odświeżyć. W końcu zrozumiałe. Ale wtedy drzwi kibla się otwarły i odezwał się Malik:
- siema chłopaki, ja zara bede, ino sie wysrać musze.
No, byłoby naprawdę miło, gdyby Malik czasem jednak coś przemilczał.

Malikowi plan pójścia do knajpy niezbyt się podobał. Więc wymyślił ognisko. Na działce, na której jego matka budowała dom. Wozić nas pijanych zaofiarował się Isiu. Zabawa była przednia, a ognisko wielkie. Jak spaliliśmy już całe drewno, to pijany w sztok Malik dorzucał brykiet. Całymi paczkami. O brykiet upomniała się Malika matka. Miesiąc później. Gdy pojawił się, umówiony wcześniej, fachowiec od parkietów.

Impreza skończyła się chwilę po tym, jak skończył się brykiet i na moment przed przyjazdem policji. Gdy już Isiu podwiózł nas pod blok Malika, poszliśmy go z Mireczkiem odprowadzić. Wyjątkowo. Żeby nie wkurzać matki pana młodego i nie narażać się na awantury za nieswoje winy, postanowiliśmy po cichu wejść i pokierować go do łóżka w jego pokoju, który akurat był tuż obok wejścia. Bez zapalania światła. I kiedy tak szedł Malik chwiejnym krokiem w stronę wyra, potknął się o kosz ze śmieciami, który postawiła mu na środku rozsierdzona matka. Bo takie miała metody. I kiedy tak leżał Malik wśród obierek od ziemniaków i innych odpadków, wyglądał tak, jak jego ślub. O czym mieliśmy przekonać się nazajutrz.

bring it