Swietłana była taka młoda, taka atrakcyjna. Nie pamiętał już, kiedy ostatnio widział taką piękność. Przez te wszystkie lata małżeństwa nie zwracał uwagi na inne kobiety, ale od kilku miesięcy, od kiedy jego żona przeniosła się na stałe do drugiego pokoju, czuł, że czegoś mu brak. Od dawna im się nie układało. Dlatego też przyglądał się innym. A właściwie tylko jednej. Swietłanie. Uważał wprawdzie, że jej makijaż był zbyt wyzywający, a i ubierała się nieco ekstrawagancko. Ale nie wyglądała ani zbyt wulgarnie, ani tandetnie, czy tanio. Wyglądała śmiało. A on miał kompleksy i był ciut wstydliwy.
Pewnego ranka podszedł do niej i zapytał niepewnie.
- ile za numerek?
- standardowo. Sto pięćdziesiąt.
Westchnął ciężko, sięgnął do portfela i wręczył jej odliczone banknoty.
Ten system kolejkowy z numerkami był do dupy, ale nie miał wyjścia ani czasu, a dziś już w końcu musiał zarejestrować samochód.