Postanowiłem zapisać się do zespołu redakcyjnego korpo gazetki. Właściwie namówiła mnie do tego Baśka, mówiąc, że mam dar. Nasza firmowa gazetka to taka trochę „Trybuna Ludu”, ale na początek całkiem spoko. Niestety nie płacą dodatkowo za pisanie, ale kicham na to, bo zamierzam prowadzić najbardziej poczytnego bloga.
Poszedłem więc do koleżanki naczelnej. W korpo wszyscy to koleżanki i koledzy. Wszyscy mówią sobie cześć i po imieniu. Takie panują tu zasady. Są wprawdzie zadzierające nosa wyjątki, jak jedna taka dyrektor, odpowiadająca na moje cześć, chłodnym dzień dobry. Pfff. Jako, że może mi nagwizdać, dałem jej jeszcze dwie szanse. No i za trzecim razem, na moje cześć, zmierzyła mnie wzrokiem od stóp do głów, uśmiechnęła się trochę krzywo i odpowiedziała: cześć. A już miałem ją zacząć ignorować. Ale nie o niej miało być.
Tak więc poszedłem do naczelnej i powiedziałem, że chcę się zapisać. Zapytała, czy czytuję. Co miałem powiedzieć? Że nie? Że raz czytałem? Więc nakłamałem, że tak, że fajna i ogólnie super, ale przyda się im trochę świeżego spojrzenia.
Artykuły do naszej gazetki mogą mieć różne formy. Poradnikowe, np. jak dobrze zorganizować sobie miejsce pracy, jak radzić sobie ze stresem podczas wystąpień, ale też mogą być informacjami o nowym oddziale, o działalności dobroczynnej. Inną formą są wywiady z ciekawymi osobami.
Tadam. I tu od razu pomyślałem o sobie. Ale, że niezręcznie byłoby pisać o sobie samym, chociaż jestem niezwykle interesujący, to do redakcji postanowiłem wkręcić też Baśkę. Baśka to moja koleżanka taka trochę lepsza. Wiem, jak ma na imię ona, jej mąż, wiem, ile ma dzieci i jakie ma hobby. Chodzimy razem na kawę czasami. Do firmowej kuchni na trzecim piętrze. A w korpo to już dużo.
Baśka jednak zaczęła się buntować, bo kiedy powiedziałem w wywiadzie, który miał być o mojej pracy, że w moim dziale mam w cholerę obowiązków, ale najmniej mi pewnie płacą, że niektórzy to nieudolne lenie, że zawsze mnożą problemy, to powiedziała, że się pod tym nie podpisze i z redakcji się wypisała. Ja właściwie też.
Wolę prowadzić swojego bloga, w którym mogę pisać co chcę, o czym chcę i przynajmniej prawdę. O kolegach z dzieciństwa, o ludziach z sąsiedztwa i o samym sobie. No i najważniejsze, że mogę pisać o tym, że niektórzy to nieudolni lenie i że zawsze mnożą problemy.
Pewnie niektórzy trafią tu przypadkiem. Jednych skusi nazwa i chęć przeżycia niesamowitej przygody na boku. Innych, chęć pooglądania gorących akcji. Geneza nazwy jest jednak prosta, jak budowa cepa. Cyber-burdel to pomieszanie z poplątaniem. Pisanie o wszystkim i o niczym. W sieci. Ze zwykłej chęci pisania dla siebie i wprawiania się w tym. Dla przyjemności.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą redakcja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą redakcja. Pokaż wszystkie posty
piątek, 6 września 2013
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)