Pokazywanie postów oznaczonych etykietą soli. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą soli. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 9 października 2014

kto przeżyje swoją śmierć

część I tu <click>

część II tu <click>

Mireczek przeleżał w szpitalu dwa kolejne miesiące z rozłupaną czaszką i wstrząśnieniem mózgu. Żaden z nas nie wrócił jeszcze do siebie. Miewaliśmy koszmary, a on przynajmniej do dziś spał sobie smacznie, nie odzyskując przytomności. W zasadzie cudem przeżyliśmy ten atak zombie. Tych scen żaden z nas nie zapomni do końca życia. Te wspomnienia były ciągle żywe.

Uciekaliśmy wtedy na oślep, w popłochu, w zupełnych ciemnościach słuchając coraz głośniejszych i bardziej przeraźliwych krzyków kolejnych ofiar. Wbiegliśmy do jakiegoś ślepego, jak nam się wydawało, korytarza i zaczęliśmy się barykadować. Byliśmy naprawdę roztrzęsieni. I Kiedy Mireczek dokładał spory głaz, żeby zatkać ostatnią szczelinę, poczuł ugryzienie.
- ghrrr, ghrrr – to Malik charczał, gryząc rękę Mireczka.
- aaaaa. Chłopaki. On mnie ugryzł. Ja pie*dolę. Już po mnie.
- to nie dzieje się naprawdę – wyszeptał Miriam
- ja nie chcę być zombie – zapłakał Mireczek – musicie mnie zabić.
- Mireczek, uratujemy cię – obiecywał Gołąb – musimy tylko…
I zanim skończył zdanie, Isiu walnął Mireczka w łeb deską, którą znalazł gdzieś przy barykadzie.
- Isiu. Daj spokój – krzyczeliśmy, choć sytuacja zaczęła wymykać się spod kontroli.
Łup. Isiu kolejny raz walnął Mireczka. Zaraz potem znowu i trzeci i czwarty. I gdy wydawało się, że w końcu go zabije, od tyłu zaszedł nas Malik i powiedział:
- ej chłopaki. Żartowałem. A o co chodziło z tym zombie?

środa, 8 października 2014

ugryź mnie w dupę

część I tu <click>

- Matka mnie ostrzegała, żebym się z tobą nie żenił. Idiotko.
- a ugryź mnie w dupę… Ałłaaa.

Ta wyjątkowo irytująca para kłóciła się ze sobą od momentu, kiedy zjechaliśmy windą do kopalni, drażniąc tym wszystkich dookoła. Cała wycieczka wiedziała już, że ona jest prostaczką ze wsi i gdyby nie on, to tkwiła by tam do dziś. On zaś, gdyby nie ona, do dziś byłby prawiczkiem, bo żadna inna wcześniej go nie chciała. I takie tam różne inne rzeczy. Na przykład, że był tym prawiczkiem do trzydziestego siódmego roku życia. Spojrzał w popłochu na grupę, z którą przyszli i miał nadzieję, że nikt tego nie usłyszał. Trzy panienki patrzyły dziwnie w sufit wypatrując nie wiadomo czego, kolo z tatuażami pogwizdywał patrząc się na boki, a elegancki starszy pan przyglądał się swoim butom.

Jednak nie sposób było nie spojrzeć na nią, bo strasznie krzyczała.
- Ałłaaaa. Coś mnie ugryzło w dupę.
- Milcz prostaczko. Wszyscy się na ciebie gapią.
- Jezuuu, jak boli. Mnie naprawdę coś ugryzło w dupę.
- Ciebie nawet komary omijały szerokim łukiem.
- Kiedy mnie naprawdę… - i w tej jednej, krótkiej chwili zaczęło się dziać z nią coś dziwnego. Zaczęła charczeć, jakby się dławić. Jej oczy zrobiły się jakieś puste, a jej ciało zaczęło nienaturalnie się wyginać.

- W łóżku byłaś kiepska, aktorsko też nie bardzo – to ostatnie słowa, jakie wypowiedział, zanim rzuciła się na niego i ugryzła w szyję. Tryskająca, jak fontanna, krew zalewała pozostałych uczestników wycieczki, którzy do tej pory przyglądali się tej kłótni w milczeniu.
- Danusiu – przerwał grobową ciszę starszy, elegancki, na oko sześćdziesięcioletni pan – spie*dalajmy.

Po czym łapiąc swą żonę za rękę, skierował się w stronę szybu windy. Skłócony małżonek wił się na podłodze, drąc się jakby go zażynali, gdy zaczęła się w nim dokonywać przemiana, a jego żona w tym czasie rzuciła się w stronę grupy, z którą do tej pory zwiedzała kopalnię. Ludzie zaczęli krzyczeć i rozbiegli się w panice we wszystkich kierunkach. Zaczęło dziać się coś dziwnego.

Byliśmy w zupełnie innej części kopalni, ale zaczęły nas niepokoić te przeraźliwe wrzaski dobiegające z oddali.
- ciekawe co się tam dzieje – zapytał Mireczek.
- pewnie napadło ich zombie – zarechotał Gołąb.
- aaahahahahahahaha – śmialiśmy się do rozpuku. Właściwie to nie wiem czemu, bo żarty Gołębia nigdy nie były śmieszne.
- haha – padłbym chyba ze śmiechu, jakbym zobaczył zombie w Wieliczce – powiedział Isiu.
I padł, gdy tuż przed nim wyskoczyła ta, która kłóciła się z mężem, charcząc i tocząc z pyska pianę. Niestety podskoczyła za wysoko i przy*ebała łbem w stropową belkę. A kiedy padła, my, wykorzystując tę krótką chwilę, rzuciliśmy się do ucieczki, mijając po drodze Malika, który trzymał w ręce jakiś srebrny kołek. Ciekawe, skąd on znowu to za*ebał.
- Maaaalik. Uuu-cie-kaj. Gonią nas zombie - krzyknąłem tylko.
- Tiaa, yhmm. I mecha-godżilla - spokojnie odparł Malik.

część III tu <click>




poniedziałek, 6 października 2014

zombie

Teorię miałem taką, że każda, nawet najbardziej wydumana wizja tego świata, przedstawiana w filmach science-fiction pewnego dnia się spełni. I ta myśl mnie przerażała. Od dziecka. Do dzisiaj. Bo dziś kolejna straszna wizja się sprawdziła.

W podziemiach kopalni soli w Wieliczce działy się dantejskie sceny. Ludzie biegali w popłochu, we wszystkich kierunkach, uciekając podziemnymi korytarzami i krzycząc przeraźliwie. Co chwilę było słychać rozdzierający, mrożący krew w żyłach, rozpaczliwy krzyk kolejnej osoby. Odgłosy wydobywające się z kopalnianego szybu przyprawiały o ciarki obsługę muzeum i oniemiałych z przerażenia przypadkowych świadków. Pracownicy skansenu próbowali coś zrobić, jakoś pomóc, ale nie bardzo wiedzieli jak. Główny transformator został uszkodzony i na dole, w wyrobiskach panowały egipskie ciemności. Ciemności rozdzierane wrzaskami  przerażonych i bezbronnych, biegających ludzi, uciekających przed krwiożerczymi zombie. Bo dzisiaj zombie opanowały świat. A zaczęły w Wieliczce. Akurat, gdy my byliśmy tam na wycieczce. My, czyli ja, Isiu, Gołąb, Miriam, Mireczek i Malik.

Pie*dolony Malik.

Wszyscy chodziliśmy wytyczonymi ścieżkami, słuchając opowieści przewodnika. Przyjechaliśmy tutaj, bo mieliśmy fajne wspomnienia związane z trzydniową wycieczką, na której byliśmy jeszcze w czasach szkoły średniej. Najfajniejsze wspomnienia miał Gołąb. Zakochał się wtedy w Lence. I miał z nią pierwszy seks. Mówiliśmy mu wprawdzie, że poniżej pięciu sekund się nie liczy, ale on upierał się przy swoim. I do dziś ją kochał. Właściwie przyjechaliśmy tu się nachlać, trochę powspominać i odnaleźć miłość jego życia.

Mieliśmy po trzydzieści lat, ale słuchaliśmy fascynujących historii przewodnika, jakbyśmy chodzili do gimnazjum. Albo podstawówki. I kiedy tak podziwialiśmy misternie wykonaną, podziemną kaplicę, Malik postanowił zajrzeć do jednego z sarkofagów. I wtedy się zaczęło…

częsć II tu <click>

bring it