Korpo podzielić można na dwie kategorie. Na chu*owe i na te, które francuskie nie są. Na moje nieszczęście, od dziesięciu lat z okładem pracuję w tych pierwszych. Ale już niedługo. Bo mnie wywalili, kiedy odmówiłem przyjęcia „awansu”. I przyznać się muszę, że gdy mój plan wypali, to będzie to najlepsze, co mogło mi się zdarzyć.
Jak na razie pałam nienawiścią do tego, co francuskie. Całe lata temu obiecałem sobie, że we Francji moja noga nigdy nie postanie. Nie tknę francuskich serów, nie napiję wina, a od wczoraj nawet brzydzą mnie croissanty :-) Pie*dolone żabojady zaszły mi za skórę, ale ja do ku*wy nędzy łatwo nie odpuszczę.
W korpo, jak to w korpo, oprócz fajnych ludzi pracują matoły i ja właśnie z jednym wkrótce się rozprawię. Za wszystkie intrygi, za rozpuszczane plotki, za uśmiech na twarzy w krótkiej chwili chwały, gdy się okazało, że ja wylatuję, a matoł zostaje. Zasrany intrygant, mały złodziejaszek powinien pamiętać, że śmieje się ten zazwyczaj, kto śmieje się ostatni.
Rany, krew się poleje!!!!
OdpowiedzUsuńBardzo fajny blog zacznę zaglądać częściej. Zapraszam do komentowania i obserwowania mojego bloga http://nothappyandnews.blogspot.com/?m=1
OdpowiedzUsuń