To jest dopiero kumulacja. Jak w kawale jakimś, bo coś takiego w życiu to się rzadko zdarza. Zaczynał się długi weekend i plany były fajne, przynajmniej do chwili, zanim mnie dopadło cholerne przeziębienie. Prawdziwy mężczyzna nie choruje, prawdziwy mężczyzna umiera. Tak mówią kobiety. A ja mam kolejny dowód na to, że mam coś z kobiety, bo funkcjonuję jak codzień i się nie użalam. Nie jęczę wniebogłosy, nie pociągam głośno nosem, nie wykonuję też żadnych teatralnych gestów. Może to dlatego, że mieszkam sam od lat i nie mam dla kogo. W zasadzie, gdy pomyślę, to miałem tak od dziecka. Co innego mój ojciec. Gdy tylko się przeziębił, zalegał jak kłoda, głośno stękał, głośno smarkał i obwieszczał światu, że pewnie umiera.
Nie to co ja. Siedzę sobie w domu i nie mam zamiaru, by ktoś się pałętał i suszył mi głowę. Zrobiłem zapasy, zakupiłem leki, próbuję też różnych domowych sposobów. Mam zapchany nochal, kicham jak cholera, a poza tym więcej nic mi nie dolega. I pewnie bym to przeżył, gdyby nie moja wiara, że potrafię sobie ugotować obiad, choć na co dzień umiem tylko smażyć jajka ;). Wiara czyni cuda i tak jest zazwyczaj, choć nie w tym przypadku, co się objawiło bulgotaniem w brzuchu, chwilę po obiedzie. Zaczęło się niewinnie, ale z każdą chwilą było coraz gorzej. Wprost nie nadążałem biec do toalety. No krew mnie chciała zalać, pieprzona biegunka. Zwijałem się z bólu, leżąc na kanapie, choć plus był tego taki, że przestałem kichać.
Ty gotować potrafisz :-) to była zwykła grypa jelitowa i tyle! Ale nie zazdroszczę takiego długiego weekend brrr
OdpowiedzUsuń