Ja zawsze marzyłem o tym, żeby móc pracować gdzieś w okresie wypowiedzenia. Nie dane mi jednak było, bo za każdym razem, gdy odchodziłem z firmy i składałem papier, to zwalniali mnie od razu ze świadczenia pracy. Inaczej niż w tym korpo. Tu oni mnie zwolnili, ale trzymają do końca. Czyli do końca lutego. Od sześciu długich lat siedzę w tym burdelu i o takim przypadku jeszcze nie słyszałem. Inni w sumie też. Zazwyczaj w piątki, najczęściej ostatnie, wpadały te smutne laski lub kolesie z HR-ów, papiery fruwały, łzy lały się strumieniami i w ciągu trzydziestu minut niektórych już nie było. Takie były metody. A ze mną było inaczej. Więc miałem wyjebane.
I gdy mnie kiedyś, ktoś w końcu zapytał:
- Ty. A co ty właściwie robisz w tej pracy na wypowiedzeniu?
To ja zgodnie z prawdą mu odpowiadałem:
- no jak to? Zapie*dalam.
To najlepsze trzy miesiące, które przeżyłem w tej firmie. A właściwie dwa i pół. Zabawiłbym z chęcią dłużej, ale wzywają mnie całkiem nowe obowiązki. I nowe wyzwania.
Ciekawe czy się kiedyś spotkaliśmy...
OdpowiedzUsuńNie wiem. Może... :-)
OdpowiedzUsuńRzeczywiście prawdziwy tu miszmasz :)
OdpowiedzUsuńO! To ja tak w 30 minut wyfrunęłam razem z tymi kartkami :D
OdpowiedzUsuń