sobota, 1 marca 2014

zapiekanki noco

Dochodzi północ. Wchodzimy z Łukaszem do całodobowego supermarketu w centrum miasta, w którym serwują całkiem niezłe zapiekanki. Nocne towarzystwo zawsze jest tu przemieszane. Są też żule.

Ekspedientka do żula:
- Co to za kręcenie się po sklepie? Brać i płacić, a nie towar przekręcać mi na półkach.
Ja, rozbawiony, podchodząc do kasy:
- No. I bardzo dobrze. Porządek musi być. Dwie zapiekanki proszę.
- Nie ma.
- Jak to nie ma?
- Ano. Taki naród. Wyjadł nam po świętach wszystkie zapiekanki. Ale wódkę mamy dobrą. W promocyjnej cenie.
- Ale ja nie mogę tych pustych kalorii.
- Ano tak. Pan prowadzi, to nie może, bo my z koleżanką...
Ekspedientka druga, przerywając:
- My nie możemy.
- A co nie możemy?
- No przestań! Nie możemy.
Ta pierwsza, puszczając oczko:
- A kto nam zabroni? My wszystko możemy, ale...
- Niech pani nie żartuje, bo przyjdzie tu jakiś kapuś i będzie afera.
- Ano. W sumie racja.
- Bo ludzie to świnie. Przyjdzie tu jeden taki, o zapiekankę zapyta, tu się pouśmiecha, tu jakoś zagadnie...
- No. Niech pan uważa.
- Uważam. A na co?
- Bo jakby co, to następnym razem możemy pan otruć.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

bring it