piątek, 21 marca 2014

pan Alojzek i żule

Dżizas. Mam najlepsze zadatki na to, żeby być kiedyś taki, jak pan Alojzek spod jedynki. Nie tam, żebym miał coś do pana Alojzka, bo fajny z niego gość, choć trochę popierdółka. Znam go właściwie od dziecka i odkąd pamiętam, był na emeryturze. Poza tym, odkąd pamiętam, chodził też w tych nieśmiertelnych ogrodniczkach i czapeczce z daszkiem. Przysiągłbym, że od dwudziestu lat w tych samych. Kiedy przychodzi pora letnia, pan Alojzek okupuje ławkę pod blokiem od rana do wieczora. I każdego zagadnie, a to o pogodzie, to o polityce czy o końcu świata. I choć sympatyczny, to czasem mnie wku*wia.

Ale dziś uświadomiłem sobie, że ja mam tak samo. Zagaduję wszystkich ludzi dookoła, to kasjerki w sklepie, to panie na poczcie, starsze panie w parku i ludzi w kolejce. O dżizas. Będzie młodzież o mnie mówić, że jestem popierdółką. Masakra. Bo w tym kraju lepiej zbyt z życia się nie cieszyć i nie być otwartym i miłym dla ludzi.

Na szczęście mam też drugie oblicze. Posępne. Chodzę z wyrazem wku*wu na twarzy i bywam niemiły. Dla wszelkiej maści żuli. Traktuję bydło z buta i nigdy nie daję żadnej łajzie kasy. Choć raz mi się zdarzyło, gdy szedłem ulicą, a z naprzeciwka żul i pytał przechodniów o kasę na zupę. I gdy się zbliżyłem, to ten mnie zagadnął:
- dzień dobry szefie – zaczął - Czy…?
- NIE!!! – odparłem krótko i przybrałem szybko wściekły wyraz twarzy.
- ale ja nie o to.
- to o co?
- ja mam tylko takie pytanie. Czy pan nie grał kiedyś w Górniku Zabrze?
- nie. Na pewno nie – odparłem rozbawiony.
- a bo kogoś mi pan przypomina. To chyba z tvn-u?!
- też nie bardzo, ale dzięki – i na głos się zaśmiałem.
- a miałby pan złotówkę?
- zazwyczaj nie daję, ale tak mnie pan rozbawił….

I żul zarobił piątkę. Bo liczy się pomysł i inwencja twórcza. A za dobrą rozrywkę zawsze lubię płacić.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

bring it