sobota, 29 marca 2014

glory, glory, alleluja

To był ostatni dzień jej wakacji. Siedziała w hotelowym barze, leniwie sącząc drinka i rozglądając się wokoło obserwowała ludzi. Znała większość tych twarzy od dwóch tygodni, spotykała je każdego dnia, po kilka razy, przy hotelowym korycie. To znaczy przy szwedzkim stole, w hotelowej restauracji, na wczasach all inclusive, w gorącym Meksyku. Po co ona, do cholery, przyleciała do tego Meksyku? Co ona tu widziała? Piramidy na jednej z fakultatywnych wycieczek? Meksykańską kapelę? Kaktusy w donicach? Wynudziła się jak mops i w zasadzie nie spodziewała się już żadnych atrakcji. Popijając margaritę przeleciała obojętnym wzrokiem jeszcze raz po całym towarzystwie i nagle po drugiej stronie baru zobaczyła JEGO.

- Oooo słodki Jjjjjezusie - zaskomlała w duchu. Oooo jjjaaasna cholera. O święta panienko, zaraz padnę trupem. Ciekawe jak wyglądam?! Ciekawe jak włosy?! No gdzie to lusterko. No przecież...
- Choleera jasna! Matko boska! Psiaaa kreeew! - myśli kotłowały jej się w głowie, gdy nerwowo grzebała w plażowej torebce.

Takich facetów nie widywała na codzień. Z racji wykonywanego zawodu obracała się wśród gejów. Jej serce zabiło mocno, wzrósł puls, a na policzki wypłynęły różowe rumieńce. Płoniła się zresztą dość często, bo na codzień była skromna i raczej nieśmiała. I tymczasem, gdy tak grzebała w tej torebce, szukając lusterka, ON dosiadł się obok, stawiając przed nią, na barze, kolejnego drinka. Czuła, jak oblewa ją fala gorąca, na zmianę z zimnym potem. Czuła wzrastające z każdą sekundą podniecenie. Ten żar palący ją od środka. Uczucie, którego nigdy wcześniej nie zaznała.

Nawet się nie zorientowała, kiedy znaleźli się w hotelowej windzie, całując się namiętnie i nerwowo rozbierając. Ich dłonie błądziły wzajemnie po ich ciałach, ich usta przywierały w namiętnym pocałunku, jego lędźwie przywierały do jej bioder. Zanim dotarli do jego pokoju, byli już prawie nadzy. Jego usta pieściły jej usta, jej szyję, jej piersi, jej brzuch i schodziły coraz niżej i niżej i niżej i...

- aaaaaaaahhhh - wyrwało się z jej piersi. Nikt, nigdy wcześniej nie zrobił jej tak dobrze. Kiedy spojrzała w jego oczy, widziała w nich tylko dziką żądzę. Była cała jego i kiedy w nią wchodził, z rozkoszy omal nie umarła. Cały świat zawirował. Rozstąpiły się niebiosa i nastała jasność i zabiły dzwony. Glory, glory, alleluja. Wiła się na łóżku niczym wąż, jęczała coraz głośniej i głośniej, głośniej biły też dzwony. I zaraz pukanie.
- siostro Małgorzato. Siostro Małgorzato. Matka przelożona wzywa. Na nieszpór znów zaspałaś.

1 komentarz:

bring it