- Aaaaaaaaaaa - przebiegła tuż koło mnie z krzykiem pięcioletnia, na oko, dziewczynka, w tlącym się płaszczyku, który zajął się od znicza.
- Nie bieeegaaaj dziewczyyynko, bo się spooocisz i przezięęębisz - to miły, starszy pan o lasce próbował jej poradzić, nie zauważając płomieni na dole płaszczyka.
- Zosia się pali, Zosia się pali - to jej starszy brat śmiejąc się biegł za nią.
- Zosia. Zatrzymaj się. Zosiaaa - gonił córkę tata i kiedy ją dopadł, próbował ugasić płomienie rękami. Lecz gdy nie pomogło, przewrócił ją na ziemię i zaczął ją turlać, podpalając przy okazji dużą stertę liści.
- Jezus Maria Andrzej. Pobrudzisz jej płaszczyk. No psiakrew! Cholera!
- Dobrze, że my mamy wszystkich tutaj na Lipowym, bo w przyszłym roku to będziemy musieli jechać do Katowic.
- jak to do Katowic?
- na grób twojej ciotki.
- ja wiem Maryla, że Ty jej nie lubisz. Ale ciotka Halina ciągle jeszcze żyje i wciąż ma się dobrze.
- oj tam, oj tam Stefan. A pamiętasz wiosną, jaka była słaba?
- zwykłe przeziębienie. Każdemu się zdarza.
- teraz też narzeka, że ją serce boli. Coś mi się wydaje, że za rok ta jędza zrobi nam psikusa.
- Halina? Że umrze?
- że znowu przeżyje.
- dooooobryyyyyy jeeeeeezuuuuu aaaaaa naaaasz paaaaanieeee. Daaaaj nam wieeeeczne spooooooczyyyyyywanie - to grupa starszych pań i starszych panów wyłoniła się z bocznej alei, zawodząc smutnie i idąc powoli, kołysząc się na boki. Dziwnie tak wyglądali w blasku palących się zniczy.
- a czemu oni tak dziwnie idą i tak jakoś jęczą? - zapytała Zosia.
- bo to idą zombie - powiedział jej starszy brat.
- Aaaaaaaaaaaaaaa - przebiegła tuż koło mnie z krzykiem pięcioletnia, na oko, dziewczynka, w nadpalonym płaszczyku.
Pewnie niektórzy trafią tu przypadkiem. Jednych skusi nazwa i chęć przeżycia niesamowitej przygody na boku. Innych, chęć pooglądania gorących akcji. Geneza nazwy jest jednak prosta, jak budowa cepa. Cyber-burdel to pomieszanie z poplątaniem. Pisanie o wszystkim i o niczym. W sieci. Ze zwykłej chęci pisania dla siebie i wprawiania się w tym. Dla przyjemności.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą cmentarz. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą cmentarz. Pokaż wszystkie posty
sobota, 1 listopada 2014
środa, 1 października 2014
sex w małym mieście
Carrie, Samantha, Charlotte i Mirinda miały się za gwiazdy. Właściwie to Iwona, Renata, Sabina i Dżesika. Przez duże DŻ-y. Miało być bardziej oryginalnie, ale stary Marczuk nie znał angielskiego ni w ząb. Imię wymyśliła jego żona, która angielskiego kiedyś liznęła na powiatowym kursie finansowanym przez Unię. Nauczyła się gud myrning i senkju, ale kiedy pięćdziesiąt procent uczestniczek z kursu zrezygnowało, to Marczukowa nie chciała chodzić sama. W Urzędzie Gminy nie wiedzieli, jak to napisać. Nie wiedzieli też w sąsiedniej gminie, ani w Urzędzie Powiatowym. Więc została Dżesiką. Ale za to przez duże DŻ-y.
Carrie, Samantha, Charlotte i Mirinda to były ich pseudonimy. Wszystkie były zafascynowane „Seksem w wielkim mieście”, choć same mieszkały w małej pipidówie. Pewnego dnia postanowiły lansować się na swoje bohaterki. Koleżanki mówiły wprawdzie Mirindzie, że w serialu to była akurat Miranda, ale jej bardziej podobało się Mirinda. I ch*j. I co zrobisz, jak się baba uprze?
Iwona została Samanthą. Choć akurat najmniej ją przypominała. Była wielka i nieociosana, z kwadratową gębą o rumianych licach. I nie miała cycków. Samanthą akurat chciała być każda, ale Iwona była najsilniejsza. Nawet wśród chłopaków ze wsi. Zresztą wszyscy ją z chłopakiem mylili, a gdy ktoś tam coś tam, to w mordę dostawał.
W życiu jak w filmie. Pierwsza z chłopakami zaczęła urzędować Samantha, próbując szybkiego numerku z kolesiem na cmentarzu. Lecz jej się nie podobało. Bo proboszcz był nachlany. I w filmie, jak w życiu. Pomylił ją z chłopcem.
część II tu <click>
Carrie, Samantha, Charlotte i Mirinda to były ich pseudonimy. Wszystkie były zafascynowane „Seksem w wielkim mieście”, choć same mieszkały w małej pipidówie. Pewnego dnia postanowiły lansować się na swoje bohaterki. Koleżanki mówiły wprawdzie Mirindzie, że w serialu to była akurat Miranda, ale jej bardziej podobało się Mirinda. I ch*j. I co zrobisz, jak się baba uprze?
Iwona została Samanthą. Choć akurat najmniej ją przypominała. Była wielka i nieociosana, z kwadratową gębą o rumianych licach. I nie miała cycków. Samanthą akurat chciała być każda, ale Iwona była najsilniejsza. Nawet wśród chłopaków ze wsi. Zresztą wszyscy ją z chłopakiem mylili, a gdy ktoś tam coś tam, to w mordę dostawał.
W życiu jak w filmie. Pierwsza z chłopakami zaczęła urzędować Samantha, próbując szybkiego numerku z kolesiem na cmentarzu. Lecz jej się nie podobało. Bo proboszcz był nachlany. I w filmie, jak w życiu. Pomylił ją z chłopcem.
część II tu <click>
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)