Pokazywanie postów oznaczonych etykietą cycki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą cycki. Pokaż wszystkie posty

środa, 1 października 2014

sex w małym mieście

Carrie, Samantha, Charlotte i Mirinda miały się za gwiazdy. Właściwie to Iwona, Renata, Sabina  i Dżesika. Przez duże DŻ-y. Miało być bardziej oryginalnie, ale stary Marczuk nie znał angielskiego ni w ząb. Imię wymyśliła jego żona, która angielskiego kiedyś liznęła na powiatowym kursie finansowanym przez Unię. Nauczyła się gud myrning i senkju, ale kiedy pięćdziesiąt procent uczestniczek z kursu zrezygnowało, to Marczukowa nie chciała chodzić sama. W Urzędzie Gminy nie wiedzieli, jak to napisać. Nie wiedzieli też w sąsiedniej gminie, ani w Urzędzie Powiatowym. Więc została Dżesiką. Ale za to przez duże DŻ-y.

Carrie, Samantha, Charlotte i Mirinda to były ich pseudonimy. Wszystkie były zafascynowane „Seksem w wielkim mieście”, choć same mieszkały w małej pipidówie. Pewnego dnia postanowiły lansować się na swoje bohaterki. Koleżanki mówiły wprawdzie Mirindzie, że w serialu to była akurat Miranda, ale jej bardziej podobało się Mirinda. I ch*j. I co zrobisz, jak się baba uprze?

Iwona została Samanthą. Choć akurat najmniej ją przypominała. Była wielka i nieociosana, z kwadratową gębą o rumianych licach. I nie miała cycków. Samanthą akurat chciała być każda, ale Iwona była najsilniejsza. Nawet wśród chłopaków ze wsi. Zresztą wszyscy ją z chłopakiem mylili, a gdy ktoś tam coś tam, to w mordę dostawał.

W życiu jak w filmie. Pierwsza z chłopakami zaczęła urzędować Samantha, próbując szybkiego numerku z kolesiem na cmentarzu. Lecz jej się nie podobało. Bo proboszcz był nachlany. I w filmie, jak w życiu. Pomylił ją z chłopcem.

część II tu <click>

środa, 24 września 2014

nimfomanka

Kiedy zaczęły krążyć plotki o tym, że Eliza zostanie powołana na Rzeczniczkę do spraw równego traktowania kobiet, panią Anielę zaczęła rozpierać prawdziwa duma. Sama wychowywała córkę, harowała na dwa etaty, żeby zapewnić jej dodatkowe zajęcia, a później wspierać ją, gdy wyjechała na studia do miasta. To znaczy do wielkiego miasta, bo same też mieszkały w mieście, ale w trochę mniejszym. Takim pięciotysięcznym. Czyli w pipidówie.

Wieść szybko rozeszła się po miasteczku, po popołudniowym wydaniu „Panoramy” na Dwójce. Pani Aniela chodziła po rynku dumna jak paw. Wszyscy, wszędzie, na każdym straganie opowiadali o tym wielkim wydarzeniu. Poza księdzem Janem, tym od Hetmańczyków, którego wzięli na proboszcza do Sandomierza, nikt więcej kariery w mieście nie zrobił. Ludzi rozpierała duma. A najbardziej panią Anielę.
- to moja córka – mówiła – jest po psychologii i jest nimfomanką.
Ludzie kiwali głowami z podziwem, trochę pani Anieli zazdroszcząc. Nie wiedzieli wprawdzie co to jest ta nimfomanka, ale jak mówili o niej w telewizji, to musiała być to całkiem niezła fucha.

Następnego dnia pisały o tym wszystkie gazety. Pani Aniela kupowała je wszystkie i w dwóch egzemplarzach.
- to moja Eliza. Jest nimfomanką, skończyła psychologię.
- patrz pani – skwitowała kioskarka – jakich to różnych rzeczy tera na tych studiach uczo.

Kiedy w miasteczku pojawili się dziennikarze z różnych telewizji i gazet, mieszkańcy ochoczo z nimi rozmawiali. Nagle każdy pamiętał Elizę z dzieciństwa. To u kogoś kupowała co rano świeże pieczywo, to ktoś jej kiedyś pomógł naprawić rower.
- to nasza Eliza – mówili – Zawsze zdolna była. No i patrz pan, panie. Nimfomanka.

Kiedy Elizę z hukiem wylali po dwóch tygodniach piastowania stanowiska, w miasteczku zawrzało. Zawrzało też w ministerstwie. Wstawiły się za nią wszystkie koleżanki z którymi działała. Przez ostatnie lata, jako feministka.



poniedziałek, 2 grudnia 2013

sex telefon, frele i pulok Zeflika

Ten pomysł, jak wiele fajnych pomysłów, narodził się przypadkiem. W piątkowe popołudnie, gdy wybraliśmy się z Ksenią i Halszką na kawę po pracy. To znaczy po ich pracy, bo ja mam wyjebane. Od dziś przez trzy miesiące, każdy dzień w robocie będzie dla mnie piątkiem. No więc poszedłem z dziewczynami i gdzieś po godzinie, od słowa do słowa wpadliśmy na pomysł, jak rozkręcić biznes. Pomysł nieco stary, lecz nam się spodobał i mieliśmy ubaw, jak jasna cholera. A pomysł był prosty. Sex telefon, ino że po ślonsku. Dlo dziołch i dlo synków. Nie wiem, kto wpadł na to, ale że nam humor bardzo dopisywał i mamy fantazję, to postanowiliśmy popuścić jej wodze.

Pierszo do roboty zabroła sie Ksenia, bezpruderyjno hanyska rodem z Rudy Ślonskij, kierom łojce wzieni do Kijowa, kaj mieszkoł jej fater, jak mioła czi lota. Kiej wrócili nazod na Ślonsk, Ksenia mioła lot łozimnoście i boła z niej cołkiem, cołkiem szwarno frela. Godoła po polsku, cudowną polszczyzną, ino z tym pierońskim, ukraińskim akcentem. Jako, że na codziń robiła w tym korpo, to se wymyśliła na szybko pseudonim i od dzisiok boła z nij goronco Gryjta. Halszka boła z Siemców i tyż boła piykno. I kozała se godać, że jest gryfno Truda. Jo żech sie mianowoł szefem interesu, bo boł ze mnie miglanc i nie znom ślonskiego. Lachali my sie z tego, jakby my sie gorzoły łożarli, a nie popijali bonkawy z kremonom. No i Ksenia, od dziś goronco Gryjta, zaczoła….

Dzyń, dzyń.
- Jaaaa, mhmm tu goronco Gryjtaaa, doczkała żech na ciebie. Jak mosz na imie?
- Zeflik.
- Mhmmm, Zefliiik, jaaaa. Byda dzisiok twojom lipstom. Jak chcesz, cobym seblekła kiecke, wciś jedyn.
- ja. Wciskom.
- Mhmmm, jaaaa, gracom sie, seblekom kiecke, mom jeszcze na sobie batki i cycenhalter. Jak chcesz, cobym seblekła cycenhalter wciś dwa.
- ja. No chca.
- Mhmmm, seblekom powoli lajbik, macom moje cycki, chciołbyś je pomymlać, ja? Mhmm, nie mom już cycenhaltra, jak chcesz cobym seblekła batki, wciś czi. Seblekom sie powoli, mhmm, jaaaaa, jes żech już goło, macom swoje cycki, jaaaa, gut. Co chciołbyś ze mnom robić? Jak chcesz dować kusika, wciś cztery. Jak chcesz cobym to jo ci doła dzióbka, wciś pińć. Jaaa, czekoła żech na takiego gryfnego karlusa. Jes żech już coło mokro. Jaaa, mhmm, a jak tam twój mały?
- mały? A poszoł do szkoły. A czemu pytosz?

czwartek, 17 października 2013

Alfons

Dla Alfonsa pracowały zawsze najfajniejsze laski. Sława ich sięgała okolicznych miast, a bywało tak, że przekraczała i granice kraju. Alfons miał nosa do dziewczyn. Kilka z nich zrobiło zresztą furorę w Irlandii, parę w Niemczech i po jednej w Amsterdamie, Rzymie i Paryżu. Dziewczyny w swoim fachu były mistrzyniami, każdemu dogodziły, klienci tam walili drzwiami i oknami. Najsłynniejsza jednak była Angelika, zgrabna i powabna ze zwinnym języczkiem i sprawnymi palcami. Każdego klienta, zanim go przyjęła zabawiała zawsze przemiłą rozmową. Oczko w głowie szefa. I to do niej właśnie ustawiały się kolejki.

Alfons sam w sobie był niskiego wzrostu, lecz miał duże ego. I do tego ego dopasował image. Nosił się w koszulach rozpiętych do pępka, pokazując światu owłosioną klatę i złote łańcuchy. Na serdecznym palcu nosił wielki sygnet, który eksponował głaszcząc się po wąsie, doglądając z dumą swego interesu. I do tego jeździł czerwonym mondeo. Budził w okolicy respekt, wszyscy go szanowali. Lecz miał jedną wadę. Nie znosił krytyki. No właściwie dwie. Nie lubił konkurencji. O czym miała wkrótce przekonać się Vanessa.

Vanessa do Łomży przyjechała z Płocka. I zaczęła działać sama, wyłącznie na własną rękę. Jej umiejętności były równie duże, jak umiejętności Angeliki. Choć niektórzy mówili, że o wiele większe. Duży był też biust Vanessy, co mógł widzieć każdy, gdy się nad nim pochylała. W bardzo krótkim czasie odbiła część klientów dziewczynom Alfonsa.

Alfons na początku chciał ją wziąć pod skrzydła. Kusił kasą, zleceniami i dobrą opinią, jaką miały w Łomży jego podopieczne. Vanessa pozostała jednak nieugięta, była niezależna, no i w fachu świetna. Zarabiała krocie i nie miała w planach płacić komuś za nic zwykłego haraczu. Wkrótce zaczęła dostawać dziwne anonimy, głuche telefony, listy z pogróżkami. Nie zważając na nic przyjmowała dalej w swoim saloniku. Przynajmniej do czasu, gdy ktoś jej podrzucił koktajl Mołotowa. I pewnie skończyłaby się ta bitwa zwycięstwem Alfonsa, gdyby nie przypadek. Klient Angeliki nabawił się żółtaczki, gdy ta przez przypadek zacięła go brzytwą.

W bardzo krótkim czasie interes podupadł. Dziewczyny się pozwalniały, zniknął także Alfons. Alfons Grzywko z Łomży. Mistrz fryzjerski. Z trzydziestoletnim stażem.

wtorek, 3 września 2013

o cyckach Marianny

W końcu będzie o cyckach. O cyckach Marianny. A te to ona miała wielkie. Tak wielkie, że kiedy wychodziła zza rogu, najpierw był cyc, długo, długo nic i za chwilę ona sama.

Marianna pracowała w małym, budowlanym markecie. W większości z męską klientelą. Ustawiały się do niej zawsze długie kolejki, mimo, że kasa obok była pusta. Pusta też była druga kasjerka i nie miała cycków. Dlatego każdy, nafaszerowany testosteronem budowlaniec na początek dobrego dnia, chciał właśnie jej pozaglądać w dekolt.

A ten też był wielki. Prawie, jak cycki. Przychodził tam też jeden taki niski. Był tak mały, że kiedy stał na wprost Marianny, to cycki miał dokładnie na wysokości oczu. Trochę komicznie to wyglądało. Zresztą ją też to śmieszyło, ona była ubawiona a on w siódmym niebie. Więc Marianna, kiedy miała dobry humor, smyrała go tymi cyckami po nosku.

Cycki miały też swoje wady. Każdemu czasem zdarzy się nie trafić łyżeczką, czy widelcem do ust i jedzenie spada. Najczęściej na podłogę. Mariannie spadało na cycki. Gdyby miała mniejsze, to też spadłoby jej na podłogę. Jak innym. No, ale o ile żarcia z podłogi już się raczej nie zje, to to z cycków można. Niejeden by chciał. Nie ze swoich cycków, a z cycków Marianny.

Jeszcze większe cycki miała moja bardzo stara sąsiadka, pani Mroczkowa. Od dziecka coś mi w nich jednak nie pasowało. Zorientowałem się po latach, kiedy poznałem Mariannę. Bo Marianna swoje cycki nosiła na piersiach, a pani Mroczkowa na biodrach. Cycki pani Mroczkowej były pewnie ciężkie, a ciężary, jak wiadomo, nosi się na plecach, o czym ona pewnie nigdy nie myślała.


bring it