Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ekstaza. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ekstaza. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 31 marca 2014

o męskiej przyjaźni Jose i Fernando

O męskiej przyjaźni Jose i Fernando będzie kiedy indziej. Prawdopodobnie. Bo głowy nie dam.. 

Prędzej chyba zostanę profesjonalnym grafikiem. A całkiem nieźle mi idzie...

sobota, 22 marca 2014

jak Staszek Marka brał od tyłu


Marzena i Marek byli szczęśliwym małżeństwem od czternastu lat. Dla znajomych ich związek stanowił wzór do naśladowania. Szczęśliwi, wciąż w sobie zakochani, odnosili się do siebie z niesamowitym szacunkiem. Marek był pierwszym mężczyzną w życiu Marzeny. Był jej całym światem, który zawirował, gdy on pojawił się u jej boku. Kochała go nad życie, była mu wierna i od dnia, kiedy go poznała, inni mężczyźni przestali dla niej istnieć. Marzena codziennie dostawała też od Marka dowód tej miłości. Owocem tej miłości była Jagoda, ich dwunastoletnia córka i Adaś, od Jagódki nieco młodszy. Wspólnie tworzyli piękną, kochającą się rodzinę. Do dzisiaj.

Bo dzisiaj Marzena wyszła z sądu, z ostatniej rozprawy, na której sędzia orzekł rozwód. Rozwód z winy Marka. Jej ukochanego niegdyś Marka, który zdradził ją ze Staszkiem, jego najlepszym przyjacielem, jeszcze z czasów studiów, co Marzena odkryła przypadkiem, wracając do domu z dziećmi wcześniej, po ewakuacji kina. Marzena była zdruzgotana. Dla niej to był koniec. Koniec świata, który w tej jednej, krótkiej chwili legł w gruzach. Choć Marek przez wiele miesięcy próbował ten świat ratować.

Sędzia, który niejedno pewnie w życiu widział i słyszał, słuchał jej zeznań z rozdziawionymi ustami. Bo i okoliczności zdarzenia były szokujące. Kiedy Marzena wróciła z dziećmi z kina wcześniej, zobaczyła swojego ukochanego Marka, leżącego na brzuchu, na kuchennym stole, ze spodniami spuszczonymi do kolan, z wzrokiem nieco mętnym, jakby błogim, wymieszanym z grymasem bólu. Tuż za nim stojącego Staszka, również bez spodni, obejmującego czule jej męża, który wydawał się to sytuacją bardzo zaskoczony. Najbardziej zaskoczone widokiem były jednak dzieci. Stały z rozdziawionymi buziami, ich oczy były wielkie jak spodki i stawały się coraz większe, dopóki Marzena nie zasłoniła ich swoimi drżącymi rękami. To był koniec. Choć kilka godzin wcześniej nic tego nie zapowiadało.

Bo kilka godzin wcześniej Marek, korzystając z okazji, że będzie miał wolny wieczór, zadzwonił do Staszka, zaprosić go na wódkę. I gdy wspominali stare czasy, stracili hamulce i wypili dodatkowo połówkę na głowę. By nieco otrzeźwieć, Marek zrobił kawę i siadając przy stole, wylał wszystko z kubków na siebie i Staszka. Dokładnie na spodnie. Wyskoczyli z krzykiem, mocno poparzeni, drąc się jak cholera, ściągając na szybko oblane wrzątkiem, parzące ich spodnie. Staszek zdarł je szybko, podskakując z krzykiem, lecz Marek się zaplątał i wpadł na stół, uderzając czołem o blat i tracąc przytomność. I kiedy Staszek wziął go pod ramiona, żeby go podnieść i ocucić i sapiąc i stękając, usłyszał zgrzyt klucza w zamku….


czwartek, 20 marca 2014

f*ck me

Związek Karoliny był doprawdy harmonijny. Tworzyła go wspólnie, od lat, z Teodorem. Nie było w nim kłótni ani scen zazdrości, nie było też romantycznych kolacji, ani pitolenia przy księżycu. Było dobrze. Podstawą tego związku było, a jakże, udane życie seksualne. Zagoniona Karolina miała duże potrzeby. A Teodor umiał jej dogodzić. Jak nikt, nigdy wcześniej. Właściwie ich związek opierał się tylko na tym. Ale to kwestia charakterów. Ona była twarda i dość apodyktyczna, on natomiast lubił, by nim sterowano. To ona decydowała na przykład, gdzie i kiedy spędzą urlop. Po prostu pakowała siebie oraz Teodora i wyjeżdżali w jakieś miłe miejsce.

Karolina potrafiła czerpać radość z seksu. On potrafił rozkosz dawać. Jak wtedy, na kuchennym blacie. Leżała bezbronna i naga, on wchodził w nią coraz głębiej i mocniej, nie pytając o zdanie, doprowadzając każdym kolejnym pchnięciem do szalonej ekstazy. Krzyczała, jej ciało wyginało się we wszystkie strony i wstrząsały nim potężne dreszcze, a on nie przestawał. Twardy, niczym stal, nie zważając na nic, rozrywał Karolinę na strzępy, drażniąc jej rozbudzone do granic zmysły. Lub innym razem, gdy leżąc w wannie, wypełnionej po brzegi gorącą wodą, która otulała ją swym ciepłem, przy blasku świec i przy lampce wina, wziął ją gwałtownie i niespodziewanie, doprowadzając do trzech orgazmów. Nikt, nigdy wcześniej nie potrafił tak dogodzić Karolinie.

Gdy dookoła nich, związki przyjaciółek Karoliny rozpadały się, ona trwała przy nim, on stał przy jej boku. Byli świadkami niejednego dramatu, niejednego rozstania, lecz wiedzieli jedno. Oni pozostaną ze sobą na zawsze. Przynajmniej tak mówiła zawsze Karolina. On nie protestował.

Teodor kopnął Karolinę w dupę dość niespodziewanie. Podczas wspólnej kąpieli w gęstej białej pianie. Gdy zapomniała odłączyć go od prądu, w chwili, gdy brał ją od tyłu.


niedziela, 17 listopada 2013

orgie i reklamacja

Związek Rachel (czyt. Rejczel) i Enrique (czyt. Enrike) nie należał do udanych. Był, bo był. Ani ona, ani on nie pamiętali już, kiedy i w jakich okolicznościach przewrotny los zetknął ich ze sobą. Obydwoje piękni, bywali obiektem pożądania wielu.

Ona. Niezwykle kobieca. Atrakcyjna blondynka, o ponętnych kształtach, z obfitym, kształtnym biustem, z zaokrąglonymi biodrami, gładką, nienaturalnie zaróżowioną cerą, zwracała na siebie uwagę mężczyzn. Twarz jej byłaby przeciętna, gdyby nie cudownie wielkie i niebieskie oczy. No i usta. Czerwone, zmysłowe, nieustająco z wyrazem lekkiego zdziwienia. Rachel miała zawsze duże powodzenie u mężczyzn.

On. Prawdziwie męski, o urodzie południowca. Jego śniada cera, w połączeniu z ciemną oprawą czarnych oczu i czarnymi, jak heban włosami budziła seksualne żądze. Wielkie, męskie dłonie, szeroka, umięśniona klatka piersiowa, cudownie owłosiona, powodowała, że dla wielu był ucieleśnieniem bestii. Prawdziwego samca. Idealnym kochankiem. Dla wszystkich. Poza Rachel (czyt. Rejczel).

Nie układało im się od początku. Rachel (czyt. Rejczel) prowadziła dotąd żywot dość hulaszczy, adorowana przez niezbyt atrakcyjnego i niezwykle nieśmiałego lekarza, nie odmawiała swych wdzięków jego przyjaciołom, prowokując wielokrotnie upadlające orgie, w ich domu na przedmieściach. Doprowadzając wszystkich innych po kolei do seksualnej ekstazy, sama nigdy nie miała dość.

Co innego Enrique (czyt. Enrike). Mimo swej niezwykłej, fizycznej atrakcyjności, doświadczenia miał dość skąpe. Jedynie z Olkiem, studentem informatyki.

Dotychczasowe życie Rachel (czyt. Rejczel) również erotyczne, było dla Enrique (czyt. Enrike) barierą nie do pokonania. On był dla niej kolejną zabawką, ona dla niego nikim więcej. Ona mówiła o nim, że jest pusty, on o niej, że jest plastikowa. Byli od siebie tak daleko, choć tak blisko, mieszkając na małym regale, z napisem [reklamacje], w ciasnym magazynku na tyłach miejscowego sex-shopu.




bring it