Ten pomysł, jak wiele fajnych pomysłów, narodził się przypadkiem. W piątkowe popołudnie, gdy wybraliśmy się z Ksenią i Halszką na kawę po pracy. To znaczy po ich pracy, bo ja mam wyjebane. Od dziś przez trzy miesiące, każdy dzień w robocie będzie dla mnie piątkiem. No więc poszedłem z dziewczynami i gdzieś po godzinie, od słowa do słowa wpadliśmy na pomysł, jak rozkręcić biznes. Pomysł nieco stary, lecz nam się spodobał i mieliśmy ubaw, jak jasna cholera. A pomysł był prosty. Sex telefon, ino że po ślonsku. Dlo dziołch i dlo synków. Nie wiem, kto wpadł na to, ale że nam humor bardzo dopisywał i mamy fantazję, to postanowiliśmy popuścić jej wodze.
Pierszo do roboty zabroła sie Ksenia, bezpruderyjno hanyska rodem z Rudy Ślonskij, kierom łojce wzieni do Kijowa, kaj mieszkoł jej fater, jak mioła czi lota. Kiej wrócili nazod na Ślonsk, Ksenia mioła lot łozimnoście i boła z niej cołkiem, cołkiem szwarno frela. Godoła po polsku, cudowną polszczyzną, ino z tym pierońskim, ukraińskim akcentem. Jako, że na codziń robiła w tym korpo, to se wymyśliła na szybko pseudonim i od dzisiok boła z nij goronco Gryjta. Halszka boła z Siemców i tyż boła piykno. I kozała se godać, że jest gryfno Truda. Jo żech sie mianowoł szefem interesu, bo boł ze mnie miglanc i nie znom ślonskiego. Lachali my sie z tego, jakby my sie gorzoły łożarli, a nie popijali bonkawy z kremonom. No i Ksenia, od dziś goronco Gryjta, zaczoła….
Dzyń, dzyń.
- Jaaaa, mhmm tu goronco Gryjtaaa, doczkała żech na ciebie. Jak mosz na imie?
- Zeflik.
- Mhmmm, Zefliiik, jaaaa. Byda dzisiok twojom lipstom. Jak chcesz, cobym seblekła kiecke, wciś jedyn.
- ja. Wciskom.
- Mhmmm, jaaaa, gracom sie, seblekom kiecke, mom jeszcze na sobie batki i cycenhalter. Jak chcesz, cobym seblekła cycenhalter wciś dwa.
- ja. No chca.
- Mhmmm, seblekom powoli lajbik, macom moje cycki, chciołbyś je pomymlać, ja? Mhmm, nie mom już cycenhaltra, jak chcesz cobym seblekła batki, wciś czi. Seblekom sie powoli, mhmm, jaaaaa, jes żech już goło, macom swoje cycki, jaaaa, gut. Co chciołbyś ze mnom robić? Jak chcesz dować kusika, wciś cztery. Jak chcesz cobym to jo ci doła dzióbka, wciś pińć. Jaaa, czekoła żech na takiego gryfnego karlusa. Jes żech już coło mokro. Jaaa, mhmm, a jak tam twój mały?
- mały? A poszoł do szkoły. A czemu pytosz?
Pewnie niektórzy trafią tu przypadkiem. Jednych skusi nazwa i chęć przeżycia niesamowitej przygody na boku. Innych, chęć pooglądania gorących akcji. Geneza nazwy jest jednak prosta, jak budowa cepa. Cyber-burdel to pomieszanie z poplątaniem. Pisanie o wszystkim i o niczym. W sieci. Ze zwykłej chęci pisania dla siebie i wprawiania się w tym. Dla przyjemności.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sextelefon. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sextelefon. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 2 grudnia 2013
środa, 13 listopada 2013
puszczalska Marta
Marta była puszczalska. Puszczała się za kasę i dobrze jej z tym było, a przy okazji mogła zapewnić sobie w miarę godny byt, bo taki sposób miała, by sobie dorobić do swej nędznej pensji. Właściwie to nie puszczała się za kasę bezpośrednio, nie miała cennika, jak pierwsza lepsza dziwka, stojąc na ulicy. Marta była wyrachowana, tak o niej mówiono, bo sama tego słowa znaczenia nie znała. Zawsze celowała w bogatych kochanków, a ci jej kupowali przeróżne prezenty. No, ale dostając, dla przykładu, buteleczkę perfum, oszczędzała na tym jakieś dwieście złotych, których ze swej nędznej pensji wydawać nie musiała.
Za upojną noc dostała piżamkę, za kolejne dwie jakieś tam kolczyki, od innego laptopa, był też taki jeden, co kupił jej zmywarkę. Wszyscy dookoła mieli ją za głupią, ale koleżanki ciut jej zazdrościły, a to nowych butów, to nowego płaszcza. Każdy coś podejrzewał, choć nikt nie miał dowodów, w jaki sposób na luksusy zarabiała Marta. A że była próżna, drażniła swymi prezentami skromne koleżanki. Przychodziła ciągle w jakichś nowych ciuchach, wszystkim się chwaliła. I gdy kiedyś chwaliła się na przerwie, przy kawie, jaką ma kurteczkę, jedna z nich nie wytrzymała i wprost wypaliła: -kurtkę masz za dupę? Nie, nie, nie, do pasa – odparła jej Marta.
Łatwo było wrzucić Martę do worka z dziwkami, lecz puszcza się prawie każdy, by cel swój osiągnąć. A to lepszą pensję, a to stanowisko, będąc przy okazji zakłamaną szmatą. Zresztą przyznać muszę, że sam się puszczałem, choć na tyle głupio, że zawsze za darmo i dla przyjemności. No może raz, za plakat. Góra dwa, bo kiedyś też dostałem za to dużą paczkę chipsów. A było to tak: - weź te chipsy, bo ja naprawdę tego nie jem. A, że było po randce, był sex i jeszcze chipsy, to było puszczalstwo, choć do dziś mi głupio. Bo patrząc na Martę i jej koleżanki, ona ma mieszkanie, one lepszą pracę, a ja mam jedynie do spłacania raty.
Za upojną noc dostała piżamkę, za kolejne dwie jakieś tam kolczyki, od innego laptopa, był też taki jeden, co kupił jej zmywarkę. Wszyscy dookoła mieli ją za głupią, ale koleżanki ciut jej zazdrościły, a to nowych butów, to nowego płaszcza. Każdy coś podejrzewał, choć nikt nie miał dowodów, w jaki sposób na luksusy zarabiała Marta. A że była próżna, drażniła swymi prezentami skromne koleżanki. Przychodziła ciągle w jakichś nowych ciuchach, wszystkim się chwaliła. I gdy kiedyś chwaliła się na przerwie, przy kawie, jaką ma kurteczkę, jedna z nich nie wytrzymała i wprost wypaliła: -kurtkę masz za dupę? Nie, nie, nie, do pasa – odparła jej Marta.
Łatwo było wrzucić Martę do worka z dziwkami, lecz puszcza się prawie każdy, by cel swój osiągnąć. A to lepszą pensję, a to stanowisko, będąc przy okazji zakłamaną szmatą. Zresztą przyznać muszę, że sam się puszczałem, choć na tyle głupio, że zawsze za darmo i dla przyjemności. No może raz, za plakat. Góra dwa, bo kiedyś też dostałem za to dużą paczkę chipsów. A było to tak: - weź te chipsy, bo ja naprawdę tego nie jem. A, że było po randce, był sex i jeszcze chipsy, to było puszczalstwo, choć do dziś mi głupio. Bo patrząc na Martę i jej koleżanki, ona ma mieszkanie, one lepszą pracę, a ja mam jedynie do spłacania raty.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)