Zawsze byłem pełen szacunku dla ludzi starszych. Bo tak mnie wychowano. Ale w końcu przyznać się muszę, że niektóre babcie mnie wku*wiają. Dziadkowie zresztą też. To znaczy niektóre babcie są fajne, a niektóre zaś fajne będą dopiero w kostnicy. Jak ta, trykająca mnie dziś koszykiem non stop, gdy stałem w kolejce do kasy. Czekałem cierpliwie, aż zwolni się miejsce na taśmie, położyłem swoje zakupy i czekałem dalej. Lubię zachować bezpieczną odległość między tym, który stoi przede mną i lubię mieć przestrzeń za sobą. Każdy w końcu zdąży, każdego obsłużą i czy ktoś się do mnie przyklei, czy stanie w bezpiecznej odległości, to będzie to trwać tyle samo. Ale nie rozumiała tego ta babcia. Gdy kolejka posunęła się o pół kroku, a taśma ani drgnęła, puknęła mnie tym koszykiem po raz pierwszy, gdy kolejka posunęła się o pół kroku kolejne, zrobiłem pół kroku w przód, ta puknęła mnie po raz drugi. Obróciłem się i zobaczyłem jej wrogie spojrzenie. Wku*wione spojrzenie złośliwej staruchy. W nieśmiertelnych karakułach. Jakaś wewnętrzna siła tylko powstrzymała mnie, by nie udusić jej szalikiem w chwili, gdy puknęłaby mnie po raz trzeci. Bo puknęła… a ja ochotę miałem, by puknąć tę babcię.....
Na szczęście tylko karakuły bywają nieśmiertelne.
Zupełnie inna była babcia „multipoint”. Babcię „multipoint” „poznałem” wczoraj, gdy robiłem zakupy, zwykłe śniadaniowe, do pracy. Zamiast pójść do marketu, poszedłem do pawilonów, w jednym kupowałem świeże pieczywo, w drugim świeżą wędlinę, a w trzecim świeże warzywa. Tuż obok była poczta. I gdy stałem jako piąty, w kolejce na poczcie, żeby nadać polecony, gdy stanęło za mną jeszcze kilka innych osób, stanęła też w kolejce babcia „multipoint”. Na oko miała jakieś osiemdziesiąt lat, elegancko pokręcone i ułożone siwe włosy, pod elegancko ułożonym beretem, okulary w otwartej oprawie, gustowne, perłowe kolczyki. I gdy stanął za nią kolejny gość, babcia „multipoint” z szerokim uśmiechem czerwonych ust z równą, białą protezą zapytała:
- Zajmie mi Pan kolejkę? Wrócę za dwie minutki.
No kto odmówiłby takiej uroczej babci? Gdy poszedłem obok i stanąłem w kolejce po pieczywo, babcia „multipoint” akurat stawała przy kasie, mówiąc:
- Przepraszam, ja tutaj stałam, wyszłam tylko na minutkę.
Gdy wchodziłem do kolejnego sklepu, żeby ustawić się, a jakże, w kolejce po wędlinę, babcia „multipoint” już z niego wychodziła, uśmiechając się do tej, która zajęła jej kolejkę, niosąc też wcześniej kupione warzywa i polecony w ręce…
Od niektórych babć można się wiele nauczyć i wiele takim wybaczyć. Niekoniecznie chcę być dziadkiem, ale być takim „multipoint” koniecznie muszę się nauczyć.
hmmm już sobie Ciebie wyobrażam "dziadek wielozadaniowy" :-)
OdpowiedzUsuń