W zasadzie przypomniało mi się, że Miriam wcale nie był lepszy. Ale rzeczywiście, o tej parapetówie u Malika już dawno zapomniałem. Kupił to mieszkanie jakieś dziesięć lat temu. Małe, przytulne, elegancko urządzone. Miał tam zamieszkać z żoną, gdyby ta, następnego dnia po weselu nie wniosła o rozwód. No, ale cóż. Malikowi było po tym zdarzeniu już wszystko jedno i zrobił parapetówę, nie przed, ale tuż po wyremontowaniu i urządzeniu mieszkania. A błąd. No chyba, żeby nie zaprosił Miriama. Gdyby tylko wiedział, co się wtedy stanie. A, że nie wiedział, bo nie miał takich zdolności, to go zaprosił.
Byliśmy w komplecie, znaczy Malik jako gospodarz, Gołąb, Isiu, Miriam, ja no i Mireczek. Aha. No i był też trzynastoletni brat Malika, bo jego stara wyjechała i nie miał się gdzie podziać. Mnie ten młody od początku wku*wiał. Innych zresztą także. Więc, żeby mieć go z bańki, Malik dał mu browca, wsypując do niego przy okazji prochy. No i młody padł. Leżał sobie w kącie, a my tylko sprawdzaliśmy, czy koleś oddycha. Gdy Malik schlał się jak świnia i zaległ na podłodze, pijany w sztok Miriam poszedł by się wylać. Lecz w połowie drogi, poczuł, że nie wytrzyma, rozpiął spodnie i odlał się Malikowi wprost na świeżo pomalowaną ścianę. Pecha miał jedynie, bo na wysokości kolan, w ścianie było gniazdko, co Miriam dotkliwie poczuł, gdy do niego nalał. Coś huknęło, coś strzeliło i Miriam w sekundzie pojechał po ścianie.
- Nie spinaj tak pośladów. Nikt ci nic nie zrobi –zażartował Gołąb, gdy ten powoli się po niej zsuwał.
Mireczek w tym samym momencie zauważył ogień, w skrzynce bezpieczników.
- Pali się chłopaki – krzyknął przerażony.
- Dzwoń po straż pożarną – syknął do mnie Isiu.
- Yhm, jasne. Tylko jaki tu jest adres?
No tak. Malik prowadził nas przez telefon. Za światłami w lewo, później pierwsza w prawo, trzecia w lewo, później kiosk, a za nim sklepik, za sklepikiem w lewo, koło budki prosto i jak byliśmy przy zielonym bloku, to się okazało, że jednak za daleko. A poza tym, mieliśmy odurzonego jakimś świństwem nastolatka. No gorzej być nie mogło. Mireczek próbował dobudzić Malika, a my w tym czasie upchnęliśmy młodego w schowku pod wersalką. I nim ją domknęliśmy, pod blok już podjeżdżała straż razem z policją, którą zaalarmowali wkurzeni sąsiedzi.
Mieszkanie Malika po wszystkim nadawało się jedynie do ponownego remontu. Ale i tak każdy był szczęśliwy, bo policja nie znalazła tego nastolatka. A z tego to mogły być prawdziwe kłopoty, a tak ocknął się po trzech dniach i do dziś wspomina, że fajna impreza. Tak to jest z tymi trzynastolatkami. Zawsze przynoszą pecha.
Pewnie niektórzy trafią tu przypadkiem. Jednych skusi nazwa i chęć przeżycia niesamowitej przygody na boku. Innych, chęć pooglądania gorących akcji. Geneza nazwy jest jednak prosta, jak budowa cepa. Cyber-burdel to pomieszanie z poplątaniem. Pisanie o wszystkim i o niczym. W sieci. Ze zwykłej chęci pisania dla siebie i wprawiania się w tym. Dla przyjemności.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz