Pokazywanie postów oznaczonych etykietą alfons. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą alfons. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 17 października 2013

Alfons

Dla Alfonsa pracowały zawsze najfajniejsze laski. Sława ich sięgała okolicznych miast, a bywało tak, że przekraczała i granice kraju. Alfons miał nosa do dziewczyn. Kilka z nich zrobiło zresztą furorę w Irlandii, parę w Niemczech i po jednej w Amsterdamie, Rzymie i Paryżu. Dziewczyny w swoim fachu były mistrzyniami, każdemu dogodziły, klienci tam walili drzwiami i oknami. Najsłynniejsza jednak była Angelika, zgrabna i powabna ze zwinnym języczkiem i sprawnymi palcami. Każdego klienta, zanim go przyjęła zabawiała zawsze przemiłą rozmową. Oczko w głowie szefa. I to do niej właśnie ustawiały się kolejki.

Alfons sam w sobie był niskiego wzrostu, lecz miał duże ego. I do tego ego dopasował image. Nosił się w koszulach rozpiętych do pępka, pokazując światu owłosioną klatę i złote łańcuchy. Na serdecznym palcu nosił wielki sygnet, który eksponował głaszcząc się po wąsie, doglądając z dumą swego interesu. I do tego jeździł czerwonym mondeo. Budził w okolicy respekt, wszyscy go szanowali. Lecz miał jedną wadę. Nie znosił krytyki. No właściwie dwie. Nie lubił konkurencji. O czym miała wkrótce przekonać się Vanessa.

Vanessa do Łomży przyjechała z Płocka. I zaczęła działać sama, wyłącznie na własną rękę. Jej umiejętności były równie duże, jak umiejętności Angeliki. Choć niektórzy mówili, że o wiele większe. Duży był też biust Vanessy, co mógł widzieć każdy, gdy się nad nim pochylała. W bardzo krótkim czasie odbiła część klientów dziewczynom Alfonsa.

Alfons na początku chciał ją wziąć pod skrzydła. Kusił kasą, zleceniami i dobrą opinią, jaką miały w Łomży jego podopieczne. Vanessa pozostała jednak nieugięta, była niezależna, no i w fachu świetna. Zarabiała krocie i nie miała w planach płacić komuś za nic zwykłego haraczu. Wkrótce zaczęła dostawać dziwne anonimy, głuche telefony, listy z pogróżkami. Nie zważając na nic przyjmowała dalej w swoim saloniku. Przynajmniej do czasu, gdy ktoś jej podrzucił koktajl Mołotowa. I pewnie skończyłaby się ta bitwa zwycięstwem Alfonsa, gdyby nie przypadek. Klient Angeliki nabawił się żółtaczki, gdy ta przez przypadek zacięła go brzytwą.

W bardzo krótkim czasie interes podupadł. Dziewczyny się pozwalniały, zniknął także Alfons. Alfons Grzywko z Łomży. Mistrz fryzjerski. Z trzydziestoletnim stażem.

czwartek, 5 września 2013

o kur*ach

Pojechaliśmy na kur*y. Z Malikiem. W 1993 roku :D Albo w 94? Zresztą to nieważne, bo mniej więcej w tych czasach pojawiły się one na ulicach. Oficjalnie. Stały na każdym rogu, jak w amerykańskich filmach.

Z tą różnicą, że w amerykańskich filmach dziwki zawsze były z Los Angeles albo z Miami. Ładne, opalone i skąpo ubrane.. nie tak, jak te. W Katowicach. Na Szkolnej i Bankowej. Odziane dziadowsko w szaro-bure łachy. Jako, że był listopad, to stały te biedne kur*y w starych karakułach po kostki i wełnianych czapkach. Blade i zasmucone. I co druga z alfonsem.

No nic. Postanowiliśmy przynajmniej dowiedzieć się za ile. Trochę się zbieraliśmy w sobie na odwagę, ale w końcu podjechaliśmy tym starym audikiem. Lecz zanim zdążyłem otworzyć korbką szybę, od tyłu podjechał nam bus z napisem: [PRZEWÓZ PRACOWNIKÓW - KWK HALEMBA]

Coś mi się wydaje, że mieliśmy z Malikiem dużo szczęścia, że nie zdążyliśmy ich pozaczepiać, bo mogłoby się to skończyć tragicznie. Oczywiście dla nas, nie dla dziwek.

Nauczeni doświadczeniem, podjechaliśmy do kolejnej. Stała taka. Może z chłopakiem? Więc, żeby dziewczyny nie urazić, zacząłem:
- hej. Koleżanko. Czekasz tu na kogoś?
Ona, schylając się powoli do otwartego okna starego audika, przeciągając się, dmuchając mi papierosowym dymem prosto w pysk i mierząc mnie wzrokiem, odpowiedziała:
- taaaaak
- a to sorry. I poszliśmy z Malikiem na pizzę.

bring it