piątek, 1 listopada 2013

szał trzech ciał

Na szyi i plecach czułem jego gorący, przyspieszony oddech. Napierał na mnie od tyłu całym ciężarem swojego dużego, pięknego, opalonego, perfekcyjnie wyrzeźbionego na siłowni ciała. Na ramieniu czułem to cholernie przyjemne drapanie jego trzydniowego zarostu. Czułem jego wspaniały zapach, zabójczą mieszaninę aromatu męskiego ciała i towarzyszącej mu nuty kawy, czekolady, drzewa sandałowego i malin. Używał tego zapachu od lat. Czułem go całego, dokładnie, naprawdę blisko. Moje plecy przyklejone do jego szerokiej klatki piersiowej. Czułem przyspieszone bicie jego serca, czułem bijące od niego ciepło i każdą kolejną kroplę jego potu spadającą na moje plecy i pośladki, spływającą swobodnie i głaszczącą moje ciało. Nasze dłonie splatały się w dzikim szale, nasze ciała ścierały się, niczym w dzikim, namiętnym, plemiennym tańcu. Byliśmy jednością. Posuwał się w przód i w tył, bez żadnego rytmu, a ja wraz z nim, na żywioł, poddając mu się całkowicie.

Ją miałem tuż przed sobą. Jej przepiękne ciało, tak miłe w dotyku. Dziś, teraz, miałem je tylko dla siebie. Ta cudowna, przemiła, brzoskwiniowo-aksamitna skóra, gładka i przepięknie błyszcząca, o zapachu migdałów i mleka kokosowego. Czułem jej delikatny, kobiecy zapach, drażnił moje nozdrza, najcudowniej, jak to tylko możliwe. Moja twarz ukryta w jej długich, wyjątkowo bujnych, kasztanowych włosach. Jej głowa lekko odchylona do tyłu, jej ciało wygięte w najdziwniejszych pozach, jej zgrabne dłonie delikatnie ocierały się o moje. Moje ciało przyklejone do jej ciała. Jego ciało przyklejone do mnie. Byłem bezwładny, z szeroko rozstawionymi nogami moje ruchy były ograniczone, ale poddawałem się temu bezwiednie. Prawdziwy szał. Szatański galop. Byliśmy w jakimś dziwnym amoku. Ale to uwielbialiśmy. Nasze głośne, przyspieszone oddechy mógł usłyszeć każdy. Te postękiwania, bezwiedne okrzyki. Znaliśmy się od lat. Tworzyliśmy cudowne, doskonale ze sobą zgrane trio. Czasem robiliśmy to w czwórkę, piątkę lub szóstkę. Z innymi kobietami lub mężczyznami. Lubiliśmy się wspólnie zabawiać, czasem w większym gronie. W każdej wolnej chwili. Jak teraz. Biorąc na plaży udział w konkursie przeciągania liny.

5 komentarzy:

bring it