niedziela, 15 grudnia 2013

chu*owy bohater i kanapka z pleśnią

To niewiarygodne, żeby u zbiegu trzech okropnych ulic, przy tak brzydkim rondzie, noszącym tak chu*owe imię, niby ogromnego bohatera, dla którego niby wielkiego bohaterstwa tak małe rondo wydaje się być kpiną, choć nawet jak na kpinę, to wciąż jest zbyt małe, była sobie stacja benzynowa z niezwykle uprzejmą obsługą, jak nie z tego kraju. Nikt tak, jak moje ukochane panie ze stacji Orlenu nie poprawia mi nastroju. Dlatego jeżdżę tam raz na jakiś czas po browce lub za każdym razem, gdy mi braknie fajek, zamiast zejść do sklepu u siebie, na dole. Ale zawziąłem się i ogłosiłem bojkot. I nic już tam nie kupię, choćbym z głodu zdychał. Zresztą nie kupię też kanapek, na innej chu*owej stacji, której nazwy z grzeczności nie wymienię. No i może trochę z obawy przed sądem.

Bo nikt mi nigdy więcej nie będzie wciskał kitu o nowych procedurach i że weszła taka, która nakazuje podawać klientom kanapki na ciepło, bo prawdopodobnie są dużo smaczniejsze. Bo ja do ku*wy nędzy najlepiej chyba wiem, co najbardziej mi smakuje. A jeśli lubiłbym ser pleśniowy na ciepło, to lubiłbym też ciepłą, psią kupę, z pierwszego lepszego trawnika, w pierwszym lepszym parku. A nie lubię. Uwielbiam za to chrupiące kanapki, ale z chłodnym serem i surowymi warzywami. Ale oni wiedzą lepiej. A przynajmniej tak im się wydaje. Więc mają na to procedurę. A ja mam to w dupie. Więc zrobiłem jatkę, choć na codzień jestem oazą spokoju. Pie*dolonym kwiatem lotosu na tafli je*anego jeziora. Przynajmniej do chwili, aż ktoś nie wyskoczy z jakąś procedurą.

Jak te idiotki z marketu, ze stoiska z rybami, które jest po sąsiedzku, tuż obok piekarni. Czekałem chyba z dziesięć minut, aż ktoś się pojawi i poda mi ciastka. I gdy miałem dość, poszedłem na ryby i poprosiłem taką, z pyska nieco tępą, żeby zadzwoniła do POK-u i zwyczajnie poprosiła kogoś do obsługi. A ta mi na to odpowiada, że nie zna procedury. No krew mnie chciała zalać i przyrzekłem sobie, że jak jeszcze raz usłyszę o procedurze, to ją zwinę w rulon i wcisnę do gardła albo prosto w dupę, narażając przy tym kogoś na cierpienia.

1 komentarz:

  1. ihihihih tekst o wkiacie lotosu mam na drzwiach szawki w pracy.....

    OdpowiedzUsuń

bring it