Never, ever żadnego tripu koleją po Polsce. Za żadne skarby świata nikt mnie już więcej na to nie namówi. Nie chodzi o to, że jestem jakiś bardzo wygodny, bo w sumie podróż pociągiem jest wygodniejsza niż samochodem. I tańsza. Tyle, że nie w naszym kraju. Chodzi o czas. No bo, jak w XXI w. przejechanie 350 km może trwać prawie 6 godzin? Nie ogarniam tego.
Nie ogarniają tego też pewne damy z Francji, które postanowiły odwiedzić Polskę. Yvette, Odette i ta trzecia. Nie pamiętam, jak miała na imię, ale też się rymowało, to trzy siostry, mieszkające na co dzień w okolicach Lyonu. Od lat przyjmowały młodzież z Polski, chcącą dorobić sobie w czasie wakacji. Kontaktem była bardzo miła pani z Gliwic, która postanowiła zaprosić je kiedyś do siebie.
Yvette, Odette i ta trzecia, postanowiły wykorzystać czas w Polsce do maksimum. Wzięły do ręki mapę i wymyśliły, że jednego dnia pojadą rano na wycieczkę do Gdańska, drugiego do Krakowa, obskakując Wieliczkę, trzeciego do Poznania, a czwartego do Warszawy. Oczywiście pociągiem. Panie pamiętały jeszcze czasy parowozów, ale nawet wtedy pociągami we Francji jeździło się szybciej, niż dzisiaj u nas. Na długo przed TGV.
I tu zaczął się problem, bo wytłumaczyć im się nie dało, że do Gdańska i owszem można pojechać, ale jednodniowa wycieczka wraz z dojazdem zajmie dni aż trzy. Do Poznania tam i z powrotem niewiele mniej. Yvette, Odette i ta trzecia mimo zaawansowanego wieku poruszały się szybciej piechotą, ale ze względu na duże odległości z pomysłu zrezygnowały. Wyjechały z Polski z przeświadczeniem, że to ogromny kraj. Dużo większy niż Francja.
Być może jeszcze kiedyś, o ile dożyją, będą miały okazję przejechać się Pendolino. Będzie ciągle wolno, chociaż trochę ładniej. Te nasze zdezelowane pociągi na niewiele się już zdają. Jedyne, co tu może pomóc to konkurencja.
A konkurować chcą m.in. Niemcy. Pamiętam, kiedy jechałem do Zgorzelca z przesiadką we Wrocławiu. Przesiadało się właśnie do kolei niemieckich. Wygodne, czyste i zadbane pociągi. Niewytłuczone jeszcze na polskich torach. Jeśli tak ma to wyglądać – jestem za. Co innego babcia mojej koleżanki. Mówi, że kilkadziesiąt lat temu, już ją niemieckimi kolejami po Polsce wozili i podobno nie wspomina tego najmilej. Ja tam nie wiem dokładnie o co chodzi, ale wydaje mi się, że babcia trochę przesadza.
Mimo wszystko zostanę przy swoim środku lokomocji. Może nie tak wygodnie, może nie tak tanio ale za to przynajmniej zawsze na czas.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz