poniedziałek, 2 września 2013

1000 odsłon bloga

No i stało się. Blog został wyświetlony 1000 razy. Niby nic, ale dwa tygodnie temu, kiedy postanowiłem go założyć, nie spodziewałem się, że tak mnie to wciągnie. Ten nędzny tysiak to i tak zaledwie 1/1000 tego, co chce osiągnąć. A ja się łatwo nie poddaję. Zawsze uparcie dążę do celu. Bo w siebie wierzę. I wie to każdy, kto mnie zna.

Jak wtedy, gdy kupiłem sobie rolki. Poszedłem właściwie do sklepu kupić sobie kolejne spodenki na rower, ale idąc do kasy, spacerowałem niewłaściwą aleją. Tą, w której były role. No i postanowiłem tylko przymierzyć. Jazda na rolkach powinna przypominać jazdę na łyżwach, a przy tych też się nie poddałem. Nawet po tym, gdy z lodowiska znieśli mnie na noszach. Więc kiedy już miałem je na nogach i przejechałem kilka metrów, łapiąc się regałów, po raz kolejny uwierzyłem w siebie. Obróciłem się i dojechałem do ławeczki, przy której miałem buty. I tak kilka razy.

Kiedy już byłem przekonany o posiadaniu kolejnego talentu, wypuściłem się na najdłuższą prostą, wzdłuż linii kas, dumnie przedefilowałem przez całą długość sklepu i dopiero przy końcu przypomniałem sobie, że nie potrafię hamować. Ani skręcać. Kiedy z impetem przyj…em w ścianę, odbiłem się i padłem, jacyś starsi państwo pomogli mi się podnieść, otrzepując z kurzu plecki. Przechodzący obok kierownik sklepu, podnosząc tylko kciuk do góry powiedział: - dobrze panu idzie. – wiadomo. Mistrzunio – odpowiedziałem.

Podobnie było z nartami. Też nie umiałem skręcać na początku. Znaczy w prawo, bo w lewo to od razu. Więc kiedy chciałem przerzucać ciężar ciała chcąc zmienić kierunek, zaczynałem nabierać prędkości, która mnie przerażała. Więc wywalałem się na boczek, kładłem na plecki, przekładałem narty i jechałem w prawo. I tak za każdym razem, gdy znów musiałem skręcić w lewo. Wyglądało to pewnie komicznie, ale za to ze stoku, no ok, z oślej łączki schodziłem jak gwiazda. Wszyscy mnie tam znali. Dzisiaj jestem już wytrawnym narciarzem i w przyszłym roku jadę w Alpy.

I tak mam ze wszystkim, cokolwiek sobie wymyślę. Mam fajną pracę, bo jestem zdolny i fajnej szukałem, fajnych znajomych, bo tylko takich przyciągam, mnóstwo innych zajęć i zajebistego bloga. Tylko czasu jakby coraz mniej. Ale co tam. Zwolnię trochę tempo, jak już pyknie milion. A pyknie dlaczego? Bo się nie poddaję.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

bring it