Wspominam to do dziś. Doskonale pamiętam czas, który spędziłem w męskim seminarium duchownym. Jeden dzień, a właściwie pół. Służbowo. Pracowałem wtedy jako przedstawiciel handlowy pewnej firmy, produkującej systemy akustyczne. Taka robota. No i akurat w seminarium mieli na to zapotrzebowanie. Nie wiem, jakiego pecha trzeba w życiu mieć, ale szef postanowił na spotkanie wysłać właśnie mnie. To był człowiek głębokiej wiary. Doskonale wiedział, że w takich miejscach czuję się nieswojo, ale głęboko wierzył, że sobie poradzę. Od dziecka miałem jakąś niechęć do tych ciemnych, zadymionych i chłodnych pomieszczeń, tego specyficznego zapachu, a już na pewno do święconej wody. W seminarium wprawdzie święconej wody nie było. Ale śmierdziało.
A, że ja się łatwo nie poddaję….
Trafiłem akurat na porę obiadową. I kiedy tak siedziałem w holu na zimnej, drewnianej ławie, u stóp Jezusa Chrystusa, na korytarzach rozległy się dzwoneczki, a zewsząd wyłoniły się całe stada wygłodniałych, młodych chłopców, sunących powoli do seminaryjnej stołówki. Klimat taki trochę sanatoryjny, trochę jak na koloniach a trochę jak u Harry’ego Pottera. Różnica tylko taka, że na koloniach na jadalnię wchodziło się w bamboszkach ślizgiem, a tu jakoś tak ospale i dziwnie. Pełen majestat. A może to tylko pozory?
Chłopcy byli różni. Młodsi, starsi, brzydcy oraz całkiem ładni. Łączyło ich jedno. Byli wygłodniali. I spragnieni. No, ale przynajmniej w drodze do stołówki. A ja siedziałem i czekałem. Jak kretyn. Na kierownika tego interesu. I siedząc tak na tej ławce, wśród mijającego mnie tłumu, poczułem się nieswojo. Dziesiątki głodnych, wpatrzonych we mnie oczu. I to tuż pod okiem szefa. Poczułem się jak baba! To znaczy, tak mi się wydaje. A dokładniej, jak kobieta przechodząca koło rusztowań na pierwszej, lepszej budowie. Tylko gwizdów nie było. I kobiety na tej ławce.
Czytając to, pewnie niejedna z Was, drogie czytelniczki, chciałaby być na moim miejscu, na tej ławce w raju. Wśród stada spragnionych samców. Zła wiadomość może być jedynie taka, że prawdopodobnie żadna z Was nie wzbudziłaby takiego poruszenia. Przynajmniej w seminarium. Bo różnica między sanatorium a seminarium jest zazwyczaj taka, że w sanatorium chcieliby z niejedną, ale już nie mogą. A tu ciągle mogą, ale z żadną by nie chcieli ;)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz