No i stało się. Cholera jasna. Zaspałem. Łeb mi pękał, miałem mroczki w oczach, trzęsły mi się łapy i bolały kości. Ledwo przypominałem sobie ten wczorajszy wieczór. Pamiętam tylko, że z Mireczkiem wspólnymi siłami odstawiliśmy Malika do domu. A co było później?
Gdzieś w przebłyskach przypominałem sobie, że jadąc na tylnych siedzeniach, popijając dalej z Gołębiem i Miriam śpiewaliśmy "Rozamundę". A dokładniej jeden wers. Nie wiem, który kretyn to wymyślił, ale było to mniej więcej tak: "Rozamundooooooo. Bez Ciebie smutno i źleeeee, Rozamundooooooo. Bez Ciebie smutno i źleeeee, Rozamundooooooo. Bez Ciebie smutno i źleeeee". I tak ze sto razy. Wydawało mi się, że całą resztę wypomni nam Isiu. Dla niego ten wieczór pewnie był niezapomniany.
Trzeba się było zbierać. Isiu miał przyjechać po mnie, Mireczka i Malika o dwunastej. My mieliśmy mu pomóc się ogarnąć i dowieźć na imprezę. Gołąb i Miriam mieli dotrzeć do nas później. Sami.
Kiedy tak staliśmy przed mieszkaniem Malika, dzwoniliśmy, pukaliśmy i kopaliśmy z całej siły w drzwi, pan młody w końcu nam otworzył. Wyglądał tak, jak my. Czyli jak śmierć. Poza tym, że miał na czole ogromnego guza. Zapewne nabił go sobie po tym, jak potknął się o śmieci. No k... mać.
Wsadziliśmy na szybko najszerszy nóż do zamrażalnika. Mama zawsze tak robiła, gdy nabijałem sobie guza. W dzieciństwie. Klik-klakami. Przykładała zimny nóż i guz powoli znikał. Malika trzeba było ogolić i ubrać. Jako, że trzęsły mu się łapy oraz inne członki, to wypadło na mnie. Mireczek miał w tym czasie doprasować mu garnitur. Bo mimo, że Malik miał go w pokrowcu, to trzymał go w walizce.
Zabrałem się za golenie Malika. Miałem problem ogolić się sam, a co dopiero jego. Trzęsły mi się ręce, trząsł się cały Malik. Nawet nie wiem kiedy, zaciąłem go po raz pierwszy.
- o ku*wa - krzyknął Malik,
- o ku*wa - krzyknąłem ja.
Mireczek wbiegł wystraszony do łazienki i gdy zobaczył, co się stało, wrócił do prasowania.
- o ku*wa - krzyknął zaraz.
Pobiegłem szybko do pokoju i zobaczyłem odbity kształt żelazka, w kolorze spalenizny na plecach marynarki.
- o ku*wa - wyszeptałem.
Ustaliliśmy wspólnie, że nic mu nie powiemy. I poprosimy kamerzystę, by nie filmował ich od tyłu.
Malik ledwie siedział na brzegu wanny. Próbowałem zrobić go na bóstwo i goliłem dalej.
- o ku*wa - krzyknął Malik.
- o ku*wa - krzyknąłem ja.
- o ku*wa - krzyknął Mireczek.
Pobiegłem do pokoju i krzyknąłem
- o ku*wa.
No nic, od przodu ujęć też nie będzie.
Malik po goleniu wyglądał jak zarzynana świnia. No lepiej się nie dało. Przykleiliśmy mu cztery plastry i zaczął się ubierać. Kiedy zakładał spodnie, zaplątał się o nie i runął na podłogę waląc głową w śmietnik, który wciąż leżał na podłodze. A że śmietnik był stalowy.... Jako, że nie było więcej plastrów, to obandażowaliśmy mu głowę. - Przydałby się kapelusz - stwierdził Mireczek. Pomyślałem o tym samym, ale jedyne, co Malik miał, to sombrero wiszące na ścianie. Jakoś nigdy się nie chwalił, że był ze starą w Meksyku.
Musieliśmy wymyśleć coś po drodze. Na razie Malik był ogolony, opatrzony i ubrany, wzięliśmy w łapę bukiet, dupę w troki i pojechaliśmy do kościoła....
dawaj ciąg dalszy!!! a swoją drogą ciekawe jaki wieczór panieński miała przyszła szczęśliwa małżonka, co?
OdpowiedzUsuń<3 piękne :) szykuj dalszą część :) U.
OdpowiedzUsuńKogoś mi ten Malik przypomina ;)
OdpowiedzUsuń