niedziela, 11 sierpnia 2013

o pielgrzymkach

Jestem wściekły. No bo kiedy po raz n-ty dziś, przez Was, Talibowie, stałem w cholernym korku, postanowiłem się wściec. Z tej wściekłości poobrażam uczucia religijne. A co?! Oczywiście, nie wszystkie i nie wszystkich. Tylko tych, którzy podejdą do tego tekstu, jak do religijnych pieśni. Przeczytają, ale nie zrozumieją. 

Założę się, że większość Talibów nie rozkładało nigdy słów jakiejkolwiek przyśpiewki na czynniki pierwsze. Ba! Na drugie pewnie też nie... o trzecich nawet nie wspominam. Zresztą te dwa ostatnie i tak nie istnieją.... 


Religijna pieśń przeważnie jest o owcach, ok.... owieczkach. Ale kto zastanawia się, kto za te owce robi.... kogo to obchodzi. Nie o owce tutaj chodzi a o strzyżenie. Zresztą o to też nie. Tak naprawdę chodzi o manifestowanie swojej niby wiary. Nie wystarczy wybrać się raz w roku na przebieżkę do Częstochowy, nie wystarczy chodzić co niedzielę do kościoła. Ważne, by na codzień być dobrym człowiekiem. Nie jak pan pielgrzym, który uderzył moją koleżankę z całej siły w plecy, gdy ta postanowiła podwinąć rękawki swojej koszulki, gdy już bardzo doskwierał jej upał. Ani ksiądz, który wpycha łapy w majty ministranta, by później te łapska wpychać w usta jego matki, podając opłatek.. 


Do Talibów nic nie mam... Talibem też jest moja matka. Ale to człowiek dobry na codzień, nie tylko od święta.. może za często do kościoła chodzi, może i bezmyślnie te piosenki śpiewa, ale nie kłamie, nie kradnie i korków nie powoduje. Zresztą, co tu dużo mówić. Nie ja jedyny, nie pierwszy i nie ostatni większą sympatią obdarzam rozkrzyczaną, roześmianą młodzież, jadącą na Woodstock z hasłami peace & love niż jakąkolwiek pielgrzymkę pod znakiem no fuck, no luv. 


Szczególnie, gdy dzieje się to w kraju, gdzie wśród rzekomych 95% katolików, poziom chamstwa, złodziejstwa a przede wszystkim nienawiści jest zatrważająco wysoki... 


Można mieć medalik na szyi i nie mieć w sercu Boga. Bóg nie potrzebuje aż takiego poświęcenia. On i tak Was nie kocha a najlepszym dowodem na to jest albo dobijający upał albo rzęsisty deszcz w czasie trwania Waszych wędrówek. Amen.

1 komentarz:

  1. Mocne, dobre, o żeś się nieźle wkurzył chłopie! Ale Ci się nie dziwię, moja rodzona matka ma tzw. kłopot żeby zająć się babcią (własna mamą)i pojechać z nią do lekarza bo za wszelką cenę chce coś udowodnić swojej najmłodszej siostrze (jakieś chore ambicje? czy coś w ten deseń). A w butach do nieba pójdzie (jak sądzi) bo co niedzielę chodzi do kościoła 10 przykazań tak dosłownie stosuje że najlepiej jej wychodzi "oko za oko" i szczególne przykładanie się do tego "co inni powiedzą"! A biedna babcia zacznie niedługo sypiać w trumnie bo czuje się jak zawalidroga i kula u nogi świętej katoliczki-męczenniczki Matki Polki!

    OdpowiedzUsuń

bring it